Pierwszy dzień 13. kolejki rosyjskiej Premier Ligi przyniósł kibicom najciekawsze starcie tej serii spotkań. Na Łużnikach wicemistrz Rosji, Spartak Moskwa, podjął triumfatora poprzednich rozgrywek, Rubin Kazań. Obyło się bez niespodzianki, mecz zakończył się wygraną czempionów 1:0.
Faworytami tego starcia należało jednak uznać podopiecznych Kurbana Bierdyjewa. Kazańczycy prezentują się w obecnych rozgrywkach zdecydowanie lepiej niż „Miaso”. Choć ich styl nie jest porywający, jakoś zdobywają punkty w kolejnych meczach, czego efektem jest trzecie miejsce w tabeli. Spartak częściej zawodził, jak chociażby przed tygodniem w Rostowie, jednak trener Walery Karpin liczył na mobilizację w swojej drużynie.
Potyczka ta rozpoczęła się w sposób iście wymarzony dla mistrzów Rosji. Zaledwie po 180 sekundach gry zawodnicy Bierdyjewa otworzyli wynik meczu. Defensorzy gospodarzy wybili piłkę po rzucie rożnym, po dośrodkowaniu Christiana Noboi. Ten ponownie przejął futbolówkę i wrzucił ją w „szesnastkę” Sosłana Dżanajewa. Minęli się z nią wszyscy, łącznie z bramkarzem Spartaka, a ta wpadła do siatki. Miejscowi starali się w miarę szybko odpowiedzieć. Kazańska defensywa pozwalała im jednak tylko na strzały z dystansu. Próbowali ich Brazylijczyk Ari oraz Gruzin Żano Ananidze. W obu sytuacjach na miarę oczekiwań spisał się Siergiej Ryżykow.
Po zablokowanym strzale Aleksandra Bucharowa i niecelnym Aleksa we wspaniałej sytuacji znalazł się Siergiej Siemak. Po błędzie obrony kapitan przyjezdnych znalazł się oko w oko z Dżanajewem. Jednak tym razem rosyjski bramkarz nie popełnił błędu, chroniąc „Miaso” przed utratą drugiego gola. Po tej próbie częściej do głosu dochodzili podopieczni Walerego Karpina. Defensywę mistrzów gnębił Alex. Jednak golkiperowi gości udało się obronić jego trudny strzał z 29. minuty.
Pod koniec pierwszej części serca zadrżały sympatykom „Czerwono-białych”. W starciu z Aleksandrem Orechowem ucierpiał Alex, którego z boiska zniesiono na noszach. Gracz z Ameryki Południowej po chwili wrócił na plac gry. Minutę przed zakończeniem tej części meczu na głowę Ibsona dośrodkowywał Parszywliuk. Ten jednak trafił w poprzeczkę, a dobitkę Ananidze z najwyższym trudem sparował Ryżykow.
Druga część meczu zaczęła się do faulu Noboi na Aleksie. Rzut wolny wykonał sam poszkodowany, lecz Ryżykow nawet nie musiał przy nim interweniować. Niedługo potem mogło być 2:0 dla Rubinu. Dżanajew zderzył się poza polem karnym z Martinem Stranzlem. Austriackiemu obrońcy udało się na tyle przeszkodzić w strzale Bucharowowi, który podał do tyłu Siemakowi, lecz ten chybił. Golkiper Spartaka nie miał w sobotę najlepszego dnia. Chwilę później w ostatnim momencie uniknął zagrania ręką poza własną „szesnastką”.
W 67. minucie „Czerwono-biali” powinni byli wyrównać. Dośrodkowanie w pole karne przyjął Ari, mimo asysty dwóch obrońców. Udało mu się oddać strzał, lecz fantastyczną paradą popisał się Ryżykow. Po chwili Ansaldiego minął wprowadzony w drugiej połowie Aleksandr Kozłow, lecz pomylił się z 16 metrów.
Choć w posiadaniu piłki zdecydowaną przewagę miał Spartak, nic z niej nie wynikało. Rubin, teoretycznie zmuszony do kurczowej obrony, nadal dochodził do bardzo groźnych sytuacji. Zachowanie stanu 0:1 „Czerwono-biali” zawdzięczają Aleksandrowi Szeszukowowi. Ten zdecydował się na bardzo ryzykowane zagranie, które okazało się skuteczne. Jednak w przypadku jego fiaska, defensor powędrowałby do szatni za czerwoną kartkę. Po uderzeniu Bucharowa ponownie próbował Alex, lecz i tym razem bezskutecznie.










