Finał wielkiego turnieju, w nim Francja podejmująca ekipę z jednym z dwóch najlepszych zawodników na świecie. Ten ostatni, nie wiedzieć czemu, właśnie na okoliczność tego spotkania doznaje kontuzji, która nie pozwala mu wejść w swoje własne buty. Zgadza się też nazwisko. Ronaldo i Stade de France – historia zatoczyła koło po 18 latach. Sytuacja z 1998 roku jest jednak o wiele bardziej… tajemnicza?Cristiano nie zagrał wybitnego turnieju. Jeśli patrzylibyśmy na Quaresmę, który wykręcił takie liczby, powiedzielibyśmy: geniusz. Z Ronaldo jest inaczej; presja oczekiwań i odpowiedzialność rosną wraz z zawieszaniem sobie poprzeczki coraz to wyżej i wyżej, a gwiazda „Królewskich” w tej domenie nie ma sobie równych.
Tak czy owak, Portugalii udało się dojść do finału. Skrzydłowy rozegrał zaledwie 25 minut – kilka chwil wcześniej Dimitri Payet skasował asa Mistrzów Europy sposobem „kolano w kolano”. Schodząc, a raczej opuszczając plac gry na noszach, CR7 płakał jak dziecko. Nie ma się co dziwić – kto by nie płakał?

W sytuacji z Euro 2016 nie było jednak nic szczególnego – ewidentna kontuzja, która jednakowoż nie zabrała Ronaldo „udziału” w finale, kiedy to paradował przy linii bocznej z Fernandem Santosem u boku. Nic szczególnego prócz analogii do zdarzenia sprzed osiemnastu lat, kiedy to pewien Brazylijczyk przegrał jeden z najważniejszych meczów w karierze.
To tajemnica mundialu, mundialu to tajemnica
Wyśpiewując powyższe słowa, Bohdan Łazuka nie wiedział, jak trafnie będzie można przypisać je do finału mistrzostw świata z 1998 roku. Tamten mundial gościli Francuzi. To była wielka ekipa. Na minionym już Euro stawialiśmy gospodarzy w roli faworytów z mocną kadrą, jednak ten zespół w porównaniu do drużyny z przełomu wieków to banda jeszcze niezwycięskich dzieciaków i wschodzących gwiazdek.
Deschamps, Desailly, Petit, Leboeuf, Bathez, Thuram, Lizarazu, Blanc, Djorkaeff, Pires, młodzi Vieira, Henry Trezeguet. I on. Zinedine Zidane. Wówczas miał 25 lat i właśnie stawał się najlepszym pomocnikiem na świecie. Wtedy tylko jeden piłkarz był lepszy.
Ronaldo. „Il Fenomeno” miał 21 lat, a na koncie już Złotą Piłkę (wówczas jeszcze coś znaczyła) oraz wszystkie nagrody, które może dostać piłkarz. Kariera nie stała przed nim otworem – on już ją miał, już był mistrzem świata (1994 – nie grał, ale medal dostał!), już był obwołany najlepszym młokosem w historii. Był królem, na pewno przed Zidane’em. To więcej, niż dzisiaj ma Cristiano – z tą różnicą, że ten drugi jest starszy o dziesięć lat.
***
Na pięć godzin przed finałem mistrzostw świata Roberta Carlosa obudził krzyk jego współlokatora z reprezentacyjnego hotelu. Ronaldo wił się na podłodze w konwulsjach i z pianą na ustach. Carlos nie czekał długo – natychmiast wrócił z pomocą. Atak R9 się skończył, po czym sam zainteresowany natychmiast usnął.











