Izraelczyk z polskim paszportem smak trenerki poza granicami Bliskiego Wschodu poznał dopiero po pięćdziesiątce. Od tego czasu zdążył zaliczyć kilka spektakularnych osiągnięć, zarówno tych godnych pochwały, jak i tych, z których na pewno nie jest dumny. Cztery finały, mistrzostwo kraju, dwa spadki – będzie co opowiadać wnukom. Jak Avram Grant mógłby rozpocząć opowieść?
Dawno, dawno temu… nie lubiłem karnych.Historia jego europejskiej kariery obfituje w wiele smaczków, a jednym z nich są niewątpliwie rzuty karne. Czy to przegrane konkursy jedenastek, czy przestrzelone strzały z wapna w regulaminowym czasie – Avram Grant prowadził swoje drużyny w Europie i Afryce w czterech finałach, i w każdym z nich przewinęły się rzuty karne. Przegrał wszystkie z tych spotkań. Mówią, że to loteria…
Na Wembley bez szans
Izraelczyk objął Chelsea we wrześniu 2007 roku i już po pięciu miesiącach miał okazję prowadzić zespół w finale Pucharu Ligi. Tam przeciwnikami „The Blues” byli piłkarze Tottenhamu. Wynik 1:0 po bramce z wolnego Drogby utrzymywał się do 70. minuty, kiedy to Berbatov wykorzystał karnego po ręce Wayne’a Bridge’a. Dogrywka i gola na wagę pucharu dla „Kogutów” strzela… Jonathan Woodgate. Trudno o gorszy scenariusz.
Dwa lata później Drogba po raz kolejny strzelił z wolnego, jednak Grant był po przeciwnej stronie barykady. Jego Portsmouth mierzyło się z Chelsea w finale Pucharu Anglii. W tym samym sezonie, w którym z hukiem spadło z ligi. Gol obywatela Wybrzeża Kości Słoniowej okazał się jedynym w tym meczu, jednak mogło być inaczej, gdyby wcześniej swojego karnego wykorzystał Kevin-Prince Boateng. Sprawiedliwości stało się mimo wszystko zadość, kiedy strzał z wapna zmarnował Frank Lampard. Dwa mecze na Wembley i dwa razy wszystko mogłoby wyglądać inaczej, gdyby nie karne. Wykorzystane, czy też nie – ważne, że na niekorzyść izraelskiego menedżera.
John Terry i moskiewski deszcz
W międzyczasie Avram Grant miał okazję prowadzić w Chelsea w najważniejszym meczu w historii zarówno klubu, jak i swojej własnej. W maju 2008 roku londyńczycy w finale Ligi Mistrzów na moskiewskich Łużnikach mierzyli się z Manchesterem United. Ronaldo wyprowadził „Czerwone Diabły” na prowadzenie, wyrównał Frank Lampard i aż do końca dogrywki utrzymywał się wynik 1:1. W konkursie „jedenastek” nie trafił Ronaldo, po nim zaś wszyscy pakowali piłkę do siatki. Ostatni do futbolówki podszedł John Terry. A nad stolicą padał deszcz.
Po poślizgu kapitana kibice nie mieli wątpliwości, że to Chelsea przegra. Tak też się stało, kiedy van der Sar obronił strzał Anelki. Na zwycięstwo w Lidze Mistrzów „The Blues” mieli poczekać jeszcze cztery lata. Grant zaś znowu dostał od losu jedną, jak na razie, szansę na wielki sukces.











