Już we wtorek reprezentacja Polski rozegra finał baraży o Mistrzostwa Świata. Rywalem Biało-Czerwonych będzie Szwecja i jest to swoista powtórka sprzed czterech lat. Tym razem mecz odbędzie się w Sztokholmie i na ten moment wydaje się, że to gospodarze są faworytami do awansu. Nie zmienia to jednak faktu, że ta kadra w ostatnich latach zmaga się ze sporymi problemami. Beznadziejne eliminacje, zakończone ostatnim miejscem w grupie. Udział w barażach wywalczony jedynie dzięki Lidze Narodów też nie najlepiej świadczą o obecnej formie Szwedów. Pięć lat bez większego turnieju, nietrafiony wybór następcy Janne Anderssona oraz inne, mniejsze problemy sprawiły, że reprezentacja Szwecji straciła sporo uznania. Jaka dziś jest Szwecja i czy faktycznie należy ją uznawać za zdecydowanego faworyta tego meczu?
End of an Era w kadrze Szwecji – Janne Andersson i jego druga część kadencji
Żeby zrozumieć kryzys, jaki panuje w szwedzkiej piłce, trzeba cofnąć się do kadencji Janne Anderssona. Już wtedy (jak później się okazało) widoczne były problemy, które doprowadziły do obecnej sytuacji reprezentacji Szwecji. Patrząc na byłego selekcjonera, można dostrzec pewne podobieństwa do Adama Nawałki. Pierwsza część jego kadencji to zdecydowanie wyniki ponad potencjał ówczesnej drużyny (za taki należy uznać choćby ćwierćfinał mistrzostw świata). Duża wiara w umiejętności Anderssona sprawiła, że przez wiele lat jego pozycja w kadrze była praktycznie niezagrożona.
Późniejsze Euro, mimo że słabsze, trudno nazwać porażką. W najgorszym razie można je uznać za rozczarowanie. Dodatkowo poziom piłkarzy w reprezentacji wyraźnie wzrósł w porównaniu z momentem objęcia drużyny przez Anderssona. Od zespołu opartego na Zlatanie Ibrahimoviciu i kilku innych zawodnikach do drużyny, która w dłuższej perspektywie miała stać się jedną z ciekawszych w Europie. Bez dwóch zdań w Szwecji liczono, że wyniki takie jak ćwierćfinał w Rosji będą zdarzać się częściej pod wodzą Anderssona.
Niestety, jak później się okazało, zamiast zrobić kolejny krok do przodu, Szwedzi zaczęli stopniowo się cofać. Początkowo wydawało się, że nieudane UEFA Euro 2020 to jedynie efekt pecha w meczu z Ukrainą. Były ku temu podstawy, bo już wkrótce po turnieju Szwedzi pokonali u siebie Hiszpanię, co wywołało niemałą radość i przekonanie, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Dalszy przebieg eliminacji nie wyglądał źle, ale wpadek nie udało im się uniknąć. Porażki z Grecją czy Gruzją trudno było uznać za cokolwiek innego. Hiszpania zrewanżowała się w drugim spotkaniu, przez co Szwedzi zostali zmuszeni do gry w barażach o mistrzostwa świata.
Dalszy scenariusz jest wszystkim dobrze znany. Najpierw trudny mecz z Czechami, ostatecznie wygrany po dogrywce, a następnie przegrany finał z Polską. Szwecja po raz pierwszy od 2014 roku nie awansowała na mistrzostwa, co było dla niej poważnym ciosem. Mimo tej porażki pozycja Anderssona nadal była bardzo silna, a sam selekcjoner nie tracił chęci do dalszej pracy z reprezentacją. Ostatecznie skończyło się to dla niego źle, a właściwie: tragicznie.
