140 dni pozostało Adamowi Nawałce na dobranie jedenastki na pierwszy mecz na Euro 2016. Wcześniej jednak selekcjoner reprezentacji Polski będzie musiał podać nazwiska 23 piłkarzy, którzy pojadą dać z siebie wszystko. O ile w bramce możemy martwić się jedynie o to, który z czterech bramkarzy nie pojedzie do Francji, o tyle nadal nie wiemy, kto jest trzecim napastnikiem kadry.
Podczas kwalifikacji na mistrzostwa Europy czy też w trakcie ostatnich meczów towarzyskich Adam Nawałka sprawdził w sumie siedmiu napastników. Ich nazwiska to: Kownacki, Lewandowski, Milik, Teodorczyk, Tuszyński, Stępiński oraz Sobiech. Raz powołany został także Kamil Wilczek, który ze zgrupowania jednak szybko wyjechał z powodu kontuzji.
Nie trzeba nawet mówić, że dwóch z tych snajperów ma niepodważalne miejsce nie tylko w kadrze, ale także w pierwszej jedenastce na spotkanie z Irlandią Północną. Warto jednak mieć w zapasie kogoś, kto w razie kontuzji (tfu, tfu) jednej z naszych dwóch gwiazd będzie gotów wejść na boisko i godnie ją zastąpić. No dobra, tylko kto? Niby możliwości pełno, ale tak naprawdę żadnych konkretów.

Zacznijmy może od tych, którzy szanse na bilet do Francji mają najmniejsze. Pierwszy z nich to Kamil Wilczek. Król strzelców ekstraklasy sezonu 2014/2015 po zakończeniu rozgrywek zdecydował się na zagraniczny transfer. Początkowo wydawało się, że może uda mu się regularnie występować w Serie A. Szybko jednak okazało się, że były piłkarz Piasta Gliwice po kontuzji nie zdołał wrócić już do składu Carpi ani tym bardziej do reprezentacji. W styczniu Wilczek związał się z duńskim Broendby, ale na wyjazd na Euro już chyba za późno. Na wyjazd z reprezentacją nie ma co liczyć także nieoszczędzany przez kontuzje Dawid Kownacki, który z racji swojego młodego wieku będzie miał z pewnością jeszcze niejedną okazję do wybrania się na jakiś duży turniej.
Dwaj kolejni piłkarze są wbrew pozorom bardzo do siebie podobni. Nie chodzi mi o warunki fizyczne, jakie obaj prezentują, a o ich sytuację klubową i zdrowotną. Mowa tu o Arturze Sobiechu i Łukaszu Teodorczyku. Pierwszy z nich po trudnych początkach w Niemczech w końcu zdołał wywalczyć sobie miejsce w podstawowym składzie Hannoveru, co zaowocowało powołaniami od selekcjonera. „Abdul” jest jednak bardzo podatny na kontuzje (dziewięć kontuzji, odkąd trafił do Niemiec), przez co za każdym razem, gdy już zabłyśnie, musi od nowa walczyć o swoje. W grudniu Sobiech doznał urazu kostki, a jego klub sprowadził kilku innych na jego miejsce (Szalai, Almeida). Marne szanse na regularne występy.
O miejsce w podstawowej jedenastce w swoim klubie musi walczyć także Łukasz Teodorczyk. Były napastnik Lecha i Polonii, odkąd trafił na Ukrainę, rozegrał tylko 17 spotkań. „Teo” tak naprawdę w ogóle nie przebił się do pierwszego składu Dynama i częściej wchodzi do gry w roli dżokera. Moim zdaniem to jednak za mało, żeby pojechać na Euro. Ostatnio Teodorczyk również wrócił po kontuzji i w przygotowaniach do kolejnej rundy spisuje się nie najgorzej, bo strzelił nawet kilka bramek w sparingach. Ale czy to wystarczy, żeby jechać do Francji?











