Od zawsze wymieniani w gronie poważnych kandydatów do czołowej czwórki. Niemal od zawsze uznawani za jednych z głównych przegranych na zakończenie sezonu. Tottenham Hotspur. Czy „Koguty” w końcu osiągną przedsezonowe cele?
Maj 2010 roku. Ciągnięty przez niezwykle skutecznego Jermaine’a Defoe Tottenham kończy sezon z 70 punktami na koncie. Do zwycięskiej Chelsea traci co prawda aż 16 oczek, niemniej zdobywa upragnione czwarte miejsce i wraca do rozgrywek o Puchar Europy po prawie pięciu dekadach oczekiwań. Tam radzi sobie lepiej niż przyzwoicie, dochodząc do ćwierćfinału, wcześniej wygrywając grupę przed Interem Mediolan, następnie eliminując Milan. Zbyt silny okazał się Real Madryt.

Dzięki pokazaniu się w Europie „Spurs” zaczęli być wymieniani w gronie tych, którzy zaczną się liczyć w walce o tytuł mistrza Anglii. Rosła rola przesuniętego z lewej obrony do drugiej linii Garetha Bale’a (wybitny występ z Interem w LM, zakończony imponującym hattrickiem). Sezon 2011/2012 zakończył się jednak piątym miejscem. Doszło do lekkiego przemodelowania zespołu. Rezultat? Czwarte miejsce na koniec rozgrywek 2012/2013. Radość? W żadnym wypadku – Ligę Mistrzów wygrała Chelsea, zajmując jednak zaledwie szóste miejsce w Premier League. Efektem „spadek” Tottenhamu do Ligi Europy.
Kolejne trzy sezony to głośne transfery i… piąte lub szóste miejsca w tabeli. Zakończyć ligę na piątym miejscu, kupić piłkarzy za sto milionów funtów, po czym za rok widzieć swój klub na szóstej lokacie. Ten widok do najprzyjemniejszych z pewnością nie należy. Wydaje się jednak, że coś drgnęło, odkąd na stanowisku trenera zatrudniono byłego szkoleniowca Southampton, Mauricio Pochettino. Mimo piątego (a jakże) miejsca w poprzednim sezonie zarząd pozwolił Argentyńczykowi pracować, czego efektem jest bardzo dobra gra w ostatnich tygodniach.
Początek tegorocznych rozgrywek do najlepszych nie należał. Inauguracyjna poraża z Manchesterem United (0:1), po czym seria trzech remisów w meczach, w których „Spurs” byli raczej faworytem (Stoke City, Leicester City, Everton). Zaledwie trzy punkty w czterech meczach i już pierwsze pytania, czy Argentyńczyk utrzyma posadę choćby do końca roku. Wątpliwości okazały się jednak bezzasadne, a porażka z United jest jak dotąd jedyną (!) w całym sezonie. W kolejnych dziesięciu meczach podopieczni Pochettino zwyciężali pięciokrotnie, tak samo często dzielili się punktami. Po serii trzech remisów w 2.,3. i 4. kolejce bilans wygląda już imponująco – 17 na 21 możliwych punktów. Obecnie zajmowane piąte (a jakże) miejsce wydaje się przejściowe – jeśli coś się nagle nie zatnie, Tottenham powinien zakręcić się koło podium.












