Po raz piąty w tym sezonie chorzowski Ruch pozostaje niepokonany na własnym obiekcie. Ponadto przy ulicy Cichej w żadnym z dotychczasowych meczów nie stracił bramki. Tę passę podtrzymał także dzisiaj, pokonując Lechię Gdańsk 1:0. Gola na wagę trzech punktów zdobył Andrzej Niedzielan.
W drugim z piątkowych meczów w ramach 10. kolejki polskiej Ekstraklasy mierzyły się dwie rewelacje tego sezonu. Ruch Chorzów to zespół, który jest obecnie sensacyjnym wiceliderem tabeli, a Lechia Gdańsk przed tą serią spotkań zajmowała 6. lokatę. Przed meczem faworytem byli gospodarze, ponieważ w czterech z dotychczas rozegranych spotkań przy ulicy Cichej zgromadzili komplet oczek, nie tracąc żadnej bramki. Można było zatem liczyć na konfrontację na wysokim poziomie.

Obie ekipy spotkanie rozpoczęły bardzo spokojnie. To jednak mogło zaskoczyć „Niebieskich”, którzy zaspali w trzeciej minucie meczu. Prostopadłe podanie w pole karne otrzymał wtedy Paweł Nowak, lecz nie wiadomo dlaczego, zamiast oddać strzał w długi róg bramki Krzysztofa Pilarza, futbolówkę odgrywał do partnerów. Osiem minut później Jakub Zabłocki potężnym strzałem z dystansu chciał wyprowadzić swój zespół na prowadzenie. Uderzeniem tym zaskoczył golkipera gospodarzy, ale mimo to ten świetnie interweniował. Kolejne fragmenty gry ponownie upływały pod znakiem spokojnej i wyważonej gry obu jedenastek. Zarówno Ruch, jak i Lechia, bardziej broniły dostępu do własnej bramki, niż atakowali przeciwnika.
W 29. minucie blok defensywny rywala przełamać mógł Wojciech Grzyb. Zawodnik chorzowian w zamiarze dośrodkowywał w pole karne, lecz jego centra zamieniła się na strzał i minimalnie minęła spojenie słupka z poprzeczką bramki Pawła Kapsy. Pięć minut przed końcem premierowej odsłony najlepszą okazję do otwarcia wyniku w tym meczu miał Ruch. Prostopadłe podanie Gabora Straki trafiło do Grzyba, który idealnie podał na głowę Artura Sobiecha. Napastnik gospodarzy, uderzając „szczupakiem”, fatalnie jednak spudłował. Nawałnica „Niebieskich” w końcowym fragmencie pierwszej połowy przyniosła efekt. W 44. minucie kolejny raz akcję poprowadził Grzyb, który znowu świetnie zacentrował w okolicę piątego metra, gdzie niepilnowany stał Andrzej Niedzielan. Snajper Ruchu nie miał problemów ze skierowaniem głową piłki do siatki i wyprowadził zespół na prowadzenie.
Tuż po wznowieniu bardzo dobrą okazję do wyrównania mieli gdańszczanie. Niekryty w polu karnym Piotr Wiśniewski otrzymał piłkę, jednak przyjęciem skomplikował sobie sytuację, jednocześnie ułatwiając interwencję Pilarzowi. Chwilę później Ruch mógł odpowiedzieć bramką na 2:0. Dośrodkowanie Krzysztofa Nykiela spadło wprost na głowę Andrzeja Niedzielana, który (mówiąc w żargonie piłkarskim) trafił w aluminium. W następnych kilkunastu minutach chorzowianie skupili się na obronie, czekając na to, co zrobią przyjezdni. Lechia natomiast próbowała zagrozić bramce gospodarzy, jednak nie miała wystarczającej siły przebicia. Zdecydowanie była to spokojniejsza część meczu, w której Ruch kontrolował przebieg boiskowych wydarzeń.












