Koniec roku to zawsze czas, kiedy można podsumować występy poszczególnych piłkarzy, drużyn czy też ocenić ruchy transferowe, które wykonali klubowi działacze. Tym razem zespół iGol.pl pozwolił sobie na ocenę tych ostatnich w lidze włoskiej. W związku z tym każdy z Was znajdzie najlepsze transfery Serie A, które miały miejsce w roku 2012. Przy wyborze tych topowych transakcji pod uwagę brane były zarówno te, które miały miejsce na początku roku, jak i te, które były realizowane tuż po europejskim czempionacie.
10. Ciro Immobile (Genoa CFC)
Przychodził do zespołu ze stadionu Luigi Ferraris jako najskuteczniejszy strzelec Serie B w sezonie 2011/2012. Napastnik ten w barwach Pescary Calcio strzelił wówczas 28 goli, wyprzedzając w zestawieniu najlepszych goleadorów Marco Sau z Juve Stabia, który miał 21 trafień na koncie. W trwającym sezonie miał zastąpić w składzie drużyny dowodzonej przez Luigi Del Neriego Alberto Gilardino i na razie podąża dobrą drogą. 22-latek imponuje zupełnie innymi walorami niż reprezentant Włoch. Aczkolwiek jest to z korzyścią dla „Rossoblu”. W obecnym sezonie piłkarz strzelił pięć goli i zaliczył jedną asystę.
9. Mattia Destro (AS Roma)
Ricardo Montolivo, AC Milan (fot. Bleacherreport.com)
O tym, jak ciężko wybić się w drużynie, w której na co dzień występuje Francesco Totti, nie trzeba chyba żadnemu sympatykowi piłki nożnej tłumaczyć. Jednak nikt nie powiedział, że jest to niemożliwe. Chociaż przed inauguracją sezonu nie wielu postawiłoby na to, że były piłkarz Sieny przebije się do składu „Giallorossich”, to jednak 21-latkowi się to udało. Co prawda nie jest to miejsce stałe, ale gdy wychowanek Ascoli pojawia się na placu gry, to potrafi wnieść dużo ożywienia w szeregach podopiecznych Zdenka Zemana, czego efektem są cztery gole i dwie asysty.
8. Alberto Gilardino (Bologna FC 1909)
Jego umowa z Genoą obowiązuje do końca czerwca 2016 roku. Jednak z racji tego, że w ostatnim sezonie w barwach „Rossoblu” jego gra nie spełniła oczekiwań działaczy klubowych, to ci postanowili wypożyczyć swojego napastnika do Bologny. Jak się okazuje był to strzał w dziesiątkę, bo już teraz 30-latek ma więcej goli niż to miało miejsce w drużynie z Luigi Ferraris. Faktem jest jednak to, że w drużynie z dołu ligowej tabeli piłkarz jest jedną z tych postaci, pod którą ustawiana jest gra drużyny. W każdym razie były gracz Fiorentiny wywiązuje się ze swojej roli całkiem nieźle. Jak dotąd statystyki Gilardino to sześć goli i dwie asysty.
7. Emiliano Viviano (ACF Fiorentina)
Skazywany przez wielu ekspertów na granie ogonów pokazał, jak powstać z kolan. Wypożyczony do „Violi” z Palermo bramkarz jest jednym z tych zawodników, dzięki którym kibice w Toskanii mają powody do satysfakcji. Na 16 meczów następca Artura Boruca w bramce Fiorentiny puścił 18 goli. Ponadto zawodnik ten zakończył pięć spotkań z czystym kontem. Jeszcze niedawno reprezentował barwy Interu Mediolan i wydawać się mogło, że to już koniec piłkarza. Po dobrych występach w zespole z Artemio Franchi zawodnik znowu znajduje się w orbicie zainteresowania selekcjonera „Squadra Azzurra” – Cesare Prandellego.
Historia podobna do tej, którą przeżył Viviano. Były zawodnik Romy, od kiedy opuścił stolicę Włoch, cały czas notował ruchy w dół. Gracz, który imponuje wyborną techniką i świetnym podaniem, nie potrafił zaprezentować pełni swoich umiejętności zarówno w Juventusie, jak i w Liverpoolu. Jednak gdy trafił pod skrzydła Vincenzo Montelli, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przywrócone zostały mu umiejętności z lat poprzednich. Kto oglądał znany przed laty film pt. „Kosmiczny mecz”, ten z pewnością wie, o co chodzi… 11 meczów, cztery zdobyte gole i trzy asysty to prawdopodobnie zwiastun dobrych dni dla 28-latka.