Koniec Anderssona w kadrze — eliminacje do Euro 2024
Eliminacje te miały dla Szwedów ogromne znaczenie, i to nie wyłącznie z powodu ryzyka katastrofy w razie braku awansu. Były również kluczowe dla dalszej pracy Janne Anderssona, który chciał zrehabilitować się za brak awansu na mundial w Katarze. Liga Narodów, w której Szwedzi również się nie popisali, spadając do dywizji C, nie była dobrym prognostykiem. Mimo to wiara w selekcjonera pozostawała duża, a jakość piłkarska kadry pozwalała sądzić, że tym razem eliminacje potoczą się znacznie lepiej. Alexander Isak, Dejan Kulusevski czy nawet młody Anthony Elanga to zawodnicy, którzy już wtedy prezentowali solidny europejski poziom.
Same eliminacje… no właśnie — kompletnie nie wyszły. Szwecja zdobyła zaledwie 10 punktów we wszystkich spotkaniach, i to głównie w meczach z outsiderem, Estonią. Tym bardziej że porażka 0:3 z Azerbejdżanem dobitnie pokazała, iż pewna era dobiegła końca. Do tego dwie porażki z Austrią sprawiły, że kolejny wielki turniej szwedzcy piłkarze obejrzeli w domach. Formuła zwyczajnie się wyczerpała, co sam selekcjoner dobrze rozumiał. Po ostatnim meczu eliminacyjnym z Estonią zakończyła się pewna epoka w reprezentacji Szwecji.
Janne Andersson mimo tego nie powinien być źle zapamiętany przez kibiców. To on odbudował wiarę w reprezentację i sprawił, że nie była ona jedynie pobożnym życzeniem, a realnym projektem, na którym można było budować coś większego. Ćwierćfinał mundialu w Rosji do dziś stanowi dowód, że Szwecja potrafi osiągać wielkie wyniki (podobnie jak w Polsce wspomina się UEFA Euro 2016). Jedynym zarzutem, jaki można mu postawić, jest ten dość typowy dla takich legend, czyli brak wyczucia momentu na odejście. W jego przypadku powiedzenie „trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny” pasuje idealnie. Obecnie Andersson nie zajmuje się już bezpośrednio piłką nożną. Pracuje jako doradca w federacji tenisa stołowego, angażuje się w działalność charytatywną i interesuje się wyścigami kłusaków. Do pracy trenerskiej jednak 63-letni szkoleniowiec nie planuje wracać.
Tack för alla blågula minnen, Janne och Peter 🫶 pic.twitter.com/RiOMCiNWaw
— Svensk Fotboll (@svenskfotboll) November 19, 2023
Nowy czas w szwedzkiej kadrze — Jon Dahl Tomasson nowym selekcjonerem
To trener, który w Europie pozostawał raczej anonimowy, jednak w szwedzkiej piłce odnosił sukcesy. Duńczyk z powodzeniem prowadził Malmö FF, z którym dwukrotnie zdobył mistrzostwo kraju. Dodatkowo awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów UEFA należy uznać za duże osiągnięcie, szczególnie w realiach szwedzkiego futbolu klubowego.
Później jego przygoda z Blackburn Rovers zakończyła się obustronnym rozstaniem. Decyzja ta nie była podyktowana wynikami sportowymi (te pozostawały na przyzwoitym poziomie) lecz cięciami budżetowymi. W praktyce więcej na tej sytuacji zyskał sam trener, który miał ambitną wizję budowy zespołu walczącego o awans do Premier League. Klub nie był w stanie jej zagwarantować, dlatego obie strony zdecydowały się zakończyć współpracę. Na nową pracę Tomasson nie musiał długo czekać, bo niemal od razu zgłosiła się po niego reprezentacja Szwecji.
Sam wybór nie był jednak oczywisty. Zatrudnienie Duńczyka na stanowisku selekcjonera kadry Szwedzkiej mogło budzić zdziwienie. Pomijając jednak kwestie narodowości i historycznych zaszłości, jego wizja gry okazała się przekonująca. To trener preferujący ofensywny styl, a właśnie takiej zmiany oczekiwano w Szwecji. Dyrektor sportowy szwedzkiej federacji, Kim Källström, określał Tomassona mianem szkoleniowca Kim Källström.
