Tottenham Spurs pokonał Sunderland 5:1 (1:1) w meczu 33. kolejki Premier League. Mimo zwycięstwa, gracze z północno-wschodniego Lodnynu ciągle zajmują siódme miejsce w tabeli, ale mają punkt straty do szóstego Manchesteru United, a rozegrany jeden mecz mniej. Przegrani są nadal w najgorszej sytuacji w lidze, będąc na szarym końcu, lecz z trzema meczami mniej niż rywale.
Spotkanie lepiej rozpoczęli przyjezdni, którzy szybko wyszli na prowadzenie. Później na boisku panowali już jednak tylko gracze Tima Sherwooda. W pierwszej połowie zdołali wyrównać, a w drugiej całkowicie zniszczyli rywala dokładając jeszcze cztery bramki. Bohaterem spotkania był Christian Eriksen, który strzelił gola i zanotował dwie asysty.
Już od samego początku na boisku działo się wiele. W siódmej minucie Eriksen ładnie uderzył zza pola karnego, ale jeszcze lepszą interwencję zaliczył Mannone. W odpowiedzi Johnson dośrodkował na głowę Browna, ten jednak uderzył minimalnie obok słupka. Minutę później Rose dośrodkował w pole karne, a do piłki wyskoczył Adebayor, ale zabrakło milimetrów, aby Togijczyk trafił dobrze w piłkę. W 17. minucie Sunderland wyszedł niespodziewanie na prowadzenie. Chriches zagrał z autu do Llorisa. Francuz odegrał piłkę głową, a koszmarnie zachował się rumuński obrońca, który bezsensownie zagrał wzdłuż bramki. Piłkę przejął Cattermole i skierował ją do siatki. Oszołomieni gospodarze natychmiast ruszyli do odrabiania strat. Najpierw Kane znalazł się z piłką w polu karnym i mocno uderzył, ale jeszcze po raz kolejny świetnie interweniował Mannone. Kilka minut później Eriksen świetnie dośrodkował do niepilnowanego Naughtona, który jednak minimalnie się pomylił. Chwilę później Adebayor dostał piłkę w polu karnym i potężnie uderzył, ale futbolówka przeleciała nad poprzeczką. W odpowiedzi Borini zdecydował się na strzał zza pola karnego i wyszło mu to świetnie, jednakże Lloris wyciągnął się jak struna i zdołał sięgnąć piłkę i uratować zespół. W 28. minucie Spurs wyrównali. Eriksen dostał piłkę na lewej stronie boiska i kapitalnie zagrał na piąty metr do wbiegającego Adebayora. Wbiegający snajper nie zmarnował tej sytuacji i doprowadził do remisu. Jeszcze w pierwszej połowie gospodarze mieli jedną świetną sytuację. Eriksen zagrał do Paulinho, który próbował uderzać, ale piłka zaplątała się pod nogami Bardsley’a. Wyłuskał ją Adebayor, ale w ostatniej chwili zabrał mu ją Mannone.
Pierwszy kwadrans drugiej połowy świetnie zakończyli gospodarze. Znów w roli głównej pokazał się Eriksen. Duńczyk zagrał do Kane, który umieścił piłkę w siatce. Niemal kopia pierwszej bramki. Dwanaście minut przed końcem było już pozamiatane. Po dwóch asystach tym razem do siatki trafił sam Christian Eriksen. Chadli dostał piłkę od Adebayora i odegrał do nadbiegającego Duńczyka. Ten przymierzył z kilkunastu metrów i pokonał Vito Mannone. Osiem minut później Spurs jeszcze bardziej dobili rywala. Kane łatwo minął obrońców i oddał strzał, a Mannone zdołał odbić piłkę przed siebie. Dopadł do niej Adebayor i umieścił w siatce. Jak się okazało arbiter popełnił błąd, bowiem snajper był na spalonym, dlatego bramka nie powinna być uznana. W doliczonym czasie gry nie było już wątpliwości. W zamieszaniu w polu karnym najlepiej odnalazł się Gylfi Sigurdsson, który pewnie umieścił bezpańską piłkę w siatce.










