Zagłębie Lubin, jak zresztą co roku, było przez niektórych stawiane w roli kandydata na czarnego konia nowego sezonu PKO BP Ekstraklasy. Na obecnym etapie rozgrywek zawodnicy „Miedziowych” wyglądają jednak tak, jakby mieli już zarezerwowane wakacje, a samej drużynie nie zagraża ani spadek, ani (o zgrozo!) puchary. A przypominamy, mamy dopiero listopad. Ostatnie beznadziejne popisy podopiecznych Waldemara Fornalika mogą zwiastować gorące tygodnie na Dolnym Śląsku.
Uniwersum polskiej piłki obrodziło w wiele klasyków, a do bycia jednym z nich aspiruje „cykl życia Zagłębia Lubin”. Co roku z obozu „Miedziowych” wydobywają się podobne głosy. Duże nadzieje, głośne transfery, teraz, po kolejnym cudownym utrzymaniu, na pewno będzie lepiej. W końcu wydaje się, że w Lubinie jest wszystko, co potrzebne, aby odnieść sukces. Przynajmniej na papierze. Sezon 2023/2024 rozpoczął się dla zespołu z Dolnego Śląska dość pozytywnie, natomiast hurraoptymizm szybko został zastąpiony przez zwątpienie, a problem wydaje się wielowymiarowy.
Panie Fornalik! Co dalej?
Na jednej z pomeczowych konferencji Waldemar Fornalik zanegował tezę, jakoby jego zespół dopadł kryzys. Patrząc na ligową tabelę można się z nim zgodzić. Problem zaczyna się, gdy temat ten postanowi się zgłębić. Z jednej strony 7. miejsce i 20 zdobytych punktów po 14 kolejkach to niezły wynik, jak na drużynę, która sezon temu broniła się przed spadkiem. Z drugiej jednak rok temu, kiedy Zagłębie prowadził Piotr Stokowiec, w swoim dorobku miało zaledwie trzy punkty mniej.
Największym zarzutem w kierunku doświadczonego „Kinga” jest styl. Zagłębiem rządzą w tym sezonie dwie rzeczy: szczęście i niesamowity pragmatyzm. Nie było takiego meczu, w którym „Miedziowi” kompletnie przeważaliby nad rywalem, a wiele spotkań udawało się przysłowiowo „przepychać”. Fornalik wychodzi najwidoczniej ze starego jak świat założenia, że z przodu zawsze coś wpadnie, ważne by zabezpieczyć tyły. I dotychczas tak było. Zwycięstwa z Wartą, Puszczą czy Pogonią, choć wygrane po 1:0, przybliżały zespół do czołówki tabeli. Zagłębie w żadnym z tych spotkań nie było stroną dominującą, dawało się spychać pod własną bramką, gdzie nieraz ratowała ich poprzeczka, czy brak skuteczności rywali. Szczęście w końcu przestało dopisywać.

Biorąc pod uwagę ostatnie potyczki, ekipa z Dolnego Śląska ma ogromny problem z kreowaniem sytuacji strzeleckich. W spotkaniach z Cracovią w Pucharze Polski i Rakowem, podopieczni Waldemara Fornalika oddali łącznie JEDEN celny strzał na bramkę rywala. Trudno wskazać jednoznaczną przyczynę. Można zaryzykować, że w kadrze Zagłębia znajdują się na tyle jakościowi zawodnicy, że potrafiliby trafić w prostokąt o wymiarach 7,32m na 2,44m. Do myślenia mogą dawać więc wybory personalne.
Arkadia Lubin
I tu można zahaczyć o dobrze znany temat, czy Zagłębie Lubin to klub, w którym zarobisz, a się nie narobisz. Fornalikowi można zarzucić kilka rzeczy na przestrzeni roku na Dolnym Śląsku, ale nawet on, ubrany w piłkarskie korki, ruszałby się po boisku żwawiej, niż jego piłkarze w meczu z Rakowem. Skandalem jest to, w jaki sposób drużyna pozorowała grę obronną przy bramce Johna Yeboaha na 0:2. To, co wyczyniał Michał Nalepa prosi się o pomstę do nieba, a to samo można powiedzieć o jego kolegach z tercji defensywnej, jak i tych ustawionych wyżej.