5. Ricardo Montolivo (AC Milan)
Chociaż zespół, którego właścicielem jest Silvio Berlusconi, ostatnio częściej się osłabiał, niż wzmacniał, to jednak w przypadku Montolivo nie można w żadnym wypadku stwierdzić, że jego ściągnięcie było swoistą pomyłką, że to zawodnik, który gra poniżej swoich możliwości. Takie może być z pewnością pierwsze wrażenie każdego kibica, który po raz pierwszy ogląda grę Milanu w trwającym sezonie. Jednak kto regularnie śledzi spotkania Serie A, ten zauważy, że były gracz Fiorentiny wykonuje tytaniczną pracę w środku pola. Może to jeszcze nie jest ten poziom, który osiągnął Andrea Pirlo z Juventusu Turyn, aczkolwiek widać, że piłkarz ten wiele uczy się od włoskiego internacjonała na zgrupowaniach kadry. Środkowy pomocnik „Rossonerich” w obecnym sezonie pod względem statystycznym nie ma bilansu powalającego na kolana, ale akurat to jest jeden z takich piłkarzy, których nie należy oceniać przez pryzmat zdobytych goli. W przypadku takich graczy jak Montolivo liczy się precyzja podania, liczba celnych podań w trakcie spotkania, umiejętność wyszukania piłkarza na wolnej pozycji. Szereg czynników znanych z rozgrywek NBA tyle, że na jego piłkarskim odpowiedniku. Dzięki temu piłkarz, mimo nie najlepszej postawy całego zespołu, potrafi wybić się spośród całej reszty drużyny.
Zawodnik urodzony w Bari przez długi czas dojrzewał do roli lidera drużyny. Wydaje się, że w wieku 30 lat, to mu się udało. Pod dowództwem Andrei Stramaccioniego były piłkarz m.in. takich klubów, jak AS Roma czy Real Madryt stał się takim zawodnikiem, jakiego chcieliby wszyscy widzieć. Nie chodzi tu nawet tylko o zdobyte gole czy asysty. Napastnik „Nerazzurrich” potrafi w kulminacyjnym momencie meczu wziąć ciężar gry na siebie. Jednym zwodem minąć obrońcę rywali i w fenomenalny sposób zacentrować pod bramkę przeciwnika. Enfant terrible włoskiego futbolu powolutku przeobraża się w wielkiego gracza. Zawodnik ten stał się boiskowym altruistą, co jeszcze kilka lat temu wydawało się niemożliwe. W obecnym sezonie napastnik 18-krotnych mistrzów Włoch pięć razy wpisał się na listę strzelców. Ponadto napastnik „Niebiesko-czarnych” zanotował sześć asyst. Jeden z bardziej udanych transferów Interu w letnim mercato.
3. Kwadwo Asamoah (Juventus Turyn)
Do stolicy Piemontu był sprowadzony jako gracz, który miał być tylko uzupełnieniem kadry mistrza Włoch. Jak się jednak później okazało, zawodnik stał się jedną z kluczowych postaci zespołu „Starej Damy”. Drużyna, która w maju sięgnęła po scudetto, dzięki reprezentantowi Ghany stała się jeszcze mocniejszą ekipą. Ghańczyk spowodował, że Juventus nie ma praktycznie słabych punktów w obecnym sezonie. Gdy nie idzie gra w defensywie, może pomagać kolegom w destrukcji. W momencie natarcia na rywala potrafi nieszablonowym rajdem spowodować popłoch w szeregach defensywnych drużyny przeciwnej. Zawodnik niezwykle trudny do rozszyfrowania dla każdego szkoleniowca pracującego na Półwyspie Apenińskim. Naprawdę trudno sobie wyobrazić, co podczas meczu chodzi po głowie 24-latka. W każdym razie jest to coś niesamowitego, bo rzadko kiedy piłkarz ten podejmuje złe decyzje. Fakt, iż piłkarz wystąpił we wszystkich 18 spotkaniach ligi włoskiej, jest chyba najlepszą rekomendacją słuszności wyboru tego piłkarza i jego wysokiej pozycji w rankingu.