,,Za kandydaturą Tomnassona przemawiało doświadczenie zarówno jako piłkarza reprezentacji jak i jej trenera. Szwecja pod jego wodzą zmieni styl gry na bardziej ofensywny, co odpowiada młodszej generacji naszych piłkarzy”. Kim Källström
Podstawy do jego zatrudnienia rzeczywiście były. Styl, który preferował, odpowiadał kierunkowi, w jakim chciała rozwijać się reprezentacja. Dodatkowo jego wyniki klubowe dawały kibicom powody do optymizmu. Początek nie był jednak idealny. Pierwsze cztery mecze towarzyskie nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Trzy porażki i jedno zwycięstwo trudno uznać za udany start. Prawdziwy sprawdzian miał jednak dopiero nadejść. Pierwszym poważnym testem dla Tomassona była stosunkowo słaba grupa w Lidze Narodów UEFA. Po raz kolejny Szwedzi trafili na Estonię oraz Azerbejdżan, a stawkę uzupełniała Słowacja. To właśnie ta grupa miała stać się początkiem rewolucji w reprezentacji Szwecji.
Välkommen till Blågult, Jon Dahl Tomasson 🇸🇪 pic.twitter.com/yOtM5R9DtH
— Svensk Fotboll (@svenskfotboll) March 1, 2024
Miłe złego początki — Liga Narodów za nowego selekcjonera
Mecze towarzyskie Szwedów, mimo że nieudane, nie były traktowane szczególnie poważnie. Narracja była prosta: nowy trener potrzebuje czasu. Zmiana po tylu latach musiała odbić się na grze zespołu, tym bardziej że całkowicie zmienił się system. Potknięcia były więc niejako wkalkulowane w koszty. Pierwszym poważnym sprawdzianem nowego selekcjonera miała być Liga Narodów UEFA. Grupa, do której trafili Szwedzi, nie należała do wymagających, dlatego od początku celem był awans. Jednocześnie zarówno działacze, jak i kibice zwracali szczególną uwagę na styl gry zespołu.
Na tym etapie nowy selekcjoner wypadał dobrze, bo gra sama w sobie była atrakcyjna i ofensywna. Gole również się pojawiały i to w dużej liczbie. Viktor Gyökeres w sześciu spotkaniach zdobył aż 10 bramek. Współpraca z Alexander Isak wyglądała obiecująco, a ofensywa była zdecydowanie najmocniejszym punktem drużyny. Z dobrej strony prezentował się także Dejan Kulusevski, który od kilku lat pozostaje ważnym ogniwem kadry. Pozytywnie wyróżniał się również Yasin Ayari, zaledwie 21‑letni pomocnik, który dobrze radził sobie w środku pola.
Optymizm był widoczny, bo Szwecja w końcu zaczęła wygrywać. Pojawiało się jednak pytanie: z kim? Poza Słowacją rywale nie prezentowali wysokiego poziomu. Co więcej, ławka rezerwowych Szwecji często wyglądała solidniej niż wyjściowe jedenastki Estonii czy Azerbejdżanu. Mimo dobrej gry Szwedzi mieli wyraźne problemy w fazach przejściowych. Nie były one wtedy aż tak widoczne i zostały potraktowane nieco po macoszemu (co później odbiło się czkawką). Poziom rywali sprawił, że opinia publiczna podchodziła do tych mankamentów z pewnym dystansem, licząc, że z czasem zostaną wyeliminowane.
Liga Narodów miała być przede wszystkim prezentacją nowej wizji gry i to zadanie zostało wykonane. Mimo początkowego sceptycyzmu wobec selekcjonera kibice reprezentacji Trzech Koron z optymizmem czekali na eliminacje. Ten etap miał być kolejnym rozdziałem po udanym prologu. Nikt jednak nie spodziewał się, że dobrze zapowiadająca się historia przerodzi się w dramat w trzech aktach.
