Polskie kluby spisują się coraz słabiej na arenie europejskiej. Sukcesy Lecha czy Wisły w ostatnich latach były jedynie wyjątkami potwierdzającymi regułę, że nasze kluby znajdują się w dolnych rejonach klasy średniej. Uwieńczeniem była porażka krakowskiej Wisły z mistrzem Estonii. Patrząc na pozostałe dokonania polskich drużyn w starciach z zespołami z krajów poradzieckich, można dojść do wniosku, że polski futbol choruje na syndrom Levadii.
Tę chorobę trudno rozszyfrować, bo przecież nasze eksportowe drużyny w piłkę grać potrafią. Udowodniła to Wisła Kraków, grając w Pucharze UEFA, eliminując kilka lat wcześniej takich potentatów, jak Real Saragossa, AC Parma czy Schalke Gelsenkirchen. Udowodnił to także Lech Poznań, gromiąc 6:0 szwajcarski Grasshoppers i 6:1 norweski Fredrikstad oraz skutecznie rywalizując w Pucharze UEFA z takimi rywalami, jak Feyenoord Rotterdam, Deportivo La Coruna czy Nancy. Dowiodła tego Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski wyrzucając za pucharową burtę Herthę Berlin i Manchester City. Potwierdzają to też zwycięstwa Legii nad holenderskim Utrechtem 4:1 i 3:1 oraz szwedzkim Elfsborgiem 4:1 i 6:1.

Może się wydawać, że polskie drużyny nie radzą sobie w pucharach ze słabymi rywalami. Nic bardziej mylnego. Pamiętamy przecież jak Amica Wronki urządziła sobie festiwal strzelecki z walijskim Llansantffraid, wygrywając w dwumeczu 12:2. W 2004 roku Legia Warszawa dała solidną lekcje futbolu ekipie FC Tbilisi, zwyciężając 6:0. Wisła Kraków potrafiła rozgromić Primorje Ajdovscina 6:1 i Beitar Jerozolima 5:0, a w dwumeczu z Wit Georgią Tbilisi wiślacy poprzestali na jedenastu trafieniach. Zdemolowanie mistrza Gruzji przez „Biała Gwiazdę” na nic się zdało, bo podopieczni Henryka Kasperczaka zakończyli przygodę z pucharami w sezonie 2004/2005 na ekipie, która zajęła trzecie miejsce w rozgrywkach ligowych tego kraju, drużynie Dinamo Tbilisi.
Kompleks postradziecki?
W czym więc tkwi problem. Może po prostu polskie kluby mają kompleks zespołów z byłego ZSRR. Potwierdzeniem tej tezy może być fakt, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat polskie zespoły aż czternaście razy odpadały z europejskich pucharów po rywalizacji z klubami z krajów poradzieckich. Można wybaczyć porażki warszawskiej Legii z silnymi Szachtiorem Donieck i FK Moskwa. Można też pogodzić się z porażką debiutującego wówczas na europejskiej arenie GKS-u Bełchatów z Dnieprem Dniepropietrowsk. Można też wybaczyć, chociaż nie bez trudu, odpadnięcie poznańskiego Lecha w rywalizacji z Terekiem Grozny i Wisły Płock z ukraińskim Czernomorcem Odessa. Jednak jak wytłumaczyć fakt, że polskie kluby wyrzucali za pucharową burtę Białorusini, Gruzini, Litwini, Łotysze, Estończycy, a nawet Kazachowie i Mołdawianie.