2. Fredy Guarin (Inter Mediolan)
Kolumbijczyk zrobił coś, czego jeszcze parę lat temu nikt by się nie spodziewał. Dzięki urodzonemu w Puerto Boyaca piłkarzowi do annałów przeszły historie o Carlosie Valderamie – byłym zawodniku reprezentacji Kolumbii. Teraz gwiazdą „Los Cafeteros” jest właśnie zawodnik „Nerazzurrich” Dzięki niemu pół Kolumbii z zapartym tchem śledzi spotkania zespołu dowodzonego przez Andreę Stramaccioniego. Trzy gole zdobyte w Serie A, dwa strzelone w Europa League. Ponadto mnóstwo akcji zainicjowanych przez byłego gracza FC Porto, które są niezwykle efektowne. Dzięki temu 26-letniemu zawodnikowi sprawozdawcy na Półwyspie Apenińskim muszą szukać synonimów dla słowa „prima”, aby nie powtarzać się kilkanaście razy podczas jednej transmisji przy akcjach Guarina.
1. Sebastian Giovinco (Juventus Turyn)
Droga „Atomowej Mrówki” do Turynu nigdy nie była usłana różami. Chociaż zawodnik na każdym kroku powtarzał, że gra dla Juventusu Turyn jest jego marzeniem, to długo ten filigranowy zawodnik swojego marzenia nie mógł zrealizować. Na drodze do spełnienia tych marzeń stali m.in. Ciro Ferrara, Luigi Del Neri i Alberto Zaccheroni. Jednak gdy przyszedł Antonio Conte, wiele się zmieniło. Po tym jak „Bianconerich” opuścił na dodatek Alessandro De Piero, stało się jasne, że ikonę Juventusu trudno będzie zastąpić tak z dnia na dzień. Szkoleniowiec „La Vecchia Signora” nie zapomniał jednak o Giovinco. Ten rozgrywał akurat niesamowity sezon w barwach Parmy. Mało tego – w spotkaniach ze swoim rodowitym klubem dał się zapamiętać jako ten piłkarz, który w charakterystyczny sposób chciał się przypomnieć właścicielom Juventusu Turyn i się przypomniał, strzelając mu gola za golem. Z racji tego, że z Turynu odszedł popularny Alex, to w związku z tym zwolniło się również miejsce dla trequartisty. Giovinco za wszelką cenę chciał się przebić do podstawowego składu „Starej Damy”. Na treningach dwoił się i troił, aby podwyższać swoje umiejętności. Niejednokrotnie ten 25-letni piłkarz zostawał po treningach, aby dopracowywać wskazówki Del Piero odnośnie egzekwowania rzutów wolnych. Conte, widząc upór piłkarza, postanowił dać mu szansę. Najpierw jedną, potem drugą, wreszcie trzecią… Mimo że na początku piłkarz dawał z siebie, co mógł, to chciał być zbyt widoczny. Chciał być wszędzie. W pewnym momencie opiekun „Juve” wziął zawodnika na rozmowę i po niej gracz turyńczyków uspokoił się na placu gry. Nie szalał już tak na boisku jak wcześniej, co okazało się lekiem na całe zło. Piłkarz tracił za dużo sił, chcąc udowodnić wszystkim, że zasługuje na to, żeby grać w pasiastej koszulce Juventusu. Teraz nie musi już niczego udowadniać. Wiadomo, że na to zasługuje. W obecnym sezonie jest wybijającą się postacią „Biało-czarnych”. W trwającym sezonie ligi włoskiej Sebastian Giovinco strzelił pięć goli i przy sześciu asystował. Jeśli forma „Atomowej Mrówki” w dalszym ciągu będzie tak zwyżkować, to kwestią czasu pozostaje, kiedy piłkarz ten otrzyma nagrodę w postaci koszulki z numerem dziesięć na plecach, co w takim klubie jak Juventus jest niezwykłym wyróżnieniem i na taki laur trzeba sobie naprawdę zapracować.
Jestem fanem romy i jest to dla mnie zaskoczenie .
Destro to drewniak i zamiast niego powinien być
Marquinhos .
