Piłkarze Stuttgartu niespodziewanie pokonali na własnym stadionie rewelacyjny Eintracht Frankfurt. Podopieczni Bruno Labbadii wygrali z beniaminkiem Bundesligi 2:1.
Eintracht był zdecydowanym faworytem tego spotkania. Piłkarze z Frankfurtu imponują formą i zadziwiają całe piłkarskie Niemcy. 19 punktów po dziewięciu kolejkach naprawdę robiło wrażenie. Mecz ze Stuttgartem był wyjątkowy dla Armina Veha. Szkoleniowiec Eintrachtu w 2007 roku zdobył mistrzostwo Niemiec właśnie z VfB, czym trwale zapisał się w pamięci kibiców.
Piłkarze VfB w tym sezonie prezentują się naprawdę kiepsko. W pierwszych pięciu kolejkach w tym roku wywalczyli zaledwie dwa punkty. Teraz na szczęście powoli wszystko wraca do normy. Ostatnie wyjazdowe zwycięstwo nad HSV było dobrym prognostykiem przed konfrontacją z Eintrachtem.
Statystyka starć pomiędzy oboma klubami przemawiała na korzyść VfB. Zespół ze Stuttgartu z dziesięciu dotychczasowych pojedynków z Eintrachtem wygrał aż siedem, dwukrotnie padł remis, a raz wygrali zawodnicy z Frankfurtu.
Od pierwszego gwizdka sędziego aktywniejsi byli piłkarze VfB. Już w 6. minucie przyniosło to efekty. Dośrodkowanie Traore podbił głową Anderson i piłka dość niespodziewanie spadła pod nogi Gentnera. Pomocnik VfB nie przyjmował futbolówki, tylko uderzył z powietrza. Trapp nie miał najmniejszych szans. Od 6. minuty było więc 1:0 dla Stuttgartu. Gospodarze przez pierwsze dwadzieścia minut kontrolowali grę i nie pozwalali na wiele piłkarzom Eintrachtu. W 22. minucie ładny kontratak przeprowadzili gospodarze, jednak kluczowe podanie Harnika świetnie zablokował Zambrano. Trzy minuty później w odpowiedzi ładną akcję przeprowadzili podopieczni Veha. Oczipka zakręcił obrońcą i wrzucił piłkę w pole karne na głowę Meiera, jednak napastnik Eintrachtu uderzył za wysoko. Pod koniec pierwszej części gry ładnie urwał się obrońcom Harnik, lecz uderzył fatalnie.
Eintracht grał w pierwszej połowie po prostu słabo. Piłkarze Veha nie potrafili stworzyć sobie ani jednej dogodnej okazji bramkowej. Gospodarze konsekwentnie realizowali założenia taktyczne i w pełni zasłużenie, choć niespodziewanie, prowadzili.
Drugie 45 minut ponownie lepiej zaczęli gospodarze. Już w 46. minucie Harnik trafił w słupek! Reprezentant Austrii był niezwykle blisko zdobycia drugiego gola dla VfB. W 57. minucie Aigner potężnie uderzył z ponad 25 metrów, jednak Ulreich popisał się kapitalnymi umiejętnościami i sparował ten strzał na rzut rożny. Zawodnikom Eintrachtu bardzo zależało na doprowadzeniu do remisu, lecz gospodarze imponowali spokojem i konsekwencją w defensywie. Goście byli coraz bardziej niebezpieczni, w 60. minucie znowu świetnie strzelał Aigner, jednak to wciąż było za mało. W 67. piłkarze Eintrachtu wreszcie dopięli swego! Fenomenalnym, technicznym uderzeniem zza pola karnego popisał się Alex Meier i zdobył wyrównującego gola. Trafienie Meiera śmiało może konkurować o miano gola kolejki.
Mimo że Meier zdobył gola na 1:1, to piłkarze Eintrachtu nie poszli za ciosem. Dalej ton grze nadawali gospodarze. Kilka razy ładnie pokazał się niezwykle aktywny w tym spotkaniu Martin Harnik. W 81. minucie Ibisević strzelił gola na 2:1, jednak arbiter tego trafienia nie uznał, gdyż Bośniak znajdował się na ewidentnej pozycji spalonej. Ibisević cztery minuty później ponownie pokonał Trappa i tym razem wszystko było zgodnie z przepisami. Napastnik VfB wykorzystał idealne dośrodkowanie Harnika i strzałem głową umieścił piłkę w siatce. Goście zdobyli gola na 2:2, jednak trafienie Occeana nie zostało uznane. Sędzia ponownie pokazał pozycję spaloną. Była to bardzo kontrowersyjna decyzja.








