Brazylia to nacja, która wydała na świat chyba najwięcej wirtuozów w historii piłki nożnej. Znamy ich nie tylko z reprezentacji, ale również z największych klubów – bo kto nie chciałby mieć w składzie gwiazd takich, jak Ronaldo czy Ronaldinho kiedyś oraz Neymar i Thiago Silva dzisiaj? Okazuje się, że jest drużyna, w której Canarinhos nigdy wielkiej kariery nie zrobili.
Nie odkryję Ameryki pisząc, że kadra piłkarzy z Kraju Kawy jest w kryzysie. Dobitnie pokazały to mistrzostwa świata, na których gospodarze ponieśli sromotne klęski z Niemcami i z Holendrami. W trwających eliminacjach do mundialu w 2018 roku również nie pokazują niczego wielkiego. Czy to sprawia, że są pomijani w swoich klubach? Odpowiedź może być tylko jedna. Przynajmniej jeden Brazylijczyk odgrywa ważną bądź kluczową rolę w każdym zespole z czołowej dziesiątki rankingu UEFA z obecnego sezonu.
O ich pozycji w Hiszpanii czy we Włoszech, gdzie zawsze robili największe kariery, wspominać nie trzeba. Idąc za tematem dzisiejszego odcinka Throwback Thursday, skupmy się na Anglii. Co prawda tabeli przewodzi Leicester, jednak pięć zespołów rodem z Premier League o największym oddziaływaniu na wyobraźnię graczy i kibiców to w dalszym ciągu Chelsea, Arsenal, Liverpool i oba Manchestery. W niebieskiej części Londynu najlepszym graczem jest dzisiaj Willian, w ekipie Juergena Kloppa gra kręci się wokół Coutinho, szefem środka pola w City jest Fernandinho. Jedynie w ekipie „Kanonierów” Gabriel, środkowy obrońca, nie jest pierwszym wyborem (co jednak nie przeszkodziło mu w rozegraniu dziesięciu spotkań w tym sezonie). A United? Andreas Perreira ma na koncie 70 minut w lidze oraz 28 w Lidze Mistrzów.
Kontuzje…

Zawiedzie się ten, kto w dawnych czasach drużyny z Old Trafford będzie szukał magików z największego kraju Ameryki Południowej. Pierwszym, który dołączył do drużyny, był niejaki Kleberson, a miało to miejsce… zaledwie dwanaście lat temu. Jak to możliwe, że tak potężny klub przez tyle lat swojej bogatej historii stronił od Brazylijczyków? Abstrahując od ich boiskowych walorów, posiadają dużą wartość marketingową – mają przecież ponad dwieście milionów rodaków, a piłka nożna jest w ich ojczyźnie niezaprzeczalnie sportem narodowym. Odpowiedź ukryta jest w paru aspektach… ale o tym za chwilę.
Canarinhos, którzy kiedykolwiek zagrali w ekipie „Czerwonych Diabłów”, można podzielić na dwie grupy: tych, którzy trochę tam zabawili oraz tych, którzy nigdy nie mieli w czerwonej części Manchesteru zaistnieć. Znamiennym jest fakt, że razem było ich tylko pięciu – pięciu Brazylijczyków grało kiedykolwiek w United. Zacznijmy od tej drugiej grupy.















