Mateusz Szczepaniak. To nazwisko przynajmniej połowie fanów sportu kojarzy się z przeciętnym żużlowcem jeżdżącym aktualnie w barwach Polonii Bydgoszcz. Niebawem jednak może się to zmienić, bo w futbolowej ekstraklasie pojawił się inny sportowiec o takim samym imieniu i nazwisku. Ba, to za mało powiedziane. Ten piłkarz robi furorę i rozpycha się łokciami. Niedługo może nawet wyrosnąć na czołowego snajpera rozgrywek.
W Bielsku-Białej przed sezonem z napastnikami było krucho. W kadrze znajdowali się przeważnie zawodzący w minionym sezonie Robert Demjan, równie nieskuteczny i posiadający prezencję recydywisty Maciej Korzym, a całość miał uzupełniać młodziutki Kamil Jonkisz, który nie miał jeszcze szansy zadebiutować w ekstraklasie. Dariusz Kubicki uważał, że ta trójka wystarczy, żeby osiągać wyniki, które pozwoliłyby mu utrzymać się na stanowisku trenera Podbeskidzia. W ostatniej chwili przed inauguracją ligi ktoś jednak doszedł do wniosku, że Korzym jest w tak fatalnej formie, że nie nadaje się do regularnych występów. Wtedy zaczęło się gorączkowe poszukiwanie wzmocnień ataku. Grono kandydatów było bardzo niewielkie. W konsekwencji z Miedzi Legnica wypożyczono Mateusza Szczepaniaka. – Górski klimat mi odpowiada, ludzie są bardzo życzliwi. Cieszę się, że trafiłem właśnie do Bielska. Podbeskidzie było bardzo konkretne. Nie było owijania w bawełnę. Szybko ustaliliśmy wszystkie szczegóły i jestem zawodnikiem Podbeskidzia – cieszył się sam zainteresowany. Nikt od niego nie oczekiwał cudów. Miał być przyzwoitą alternatywą dla Demjana i gwarantować maksymalne zaangażowanie w trakcie spotkań. Swoje zadania wykonał w stu, a może jeszcze więcej, procentach.
12 września 2015. Wszędzie mówi się o zwolnieniu trenera Kubickiego. Potencjalnych kandydatów na przejęcie drużyny jest kilku. Dariusz Wdowczyk, Robert Podoliński, ale jako faworyta w tym wyścigu podaje się Mariusza Rumaka. Napięcie jest bardzo duże. W jednym z ostatnich spotkań pod wodzą 52-letniego Kubickiego Podbeskidzie podejmuje znajdującego się w głębokim kryzysie mistrza Polski, Lecha. Zawodnicy mają świadomość, że stawką w tym meczu jest posada ich sternika. Poziom jest bardzo niski. Obie drużyny prezentują zachowawczy i nieco bojaźliwy futbol. Wyróżnia się jedna osoba – Szczepaniak. Bez strachu i respektu ogrywa stoperów Lecha. Jego starania nie idą na marne. W 57. minucie pakuje futbolówkę do bramki rywala i daje oddech swojemu trenerowi, który ściska go życzliwie w geście radości. Kubicki już wtedy wiedział, że z tego chłopaka może być dobry materiał na piłkarza.