Wstyd, hańba i frajerstwo w szwedzkiej wersji
Selekcjoner Jon Dahl Tomasson bardzo często mówił o futbolu w piękny sposób. Słuchając jego wypowiedzi na konferencjach, można było odnieść wrażenie, że jest trenerem, który ogromną wagę przywiązuje do stylu gry. Początkowo ten styl był widoczny, jednak wraz z brakiem wyników zaczął stopniowo zanikać. W tych eliminacjach Szwecja przeszła samą siebie pod względem bezradności w defensywie i fazach przejściowych. Rywale Szwedów wchodzili w ich obronę jak w masło, a tracone gole często miały wręcz kuriozalny charakter. Cały zbudowany wcześniej optymizm rozpadł się praktycznie po pierwszym meczu z Kosowem. Reprezentacja Kosowa w piłce nożnej nie należy do czołówki grupy, zwłaszcza gdy rywalizuje się ze Szwajcarią i Słowenią. Mimo to Szwecja zagrała słabo, a Kosowo zasłużenie wygrało to spotkanie.
Im dalej w las, tym gorzej, bo zespół zanotował trzy kolejne porażki. Dwie ze Szwajcarią oraz kolejna z Kosowem, która ostatecznie przekreśliła szanse na wyjście z grupy. Jedyne dwa punkty Szwedzi zdobyli w meczach ze Słowenią, która również nie zachwyciła w tych eliminacjach. Na usprawiedliwienie można wskazać jedynie liczne urazy zawodników, które wywróciły kadrę do góry nogami. Najbardziej odczuwalny był brak Dejana Kulusevskiego, który od maja zmaga się z kontuzją. Dodatkowo sytuacja transferowa Alexandra Isaka i Viktora Gyökeresa również nie pomogła reprezentacji (obaj zawodnicy mieli zaległości fizyczne).
Nie zmienia to jednak faktu, że za ten wynik w największym stopniu odpowiada sam Tomasson. Mimo braków kadrowych konsekwentnie trzymał się swojej wizji gry. Choć sama koncepcja była słuszna, rywale z Kosowa i Szwajcarii bardzo szybko nauczyli się ją neutralizować. Problemem był brak planu B. Gdy pierwszy pomysł nie działał, Szwedzi stawali się bezradni. Tomasson pożegnał się z kadrą 14 października i nieco żartobliwie można go określić jako „duńskim bajerantem”, który pozostawił po sobie jeszcze większy chaos. Szwecja miała grać efektownie i skutecznie, ale w praktyce robili to głównie jej rywale.
SvFF avslutar Jon Dahl Tomassons uppdrag
SvFF tackar Jon Dahl Tomasson för sin tid som förbundskapten.
— Svensk Fotboll (@svenskfotboll) October 14, 2025
Graham Potter — angielsko-szwedzki trener
Kariera Grahama Pottera w ostatnich latach miała więcej upadków niż wzlotów. Po całkiem udanym okresie w Brighton po angielskiego szkoleniowca zgłosiła się Chelsea. Londyński klub chwilę wcześniej został przejęty przez Todda Boehly’ego, a sam Potter miał być jednym z kluczowych elementów nowego projektu. Kontrakt obowiązujący do 2030 roku sugerował długofalową współpracę, jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Potter nie dotrwał nawet do kolejnego lata i został zwolniony już w kwietniu, zaledwie kilka miesięcy po objęciu stanowiska. Jego przerwa od pracy trwała około półtora roku. Następnie wrócił do Premier League, obejmując West Ham United. Tam jednak również nie osiągnął większych sukcesów i po dziewięciu miesiącach pożegnał się ze stanowiskiem.
Skąd więc decyzja szwedzkiej federacji, aby to właśnie Potter objął funkcję selekcjonera? Aby to zrozumieć, trzeba cofnąć się do czasów, gdy Anglik prowadził Östersunds FK. Pracę rozpoczął w styczniu 2011 roku, tuż przed startem sezonu, a zakończył w czerwcu 2018 roku. Spędził w klubie ponad siedem lat i to właśnie za jego kadencji Östersund osiągało największe sukcesy w swojej historii. Najpierw awans do najwyższej ligi w sezonie 2014/2015, a dwa lata później triumf w Pucharze Szwecji. To zwycięstwo zapewniło klubowi pierwszy w historii udział w europejskich pucharach. Niezwykła przygoda zakończyła się dopiero na etapie 1/16 finału, po dwumeczu z Arsenalem.
