Tegoroczny marzec w kontekście wydarzeń futbolowych. Mieliśmy do czynienia z sytuacjami niespodziewanymi, ale też przykrymi i bardzo widowiskowymi starciami. Przyjrzyjmy się im zatem bliżej i zobaczmy, co zaoferował nam ten miesiąc w kontekście piłkarskim.
Na naszym rodzimym podwórku doszło do większości pojedynków ćwierćfinałowych w Pucharze Polski (pierwszy mecz rozegrany został 12 lutego między Śląskiem a Legią). Być może nie byłoby to warte wspomnienia w tym tekście, gdyby nie objawienie zeszło sezonowych rozgrywek, czyli drugoligowy (de facto występujący w trzeciej klasie rozgrywkowej) klub Błękitni Stargard Szczeciński. Dzięki świetnemu zaangażowaniu w grę przez całe 180 minut w dwumeczu z Cracovią udało się im wygrać 2:0 zarówno u siebie, jak i na stadionie przy ul. Kałuży. Bohaterem stargardzian stał się 22-letni Radosław Wiśniewski, czyli zdobywca dwóch bramek w dwumeczu – jednej w Stargardzie i jednej w Krakowie.
W Lidze Mistrzów oraz Lidze Europy doszło do rozstrzygnięć w 1/8 finału. W przypadku pierwszego turnieju największą niespodziankę dla kibiców sprawiło AS Monako, które to mimo porażki 0:2 z Arsenalem u siebie awansowało do ćwierćfinału dzięki uprzednim zwycięstwie 3:1 na Emirates Stadium. Warty uwagi był również pogrom, jaki sprawił Bayern Monachium Szachtarowi Donieck na Allianz Arena. „Bawarczycy” przy udziale Roberta Lewandowskiego (gol i asysta) zwyciężyli 7:0.
https://twitter.com/barcastuff/status/578314307202629632
W przypadku tych drugich pod względem prestiżu rozgrywek europejskich największą niespodziankę sprawiło Dynamo Kijów, które w składzie z Łukaszem Teodorczykiem pokonało na własnym obiekcie 5:2 Everton, przegrywając na Goodison Park tylko 2:1. Innych niespodzianych awansów dokonało Dnipro (wygrana po dogrywce z Ajaksem) oraz Club Brugge (wyeliminował Besiktas Stambuł).
Myśląc o marcu, nie można zapomnieć na pewno o Liverpoolu. O ile miesiąc ten zaczął się dla „The Reds” obiecująco – wygrana z Manchesterem City 2:1 – o tyle końcówka miesiąca była wręcz tragiczna. Wszystko przez niesamowity przebieg derbów północno-zachodniej Anglii. Na Anfield Road na początku drugiej połowy na murawie pojawił się Steven Gerrard, dla którego było to ostatnie starcie z Manchesterem United. Jak się okazało zaledwie kilkadziesiąt sekund później, niestety opłakane w skutkach. Za brutalne wejście w nogi Andera Herrery legendarny gracz Liverpoolu obejrzał czerwoną kartkę. Jego zespół ostatecznie przegrał 1:2, a sam Gerrard stał się oczywiście obiektem okrutnych kpin ze strony futbolowych szyderców. Drwili oni chociażby z tego, iż tamtego pamiętnego dnia na dłużej na murawie zagościł Pele niż były kapitan drużyny znad Mersey (w trakcie przerwy Brazylijczyk jako honorowy gość wyszedł na chwilę na murawę, aby powitać kibiców).











