Legia Warszawa przystępowała do spotkania eliminacji Ligi Europy z lekkim niedosytem po zremisowanym starciu ze Śląskiem Wrocław. I choć wielu z nas nie jest tak skłonnych do zachowania cierpliwości oraz równowagi jak Dalajlama, to „Wojskowi” potrafili przygotować pod nas fundamenty na rozwój duchowej stabilizacji w ostatnich meczach. Oczywiście jeśli ktoś zerknął na grę naszego umiłowanego i najlepszego klubu. Ponadto nastawienie szkoleniowca Legii na mecz trzeciej rundy eliminacji Ligi Europy z Atromitosem stanowiło coś więcej niż bezprecedensowy wypad na miasto późnym wieczorem z kumplami.
– Wyjdziemy na ten mecz najmocniejszym składem. Mamy możliwość gry w odpowiednim rytmie i nie musimy już tyle zmieniać. Zawodnicy są już odpowiednio zaadaptowani – w takich słowach Aleksandar Vuković wypowiadał się o zbliżającym spotkaniu z greckim zespołem. Podejście szkoleniowca trzynastokrotnego mistrza Polski było ważnym czynnikiem, który odcisnął piętno na piłkarzach Legii. Przede wszystkim liczył się rezultat meczu.
Realny początek
W rzeczywistości skład od ostatniego spotkania w eliminacjach Ligi Europy różnił się tym, że w pierwszej jedenastce nie wystąpili Carlitos Lopez oraz Nagy. Wymienionych piłkarzy zastąpili w wyjściowej jedenastce Luquinhas oraz Antolić, a Legia przystąpiła do meczu w formacji 4-3-3. Starcie pomiędzy Legią a Atromitosem nie było określane jako przyszły klasyk piłki nożnej, a bardziej jako mecz, który po jakimś czasie zostanie zapomniany.
Choć zaraz po pierwszym gwizdku arbitra wydawało się, że Atromitos ruszy na legionistów niczym rozwścieczony byk, dalszy przebieg meczu był zupełnie inny. W pierwszej połowie spotkania Legia prowadziła ospałą grę, wymieniając między sobą podania. Jej przeciwnik nastawił się na kontry i wyczekiwał na dogodną stratę piłki przez jednego z piłkarzy „Wojskowych”. Mimo że Legia nie imponowała szybkością konstruowania akcji, kontrolowała grę w pierwszej połowie meczu. W dodatku „Wojskowi” próbowali grać skrzydłami, ale brakowało w tym dokładności i precyzji. Najbardziej aktywnym piłkarzem legionistów w pierwszej części spotkania wydawał się Andre Martins.
25-letni Portugalczyk sprawiał wrażenie gracza, który ma jakiś pomysł na grę Legii. Jednakże pierwszy strzał na bramkę Megyeeriego w 17. minucie meczu oddał środkowy pomocnik Legii – Antolić. Tak naprawdę gra ofensywna „Wojskowych” była bez przekonania i konkretów. Mimo że czasem Luquinhas stwarzał jakieś zagrożenie pod bramką rywala, gra Legii w ofensywie nie była sprecyzowana.
Odnosiłem wrażenie, że legioniści za bardzo chcą tworzyć akcje środkiem pola, które w większości były niechlujne. Atromitos zatrzymywał większość prób wypracowywania sobie przestrzeni w środku pola przez zawodników Legii. Właśnie taka gra dwóch rywalizujących ze sobą o europejskie puchary drużyn poskutkowała bezbramkowym zakończeniem pierwszej połowy spotkania. Wierzono jednak, że druga odsłona meczu będzie inna.