Ta historia na długo zapisała się w pamięci kibiców, a sam Potter od tamtego momentu cieszy się w Szwecji dużym szacunkiem. Co więcej, mimo że jest Brytyjczykiem i całą karierę piłkarską spędził w Anglii, jego sposób pracy często określa się jako bliższy szwedzkiemu podejściu. Nawet po odejściu z Östersund w 2018 roku kibice wciąż pamiętają jego dokonania. Nic więc dziwnego, że wybór właśnie jego na selekcjonera przyjęto bardzo pozytywnie, a wcześniejsze niepowodzenia zeszły na dalszy plan.

Pierwsze zgrupowania Grahama Pottera — co dziś można powiedzieć o Szwecji?
Przechodząc do samego rywala, różnice między pracą Pottera a Jona Dahla Tomassona są wyraźnie widoczne. Szwecja nie gra już tak efektownej piłki jak wcześniej, ale jednocześnie ograniczyła błędy w defensywie. Poprawie uległa również gra w fazach przejściowych. To, co wciąż pozostaje problemem, to wyniki i jeszcze w listopadzie były one bardzo rozczarowujące. Jednak po meczu z Ukrainą nastroje wyraźnie się poprawiły. Szwecja rozegrała w końcu solidne spotkanie, w którym można było dostrzec zarys tego, jak ta drużyna ma funkcjonować.
Potter preferuje kontrolę nad meczem, ale realizuje ją inaczej niż jego poprzednik. Obecnie gra Szwecji często opiera się na oddaniu inicjatywy rywalowi i skupieniu się na zabezpieczeniu własnej bramki. Jednocześnie zespół potrafi być bardzo groźny w kontratakach, które bywają zabójcze. Dużą rolę odgrywa Anthony Elanga, który mimo słabego okresu w Newcastle United w reprezentacji prezentuje się solidnie. Groźny pozostaje również Viktor Gyökeres, który niedawno zdobył hat-tricka i przy większej przestrzeni potrafi być niezwykle niebezpieczny. Widać bardziej zachowawcze podejście selekcjonera do prowadzenia spotkań i stopniowo zaczyna ono przynosić efekty.
Nie jest to jednak zespół w pełni ułożony. Wątpliwości budzi chociażby pozycja bramkarza. Ostatnio między słupkami stanął 36-letni Kristoffer Nordfeldt. Mimo dużego doświadczenia reprezentacyjnego nie jest on postrzegany jako w pełni pewny punkt drużyny. Potter rozważał również Melker Ellborg z Sunderlandu, jednak zawodnik dopiero od marca zaczął regularnie występować w klubie. Pewne znaki zapytania pojawiają się także na pozycji prawego wahadłowego, gdzie obecnie występuje Hermann Johansson. Ostatni mecz z Ukrainą rozegrał co prawda dobrze, ale nie jest to docelowy wybór na tej pozycji. W normalnych okolicznościach grają tam Emil Holm lub Emil Krafth, jednak obaj nie pojawili się na zgrupowaniu z powodu kontuzji. Zresztą problemów zdrowotnych w tej kadrze jest znacznie więcej.
Plaga kontuzji w szwedzkiej kadrze
Największym problemem reprezentacji Szwecji są obecnie kontuzje, które wpływają praktycznie na każdą formację. Wśród najbardziej znaczących absencji brakuje Alexandra Isaka, który pauzuje już od kilku miesięcy. Na dłuższy czas z gry wypadł również Dejan Kulusevski i wciąż nie wiadomo, kiedy wróci do pełnej dyspozycji. Dodatkowo w meczu z Ukrainą urazu nabawił się Isak Hien, który jest jednym z filarów defensywy naszych rywali.
