Echa meczu Wisła Kraków – Skonto Ryga nie gasną. Wielkiej piłki nie było, worek z bramkami nie został rozwiązany, jednak jedno trzeba oddać – bramkowa zaliczka może się okazać kluczowa w kontekście dwumeczu. O spotkaniu rozmawialiśmy z Wojciechem Stawowym, który niegdyś był bardzo blisko objęcia sterów zespołu obecnego mistrza Polski.
Oglądał Pan środowy mecz Wisły Kraków?
Owszem, spotkanie mnie nie zaskoczyło, zresztą zanim jeszcze włączyłem telewizor, wiedziałem, że Wisła będzie faworytem tego meczu.
Było to widać na boisku?
Wisła może nie rozegrała wielkiego meczu, może to nie było porywające widowisko, ale wykonała milowy krok w kontekście awansu. To przecież klasowa drużyna. Jestem pewien, że w rewanżowym spotkaniu nie da plamy i awansuje do następnej fazy.
Styl gry trochę może martwić.

Tak, Wisła mogła zagrać trochę odważniej. Gdyby strzeliła jeszcze jednego gola, byłaby o wiele spokojniejsza przed rewanżowym spotkaniem. Co nie znaczy, że będzie mieć kłopoty. Nic z tych rzeczy. Wisła bez problemu sobie poradzi. Ale zgodzę się, to nie był najlepszy mecz w wykonaniu wiślaków. Ale nie zapominajmy, że to pierwsze spotkanie o stawkę po długiej przerwie. Takie mecze są zawsze dużą niewiadomą, jeśli chodzi o formę piłkarzy. Gra wyglądałaby o wiele lepiej, gdyby przeciwnik wyżej postawił poprzeczkę.
Czyli możemy już powoli otwierać szampana…
Jeszcze poczekajmy, to jest sport, a w sporcie wszystko jest możliwe. Historia już nie takie scenariusze pisała. Nigdy nie można lekceważyć przeciwnika. Drużyna musi wyjść na boisko, mając w perspektywie 90 minut nieustannej walki.
To porozmawiajmy o wojownikach, tych nowych, którzy dopiero dołączyli do zespołu. To udane transfery?
Jeszcze za wcześnie. Po jednym meczu nie da się obiektywnie ocenić transferów. Natomiast od pewnego czasu transfery w wykonaniu Wisły to zwykle strzały w dziesiątkę. Dużo wskazuje na to, że teraz będzie tak samo. Jak by nie było, na pewno wszystkie ruchy kadrowe były przemyślane. Czy dobre, wszystko zweryfikują liga i puchary.
Zrealizowano wszystkie przedsezonowe założenia transferowe, dokonano wzmocnień na wszystkich pozycjach, które tego wymagały. To może cieszyć.
Jeśli Wisła na poważnie myśli o grze w Lidze Mistrzów, musiała się wzmocnić. W takiej sytuacji trzeba znaleźć złoty środek. Wszyscy nowi zawodnicy musieli prezentować określony poziom, podnieść jakość drużyny. W Krakowie nie ma fuszerki. To profesjonaliści. Wszystko przemyśleli, przekalkulowali.