Dodaj komentarz
Koniec roku to zawsze czas, kiedy można podsumować występy poszczególnych piłkarzy, drużyn czy też ocenić ruchy transferowe, które wykonali klubowi działacze. Tym razem zespół iGol.pl pozwolił sobie na ocenę tych ostatnich w lidze włoskiej. W związku z tym każdy z Was znajdzie najlepsze transfery Serie A, które miały miejsce w roku 2012. Przy wyborze tych topowych transakcji pod uwagę brane były zarówno te, które miały miejsce na początku roku, jak i te, które były realizowane tuż po europejskim czempionacie.
10. Ciro Immobile (Genoa CFC)
Przychodził do zespołu ze stadionu Luigi Ferraris jako najskuteczniejszy strzelec Serie B w sezonie 2011/2012. Napastnik ten w barwach Pescary Calcio strzelił wówczas 28 goli, wyprzedzając w zestawieniu najlepszych goleadorów Marco Sau z Juve Stabia, który miał 21 trafień na koncie. W trwającym sezonie miał zastąpić w składzie drużyny dowodzonej przez Luigi Del Neriego Alberto Gilardino i na razie podąża dobrą drogą. 22-latek imponuje zupełnie innymi walorami niż reprezentant Włoch. Aczkolwiek jest to z korzyścią dla „Rossoblu”. W obecnym sezonie piłkarz strzelił pięć goli i zaliczył jedną asystę.
9. Mattia Destro (AS Roma)
Ricardo Montolivo, AC Milan (fot. Bleacherreport.com)
O tym, jak ciężko wybić się w drużynie, w której na co dzień występuje Francesco Totti, nie trzeba chyba żadnemu sympatykowi piłki nożnej tłumaczyć. Jednak nikt nie powiedział, że jest to niemożliwe. Chociaż przed inauguracją sezonu nie wielu postawiłoby na to, że były piłkarz Sieny przebije się do składu „Giallorossich”, to jednak 21-latkowi się to udało. Co prawda nie jest to miejsce stałe, ale gdy wychowanek Ascoli pojawia się na placu gry, to potrafi wnieść dużo ożywienia w szeregach podopiecznych Zdenka Zemana, czego efektem są cztery gole i dwie asysty.
8. Alberto Gilardino (Bologna FC 1909)
Jego umowa z Genoą obowiązuje do końca czerwca 2016 roku. Jednak z racji tego, że w ostatnim sezonie w barwach „Rossoblu” jego gra nie spełniła oczekiwań działaczy klubowych, to ci postanowili wypożyczyć swojego napastnika do Bologny. Jak się okazuje był to strzał w dziesiątkę, bo już teraz 30-latek ma więcej goli niż to miało miejsce w drużynie z Luigi Ferraris. Faktem jest jednak to, że w drużynie z dołu ligowej tabeli piłkarz jest jedną z tych postaci, pod którą ustawiana jest gra drużyny. W każdym razie były gracz Fiorentiny wywiązuje się ze swojej roli całkiem nieźle. Jak dotąd statystyki Gilardino to sześć goli i dwie asysty.
7. Emiliano Viviano (ACF Fiorentina)
Skazywany przez wielu ekspertów na granie ogonów pokazał, jak powstać z kolan. Wypożyczony do „Violi” z Palermo bramkarz jest jednym z tych zawodników, dzięki którym kibice w Toskanii mają powody do satysfakcji. Na 16 meczów następca Artura Boruca w bramce Fiorentiny puścił 18 goli. Ponadto zawodnik ten zakończył pięć spotkań z czystym kontem. Jeszcze niedawno reprezentował barwy Interu Mediolan i wydawać się mogło, że to już koniec piłkarza. Po dobrych występach w zespole z Artemio Franchi zawodnik znowu znajduje się w orbicie zainteresowania selekcjonera „Squadra Azzurra” – Cesare Prandellego.