Wśród mniej rozpoznawalnych nazwisk brakuje Jacoba Zetterströma, który pełnił rolę podstawowego bramkarza. Jego kontuzja trwa już od stycznia, co w dużej mierze tłumaczy obecne problemy na tej pozycji. Uraz dopadł także Gabriela Gudmundssona podczas meczu z Ukrainą. Nie wiadomo, czy lewy wahadłowy zdąży się zregenerować na finał baraży, co mogłoby oznaczać kolejne poważne osłabienie drużyny Grahama Pottera.
Do zdrowia wraca również środkowy pomocnik Lucas Bergvall. Zawodnik Tottenham Hotspur uchodzi w Szwecji za ogromny talent, a kwota jego transferu do Anglii tylko potwierdziła duże oczekiwania wobec niego. Ostatnia kontuzja wykluczyła go z gry na kilka miesięcy. Co prawda wrócił już do kadry, ale w meczu z Ukrainą pojawił się na boisku jedynie na 13 minut. Trudno się spodziewać, by wyszedł w podstawowym składzie na spotkanie z Polską. Wiele wskazuje na to, że Graham Potter zdecyduje się na inne rozwiązanie w środku pola, a to może mieć duże znaczenie dla przebiegu meczu.
Nieoczywiści Szwedzi, którzy mogą zmienić przebieg meczu
Mówiąc o reprezentacji Szwecji, trzeba mieć z tyłu głowy, że nie tylko największe nazwiska stanowią o sile tej kadry. Bardzo ważnym ogniwem środka pola jest dobrze znany polskim kibicom Jesper Karlström, kapitan Udinese. Zawodnik ten zaliczył duży progres w ostatnich latach i dziś jest zupełnie innym piłkarzem niż jeszcze trzy–cztery sezony temu. To solidny, dobrze zorganizowany pomocnik, który może sprawiać problemy szczególnie wtedy, gdy to my będziemy w posiadaniu piłki.
Jeśli chodzi o zawodników, którzy mogą wejść z ławki i zmienić przebieg spotkania to Szwecja również ma kilka ciekawych opcji. Warto wyróżnić Mattiasa Svanberga, który mimo gry w słabym Wolfsburgu potrafi wnieść sporo jakości w ofensywie i dobrze odnajduje się w fazie ataku. Podobnie można powiedzieć o Roony Bardghji, zawodniku grającym na co dzień w Barcelonie. Jego regularność w grze nie jest jeszcze duża, ale potrafi pokazać przebłyski dużego talentu. Na zmęczonego rywala jego świeżość może mieć spore znaczenie.
Hugo Larsson, mimo że często zaczyna mecze na ławce, również może być czynnikiem różnicującym. Pomocnik Eintracht Frankfurt ma już za sobą kilkadziesiąt występów w Bundeslidze i prezentuje solidny poziom jak na swój wiek. Prawdopodobnie pojawi się na boisku w momencie, gdy Szwecja będzie musiała gonić wynik. Na dobrą sprawę każdy z tych zawodników może wnieść coś nieoczywistego, ale jednocześnie warto pamiętać, że Szwedzi mają również swoje wyraźne słabości, które można wykorzystać.
Första landskampen på 4️⃣7️⃣9️⃣ dagar
Varmt välkommen tillbaka, Jesper Karlström 🇸🇪 pic.twitter.com/B1OLRwfZLI
— Svensk Fotboll (@svenskfotboll) October 12, 2024
Gdzie możemy szukać swoich szans w meczu ze Szwecją?
Mecz ze Szwecją zapowiada się specyficznie, ponieważ gospodarze najprawdopodobniej oddadzą nam inicjatywę i będą czekać na momenty do kontrataku. Może to być ich świadoma pułapka, ale jednocześnie styl, który możemy wykorzystać na własną korzyść. Szczególnie ważna będzie centralna część boiska, gdzie Szwedzi mogą zostawiać więcej przestrzeni i nie forsować wysokiego pressingu. Rywale skupią się przede wszystkim na fazach przejściowych, aby uniknąć błędów, które zdarzały im się w poprzednich spotkaniach eliminacyjnych.
