Niedziela w Premier Lidze zdecydowanie rozczarowała. Kibice po dzisiejszych spotkaniach spodziewali się zdecydowanie więcej. Dotyczy do zwłaszcza spotkania między Krylją i CSKA oraz starć lidera i wicelidera tabeli. O słabym poziomie dzisiejszych spotkań niech świadczy liczba zdobytych bramek. Golkiperzy kapitulowali dzisiaj zaledwie trzy razy.
Wydawało się, że starcie z Energiją spadło prowadzącym w Premier Lidze z nieba, niczym manna. W tej potyczce zawodnicy Kurbana Bierdyjewa mieli przełamać kryzys, zdobyć trzy oczka i znowu zacząć wygrywać i kontynuować marsz po pierwsze w historii klubu mistrzostwo Rosji. Dodatkowym wzmocnieniem dla przed pierwszym gwizdkiem sędziego był powrót do składu Savo Milosevicia po prawie miesięcznej przerwie. To właśnie przyjezdni przyjezdni jako pierwsi groźnie zaatakowali bramkę Dragana Stojkicia (zastąpował zdeskwalifikowanego za czerwoną kartkę Marka Cecha). Jednak niewiele z tych akcji wynikało. Nawet piłkarski laik zauważyłby, że Rubin nie jest drużyną, która na początku sezonu odprawiała z kwitkiem kolejnych przeciwników, i wciąż przechodzi kryzys. To, co nie bardzo udawało się liderom, wychodziło walczącym o życie gospodarzom. Władywostoczanie ograniczyli się do kontrataków, który obrońcom rywala sprawiały wiele problemów. Jeden z nich zakończył się powodzeniem, kiedy to w 22. minucie Brazylijczyk Andre Alves pewnym strzałem nie dał szans Siergiejowi Ryżikowowi. Przyjezdni szybko się otrząsnęli, ale ich atakom brakowało pomysłu na ich rozegranie. Wykorzystywali to miejscowi obrońcy, umiejętnie oddalając ciężar gry od swojego pola karnego.
W przerwie Kurban Bierdyjew zdecydował się na dwie zmiany: miejsce Szaronowa i Rjazancewa zajęli Orechow i Kobienko. Jednak niewiele to przyniosło. Jego piłkarze nadal atakowali bez pomysłu i bez jakiegokolwiek przekonania, że można dziś pokonać Stojkicia. Ułatwiało to zadania gospodarzom, którym 3 oczka dawały znaczne oddalenie się od strefy spadkowej i większe szanse na utrzymanie się w elicie. Mało brakowało, a prowadziliby 2-0, ale na wysokości zadania stanął Ryżikow. Z czasem zawodnicy Rubinu atakowali coraz bardziej chaotycznie, nie utrudniając specjalnie pracy defensorom gospodarzy. Jednak jedna z takich rozpoczaliwych akcji na cztery minut przed końcem przyniosła kazańczykom upragniony remis. Bohaterem Kazania okazał się turecki pomocnik Gokdeniz Karadeniz, który strzelił swoją szóstą bramkę w tym sezonie. Łucz-Energija utrzymał przewagę jednego punktu nad piętnastym w tabeli teamem z Chimek. Lider musiał czekać na to, co pokaże goniący go Amkar.
Permianie tymczasem nie wykorzystlai szansy danej im przez los i nie zdystansowali kazańczyków. „Czerwono-czarni” mieli o wiele trudniejsze zadanie, bo, żeby osiagnąć szczyt, musieli pokonać dobrze spisującego się w lidze Spartaka Nalczik. Team Miodraga Bożovicia po męczącym, ale ostatecznie szczęśliwym remisie z CSKA dostał zadyszki, której nie moga się pozbyć. Dla nich również starcie z Nalczikiem miało być meczem na przełamanie. Jak się potem okazało z inteligetnej gry została tylko skuteczna obrona. Im bliżej bramki Dmitrija Chomicza, tym było coraz gorzej. Kibice w Permie po pierwszej mogli się czuć bardzo nieusatysfakcjonowani. Ich pupile po słabej grze bezbramkowo remisowali z przeciwnikami.