6. Alberto Aquilani (ACF Fiorentina)
Historia podobna do tej, którą przeżył Viviano. Były zawodnik Romy, od kiedy opuścił stolicę Włoch, cały czas notował ruchy w dół. Gracz, który imponuje wyborną techniką i świetnym podaniem, nie potrafił zaprezentować pełni swoich umiejętności zarówno w Juventusie, jak i w Liverpoolu. Jednak gdy trafił pod skrzydła Vincenzo Montelli, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przywrócone zostały mu umiejętności z lat poprzednich. Kto oglądał znany przed laty film pt. „Kosmiczny mecz”, ten z pewnością wie, o co chodzi… 11 meczów, cztery zdobyte gole i trzy asysty to prawdopodobnie zwiastun dobrych dni dla 28-latka.
5. Ricardo Montolivo (AC Milan)
Chociaż zespół, którego właścicielem jest Silvio Berlusconi, ostatnio częściej się osłabiał, niż wzmacniał, to jednak w przypadku Montolivo nie można w żadnym wypadku stwierdzić, że jego ściągnięcie było swoistą pomyłką, że to zawodnik, który gra poniżej swoich możliwości. Takie może być z pewnością pierwsze wrażenie każdego kibica, który po raz pierwszy ogląda grę Milanu w trwającym sezonie. Jednak kto regularnie śledzi spotkania Serie A, ten zauważy, że były gracz Fiorentiny wykonuje tytaniczną pracę w środku pola. Może to jeszcze nie jest ten poziom, który osiągnął Andrea Pirlo z Juventusu Turyn, aczkolwiek widać, że piłkarz ten wiele uczy się od włoskiego internacjonała na zgrupowaniach kadry. Środkowy pomocnik „Rossonerich” w obecnym sezonie pod względem statystycznym nie ma bilansu powalającego na kolana, ale akurat to jest jeden z takich piłkarzy, których nie należy oceniać przez pryzmat zdobytych goli. W przypadku takich graczy jak Montolivo liczy się precyzja podania, liczba celnych podań w trakcie spotkania, umiejętność wyszukania piłkarza na wolnej pozycji. Szereg czynników znanych z rozgrywek NBA tyle, że na jego piłkarskim odpowiedniku. Dzięki temu piłkarz, mimo nie najlepszej postawy całego zespołu, potrafi wybić się spośród całej reszty drużyny.
Zawodnik urodzony w Bari przez długi czas dojrzewał do roli lidera drużyny. Wydaje się, że w wieku 30 lat, to mu się udało. Pod dowództwem Andrei Stramaccioniego były piłkarz m.in. takich klubów, jak AS Roma czy Real Madryt stał się takim zawodnikiem, jakiego chcieliby wszyscy widzieć. Nie chodzi tu nawet tylko o zdobyte gole czy asysty. Napastnik „Nerazzurrich” potrafi w kulminacyjnym momencie meczu wziąć ciężar gry na siebie. Jednym zwodem minąć obrońcę rywali i w fenomenalny sposób zacentrować pod bramkę przeciwnika. Enfant terrible włoskiego futbolu powolutku przeobraża się w wielkiego gracza. Zawodnik ten stał się boiskowym altruistą, co jeszcze kilka lat temu wydawało się niemożliwe. W obecnym sezonie napastnik 18-krotnych mistrzów Włoch pięć razy wpisał się na listę strzelców. Ponadto napastnik „Niebiesko-czarnych” zanotował sześć asyst. Jeden z bardziej udanych transferów Interu w letnim mercato.
3. Kwadwo Asamoah (Juventus Turyn)
Do stolicy Piemontu był sprowadzony jako gracz, który miał być tylko uzupełnieniem kadry mistrza Włoch. Jak się jednak później okazało, zawodnik stał się jedną z kluczowych postaci zespołu „Starej Damy”. Drużyna, która w maju sięgnęła po scudetto, dzięki reprezentantowi Ghany stała się jeszcze mocniejszą ekipą. Ghańczyk spowodował, że Juventus nie ma praktycznie słabych punktów w obecnym sezonie. Gdy nie idzie gra w defensywie, może pomagać kolegom w destrukcji. W momencie natarcia na rywala potrafi nieszablonowym rajdem spowodować popłoch w szeregach defensywnych drużyny przeciwnej. Zawodnik niezwykle trudny do rozszyfrowania dla każdego szkoleniowca pracującego na Półwyspie Apenińskim. Naprawdę trudno sobie wyobrazić, co podczas meczu chodzi po głowie 24-latka. W każdym razie jest to coś niesamowitego, bo rzadko kiedy piłkarz ten podejmuje złe decyzje. Fakt, iż piłkarz wystąpił we wszystkich 18 spotkaniach ligi włoskiej, jest chyba najlepszą rekomendacją słuszności wyboru tego piłkarza i jego wysokiej pozycji w rankingu.