Szukając przewag, warto zwrócić uwagę na prawe wahadło, gdzie najprawdopodobniej wystąpi Hermann Johansson. Nie jest to zły zawodnik na tę pozycję, ale w grze defensywnej widać u niego wyraźne braki. To właśnie tam nasi skrzydłowi mogą otrzymać najwięcej przestrzeni do tworzenia sytuacji bramkowych. W tym kontekście ciekawą rolę mógłby odegrać Oskar Pietuszewski (jeśli wystąpi w tym spotkaniu), który swoim stylem gry mógłby sprawić rywalowi sporo problemów. Naturalnie uwagę zwraca również pozycja bramkarza. 36-letni Kristoffer Nordfeldt, występujący w lidze szwedzkiej, może odczuwać presję w tak ważnym spotkaniu. Stres, stawka meczu oraz jakość rywala mogą mieć znaczenie w jego grze. Nie chodzi o to, że Nordfeldt jest bramkarzem słabym (bo nie jest) ale posiada pewne ograniczenia, które w meczu o takiej randze mogą zostać wykorzystane.
Na co nie możemy pozwolić Szwedom?
Na pewno dużym motorem napędowym będą ich kibice, którzy już od pierwszej minuty dadzą o sobie znać. Przechodząc jednak do czysto piłkarskich aspektów, trzeba przede wszystkim wspomnieć o wolnych przestrzeniach. Szwecja w takich meczach potrafi być bezlitosna, a pozostawienie jakichkolwiek luk może skończyć się tragicznie. Dodatkowo Szwedzi będą szukać pierwszej bramki, aby przejąć kontrolę nad spotkaniem.
Istnieje spora szansa, że po ewentualnym golu Szwedzi cofną się do obrony i będą czekać na kontry. Jest to dość bezpieczne podejście, ale w ich przypadku po prostu działa. Trzeba też zwrócić uwagę na pojedynki fizyczne, szczególnie w naszej obronie. Gyökeres uwielbia tego typu starcia i na pewno na tej płaszczyźnie będzie bardzo groźny. Szwecja nie będzie chciała grać „nowego cruyffizmu”. Raczej skupi się na tym, aby po prostu wygrać to spotkanie, niezależnie od stylu. Na poprawę takich elementów przyjdzie jeszcze czas przed ewentualnym mundialem. Mecz z Polską ma być dla nich okazją do zakończenia tej ciemnej ery szwedzkiej piłki, czyli okresu braku awansów na wielkie turnieje
Jak dużym faworytem jest Szwecja?
Jest faworytem, ale nie w sposób zdecydowany. Po analizie ich problemów, a także po rozmowach na ten temat, można stwierdzić, że Szwecja będzie trudna do pokonania, ale nie nie do przejścia. Ta kadra ma swoje problemy, z którymi jeszcze długo będzie się mierzyć, ponieważ ich rozwiązanie wymaga czasu. Tego czasu obecnie brakuje, dlatego Szwedzi będą skupieni przede wszystkim na wyniku. Nie przewiduję bardzo ofensywnej gry z ich strony (chyba że im na to pozwolimy), ale i tak będą groźni. Ich siła w ataku może dać im przewagę w którymś fragmencie spotkania, dlatego wiele będzie zależało od naszej organizacji w defensywie.
Wierzę, że jesteśmy w stanie strzelić im bramkę, ponieważ obrona Szwedów nie należy do najlepszych. Wszystko jednak będzie zależeć od tego, czy po meczu z Albanią wyciągnęliśmy odpowiednie wnioski. Taki występ jak w tamtym spotkaniu nie może się powtórzyć, bo może to skończyć się tragicznie. Nie popadałbym ani w panikę, ani w hurraoptymizm. Ten mecz może potoczyć się w różne strony, choć z lekkim wskazaniem na Szwedów. Szanse mamy, ale potrzebujemy spotkania, w którym zagramy perfekcyjnie we wszystkich fazach gry. Pytanie tylko, czy naszą kadrę na to stać.