Polska ekstraklasa to o tyle specyficzne miejsce, że za osobliwość uznaje się tu normalność. Wszystko, co tworzone jest w sposób racjonalny i przemyślany, zwykle osiąga nieoczekiwanie dobre rezultaty. Jak to się stało, że w bogatym i wyśmiewanym przez całą piłkarską Polskę Zagłębiu Lubin spadek z ligi wyzwolił wreszcie potencjał, jakim „Miedziowi” dysponowali od dawna?Przełomowym momentem dla klubu z Dolnego Śląska był 14 maja 2014 roku. Nieco ponad dwa lata temu zmierzający do spadku z ekstraklasy zespół przejmuje Piotr Stokowiec. Nadrzędnym zadaniem młodego szkoleniowca było utrzymanie w najwyższej lidze, z zastrzeżeniem, że jeśli się nie uda (w zasadzie nie było czego ratować), ma on rok na przebudowanie ekipy i powrót na należne jej miejsce. Ambitny kielczanin zadania się podjął, co, jak widać w tej chwili, było najlepszą możliwą decyzją i dla niego, i dla Zagłębia. Jak wygląda recepta na sukces lubinian?
1. Żelazna defensywa
Prawdopodobieństwo, że na następny mecz „Miedziowi” wyjdą z czwórką Todorovski, Guldan, Dąbrowski, Cotra, jest niemal stuprocentowe. Uczciwie trzeba przyznać, że mimo dużej średniej wieku linii defensywnej (najmłodszy Maciej Dąbrowski ma 29 lat) cały czas widać postęp w grze. Wielkie doświadczenie połączone z ciągłą chęcią rozwoju. Tak wygląda w tej chwili tylna formacja lubinian. Mecze z Partizanem najdobitniej pokazały, że atakiem wygrywa się bitwy, wojny zaś zwycięża się obroną.
Warto podkreślić, że każdy z czterech wyżej wymienionych graczy potrafi stworzyć też zagrożenie pod bramką przeciwnika. Djordje Cotra to jedna z najlepiej ułożonych lewych nóg w lidze, występujący po drugiej stronie Aleksandar Todorovski także potrafi celnie dośrodkować w pole karne. Duet stoperów najdobitniej pokazał swoje zdolności ofensywne w domowym meczu przeciwko Sławii Sofia. Zarówno Guldan, jak i Dąbrowski zakończyli spotkanie z bramkami na koncie.
2. Rozsądne ruchy transferowe
Kiedyś Lubin był spokojną przystanią dla mało ambitnych, chcących dużo zarabiać piłkarzy. Tak było aż do spadku z ligi, wtedy zaczęto budowę składu opartego na ludziach, którzy o status materialny walczą na boisku, nie w gabinecie prezesa. Wywalono głośne nazwiska – piłkarzy, którzy raczej wysyłali zdjęcia z klubów (w żadnym wypadku nie chodzi o kluby sportowe), niż kojarzeni byli z poczynań na murawie. Dziś za największą gwiazdę uważa się Filipa Starzyńskiego, którego trudno spotkać poza obiektami klubowymi.
Zarówno atmosfera, jak i szatnia zostały oczyszczone, teraz Zagłębie skupia się głównie na utrzymaniu kadry i uzupełnianiu składu. Poza Starzyńskim, który po wypożyczeniu podpisał stały kontrakt, do drużyny przyszli następcy Corty i Dąbrowskiego, czyli Daniel Dziwniel i Sebastian Madera. Jeśli zaś chodzi o transfery z klubu, pozbyto się wyłącznie elementów zbędnych, a zdolnych wychowanków, udowadniających przydatność w drużynie, lecz niemających szans w rywalizacji z kolegami, wypożyczono do innych, głównie pierwszoligowych klubów (mowa m.in. o Eryku Sobkowie, Sebastianie Boneckim czy Konradzie Andrzejczaku).











