Wielu emocji dostarczyło kibicom spotkanie rozegrane na stadionie imienia Sułtana Bilimchanowa w Groznym. Mecz ten okazał się pełen dramatyzmu. Ostatecznie miejscowy klub przegrał ze Spartakiem Moskwa 2:4. Najbliższy pucharowy rywal Legii ma dużo szczęścia, gdyż trzy punkty zapewnił sobie w ostatnich sekundach regulaminowego czasu gry.
Spotkanie to nieoczekiwanie zaczęło się od groźniejszych akcji ze strony miejscowych. Prym wśród nich wiódł Błagoj Gieorgijew, który dwukrotnie próbował zagrozić Andrijowi Dzikaniowi z rzutu wolnego. Za pierwszym razem trafił w rękę jednego z piłkarzy w murze, za drugim został zablokowany. W 4. minucie odpowiedział na to Welliton, minimalnie chybiając głową po dośrodkowaniu Kiriłła Kombarowa. W rewanżu zagrania Aleksandra Pawlienki nie wykorzystał Antonio Ferreira, pudłując. Tuż przed upływem kwadransa gry niebezpieczeństwo pod bramką próbował stworzyć Szamil Ansildarow. Jednak adresowaną do niego piłkę wyłapał ukraiński golkiper.

17. minuta przyniosła dośrodkowanie Zengue w pole karne „Czerwono-białych”, lecz ci bez większych problemów wyjaśnili sytuację. 180 sekund później okazali się bezradni. Piłkę w „szesnastce” dostał Ansildarow, minął Marcosa Rojo i w sytuacji sam na sam z Dziakaniem nie dał mu żadnych szans. Parę chwil później do wyrównania mógł doprowadzić Nicolas Pareja, ale jego strzał z wolnego okazał się niecelny. Zaraz po tym nieudane dośrodkowanie zanotował Dmitrij Kombarow. Spartak nie rezygnował. Aktywnością błysnął Demy de Zeeuw. Holender najpierw nie popisał się dośrodkowaniem, posyłając je wprost w ręce Sosłana Dżanajewa. Potem wziął udział w akcji z Wellitonem, którą ostatecznie niecelnym uderzeniem zakończył Dmitrij Kombarow.
Ostatni kwadrans rozpoczął się od kapitalnej okazji dla Spartaka. Sam na sam z Dżanajewem znalazł się Dziuba. Były golkiper „Czerwono-białych” sparował futbolówkę, a dobijający Welliton nie zmieścił jej w pustej bramce. Chwilę później nie popisał się Rojo, dotykając piłki ręką w „szesnastce”. 11 metrów przed bramką Dzikania futbolówkę ustawił Ansildarow. Z jego strzałem Ukrainiec jeszcze sobie poradził, ale przy dobitce Jose Mauricio był już bezradny. Moskwianie starali się złapać kontakt z rywalem, ale ich akcje skutecznie tłamsili czeczeńscy defensorzy. W 42. minucie sędzia Władysław Biezborodow znowu odgwizdał rzut karny, tym razem za fauli Pawlienki na Dmitriju Kombarowie. Odpowiedzialność na swoje barki wziął Dziuba, lecz uderzył dokładnie tam, gdzie rzucił się Dżanajew, ratując swoją ekipę. Tuż przed przerwą szczęście spróbował poszkodowany w poprzedniej akcji spróbował szczęścia z rzutu wolnego, ale futbolówkę głową odbił Ferreira.
Druga połowa rozpoczęła się fatalnie dla Terekea. Jego golkiper popełnił poważny błąd i musiał ratować się faulem na mającym przed sobą tylko bramkę Wellitonie. Sędzia, odgwizdując rzut karny, odesłał go do szatni. Rezerwowy Jarosław Godzjur stanął przed trudnym zadaniem wyczucia intencji Dmitrija Kombarowa. Pomocnik Spartaka wytrzymał presję i zdobył gola kontaktowego. Chwilę później miejscowi chcieli się odgryźć, jednak podanie Jose Mauricio do Ansildarowa wyłapał Dzika. Tuż przed godziną gry szansą na wyrównanie miał Ari, lecz nie dał sobie rady z defensorami rywala.











