Można powiedzieć, że w siedemnastej kolejce Premier Ligi wszystko wróciło do normy. Na boiska wróciły emocje, a piłkarze znowu zaczęli strzelać gole. Ponownie zaczęły pojawiać się niespodzianki, bez których futobl w Rosji byłby o wiele nudniejszy. Największa z nich miała miejsce w Moskwie.
Na arenie tegorocznego finału Ligi Mistrzów aktualny wicemistrz Rosji podejmował okupującą miejsce w „czerwonej strefie” drużynę z Chimek. Zawodników Stanisława Czerczesowa interesował tylko komplet punktów. Dzięki niemu „Miaso” mogliby zbliżyć się do wciąż prowadzącego w tabeli Rubinu i już w przyszłym tygodniu zaatakować jego pozycję. Dla teamu z podmoskiewskim Chimek każde pojedyczne oczko jest na wagę złota. Jednak goście źle weszli w mecz, oddając całkowicie pole do popisu gospodarzom. Ci z każdą chwilą zyskiwali coraz większą przewagę, którą w 20. minucie udało im się udokumentować. Wtedy to dobrą akcję swojego zespołu celnym uderzeniem zakończyłnajskuteczniejszy w ekipia Spartaka Roman Pawljuczenko, zdobywając przy okazji swojego szóstego gola w sezonie. Przyjezdni ograniczali się do sporadycznych kontrataków, bo tylko na tyle pozwaliali im dobrze dysponowani moskwianie. Taki rezultat utrzymał się do przerwy.
Na początku drugiej połowy „Czerwono-biali” usilnie dążyli do podwyższenia prowadzenie. Jednak wszystkie próby się nie udawały. Piesjakowa próbowali zaskoczyć między innymi Bystrow i Mozart, jednak na niewiele się to zdało. Z czasem jednak miejscowi zaczęli słabnąć, a ich gra wyraźnie siadła. Im dłużej trwał mecz, tym na więcej pozwalali oni gościom. Ci z takiego prezentu nie mogli nie skorzystać. W 71. minucie wyprowadzili szybką kontrę, która zakończyła się pokonaniem Stipe Pleikosy przez jego rodaka Dragana Blatnjaka. Zaraz potem Stanisław Czerczesow rzucił do ataku wszystko, co miał najlepsze. Jednak chimczanie nie pozwolili wyrawać sobie remisu. „Miaso” myśli o doścignięciu Rubiny muszą jeszcze trochę odłożyć. Natomaist Chmki zdobyły cenny punkt, ale w praktyce nic im to nie dało. W starci innych zespołów walczących o utrzymanie Sznnik przegrał u siebie z Łucz-Energiją 1-2, przez co władywostoczanie oddalili się na dość bezpieczną odległość od strefy spadkowej.
W najbardziej interesującym Polaków meczu FK Moskwa zmierzył się z Tomem Tomsk. Oba zespoły w tym sezonie spisują się zdecydowanie poniżej oczekiwania. Dotyczy to zwłaszcza piłkarzy ze stolicy, którzy po czwartym miejscu w zeszłym sezonie spodziewali się zdecydowanie lepszej lokaty. Gospodarze jak powietrza potrzebowali zwycięstwa, meczu na przełamanie, dzięki któremu mogliby uwierzyć w siebie i zacząć kroczyć od zwycięstwa do zwycięstwa. Wydawało się, że Tom był w tym przypadku najbardziej odpowiednim rywalem. Moskwianie postanowili jak najszybciej wykorzystać szansę daną im przez los. Od początku zaatakowali i już po siedmiu minutach cieszyli się z prowadzenie, które zapewnił im Edgaras Cesnauskis. Jednak ich radość nie trwała długo, gdyż niewiele później stan meczu wyrównał Goran Maznov. Nie zraziło to jednak „Obywateli”, któzy jeszcze bardziej przycisnęli. Goście, nie mogąc ich powstrzymać, często uciekali się do fauli. Do przerwy sędzia ukarał żółtymi kartkami Skobljakowa, Klimowa i Vejicia.










