Krótkie podania, utrzymywanie się przy piłce, wymienność pozycji, Marc Muniesa w obronie, Bojan Krkić w pierwszej linii – to nie Barcelona B sprzed paru lat, to Stoke City, które po latach siermiężnego, brytyjskiego futbolu przeszło istną rewolucję stylu i obecnie stara grać się niczym drużyna z Camp Nou.
Stoke City od momentu pojawienia się po latach niebytu w Premier League w 2008 roku sumiennie pracowało na określenie „drwale”. Drużynę Toniego Pulisa z tamtego okresu charakteryzowała niezbyt wyszukana, ale skuteczna gra opierająca się na żelaznej defensywie, walce w środku pola, nieprzyzwoitej liczbie wrzutek w pole karne i perfekcyjnie rozegranych stałych fragmentach gry. Klasyczne, stare, dobre kick&rush, które królowało w brytyjskim futbolu aż do czasu pojawienia się w nim takich wizjonerów jak Arsene Wenger, a wcześniej Alex Ferguson, ożyło na nowo. Napastnicy rywali moczyli się w noc przed wyruszeniem na najgłośniejszy na Wyspach Britannia Stadium, gdzie czekało na nich „ciepłe przywitanie” ze strony korków i łokci Roberta Hutha i Ryan Shawcrossa. Trybuny stadionu Stoke City wznosiły wrzawę, gdy Rory Delap ciskał z prędkością kuli armatniej piłki z autu w pole karne przeciwnika.
Tamta drużyna nie tylko wyróżniała się stylem, ale także odnosiła całkiem spore, jak na możliwości klubu, sukcesy. Dwunaste, jedenaste, trzynaste miejsce w lidze i rokroczne spokojne utrzymanie w Barclays Premier League to bardzo przyzwoite wyniki. Okrasą ery Pulisa w Stoke była gra w finale Pucharu Anglii w 2011 i możliwość gry w europejskich pucharach w następnym sezonie. Kolejny rok Pulisa okazał się jego ostatnim jako trenera Stoke City. Gra w Europie i kilka drogich transferów rozbudziło nadzieje kibiców znad rzeki Trent. Nadzieje te zostały niespełnione – zespół zajął znowu trzynaste miejsce, a trybuny coraz bardziej miały dość jednowymiarowego, nudnego futbolu w wykonaniu ich ukochanego zespołu. W maju 2013 roku Pulis rozwiązał kontrakt za porozumieniem stron, a włodarze Stoke City stanęli przed nie lada wyzwaniem.
Zespół mozolnie budowany przez walijskiego menadżera przez siedem lat nadawał się tylko i wyłącznie do kontynuowania dzieła menedżera w charakterystycznym ortalionowym dresie. Nawet te największe gwiazdy, kosztujące najwięcej w dziejach klubu: Crouch, Palacios, były przydatne jedynie w fizycznym, brutalnym systemie gry kick&rush. Zrozumiałe i dużo łatwiejsze byłoby zastąpienie Pulisa kimś preferującym podobny system gry, np. Samem Allardyce’em. Włodarze Stoke postanowili jednak porzucić dotychczasowy system i „upięknić” grę Stoke. Zadanie to powierzono Markowi Hughesowi.
Wybór ten był mocno ryzykowny. Hughes nie potrafił osiągnąć wiele z bajecznie bogatym Manchesterem City, następnie niczym wielkim się nie wyróżnił, prowadząc Fulham i QPR, nominacja Walijczyka na menedżera Stoke stała się dla niego ostatnią szansą na zabłyśnięcie w brytyjskim futbolu. Któż miał jednak odmienić grę Stoke na bardziej ofensywną, jeśli nie trener, który do Manchesteru City sprowadził dziewięciu napastników?
Hughes w pierwszym swym sezonie osiągnął dziewiąte miejsce w tabeli – wyższe niż Pulis kiedykolwiek. Rozpoczął też przebudowę składu. Ze Stoke pożegnali się ulubieńcy Pulisa: Rory Delap, Kenwyne Jones, Dean Whitehead, w zamian sprowadzono znacznie lepiej radzących sobie z piłką przy nodze Irelanda, Odemwingiego, Assaidiego, co przyczyniło się do zmiany stylu gry na mniej barbarzyński. Przed tym sezonem do wyżej wspomnianych dołączyli Bojan Krkić, Mame Biriam Diouf, Victor Moses.