2. Fredy Guarin (Inter Mediolan)
Kolumbijczyk zrobił coś, czego jeszcze parę lat temu nikt by się nie spodziewał. Dzięki urodzonemu w Puerto Boyaca piłkarzowi do annałów przeszły historie o Carlosie Valderamie – byłym zawodniku reprezentacji Kolumbii. Teraz gwiazdą „Los Cafeteros” jest właśnie zawodnik „Nerazzurrich” Dzięki niemu pół Kolumbii z zapartym tchem śledzi spotkania zespołu dowodzonego przez Andreę Stramaccioniego. Trzy gole zdobyte w Serie A, dwa strzelone w Europa League. Ponadto mnóstwo akcji zainicjowanych przez byłego gracza FC Porto, które są niezwykle efektowne. Dzięki temu 26-letniemu zawodnikowi sprawozdawcy na Półwyspie Apenińskim muszą szukać synonimów dla słowa „prima”, aby nie powtarzać się kilkanaście razy podczas jednej transmisji przy akcjach Guarina.
1. Sebastian Giovinco (Juventus Turyn)
Droga „Atomowej Mrówki” do Turynu nigdy nie była usłana różami. Chociaż zawodnik na każdym kroku powtarzał, że gra dla Juventusu Turyn jest jego marzeniem, to długo ten filigranowy zawodnik swojego marzenia nie mógł zrealizować. Na drodze do spełnienia tych marzeń stali m.in. Ciro Ferrara, Luigi Del Neri i Alberto Zaccheroni. Jednak gdy przyszedł Antonio Conte, wiele się zmieniło. Po tym jak „Bianconerich” opuścił na dodatek Alessandro De Piero, stało się jasne, że ikonę Juventusu trudno będzie zastąpić tak z dnia na dzień. Szkoleniowiec „La Vecchia Signora” nie zapomniał jednak o Giovinco. Ten rozgrywał akurat niesamowity sezon w barwach Parmy. Mało tego – w spotkaniach ze swoim rodowitym klubem dał się zapamiętać jako ten piłkarz, który w charakterystyczny sposób chciał się przypomnieć właścicielom Juventusu Turyn i się przypomniał, strzelając mu gola za golem. Z racji tego, że z Turynu odszedł popularny Alex, to w związku z tym zwolniło się również miejsce dla trequartisty. Giovinco za wszelką cenę chciał się przebić do podstawowego składu „Starej Damy”. Na treningach dwoił się i troił, aby podwyższać swoje umiejętności. Niejednokrotnie ten 25-letni piłkarz zostawał po treningach, aby dopracowywać wskazówki Del Piero odnośnie egzekwowania rzutów wolnych. Conte, widząc upór piłkarza, postanowił dać mu szansę. Najpierw jedną, potem drugą, wreszcie trzecią… Mimo że na początku piłkarz dawał z siebie, co mógł, to chciał być zbyt widoczny. Chciał być wszędzie. W pewnym momencie opiekun „Juve” wziął zawodnika na rozmowę i po niej gracz turyńczyków uspokoił się na placu gry. Nie szalał już tak na boisku jak wcześniej, co okazało się lekiem na całe zło. Piłkarz tracił za dużo sił, chcąc udowodnić wszystkim, że zasługuje na to, żeby grać w pasiastej koszulce Juventusu. Teraz nie musi już niczego udowadniać. Wiadomo, że na to zasługuje. W obecnym sezonie jest wybijającą się postacią „Biało-czarnych”. W trwającym sezonie ligi włoskiej Sebastian Giovinco strzelił pięć goli i przy sześciu asystował. Jeśli forma „Atomowej Mrówki” w dalszym ciągu będzie tak zwyżkować, to kwestią czasu pozostaje, kiedy piłkarz ten otrzyma nagrodę w postaci koszulki z numerem dziesięć na plecach, co w takim klubie jak Juventus jest niezwykłym wyróżnieniem i na taki laur trzeba sobie naprawdę zapracować.