Może niektórym trudno w to uwierzyć, ale w piłkę nożną w Stanach Zjednoczonych gra się dłużej niż w wielu krajach Europy, w tym np. w Polsce. To właśnie Jankesi zdobywali medale Letnich Igrzysk w 1904 i Mistrzostw Świata w Urugwaju. Trudno o tym pamiętać, bo w okresie powojennym reprezentacja USA spisywała się bardzo miernie. W ostatnich kilkunastu latach coś drgnęło i Amerykanie stopniowo stali się pierwszą siłą strefy CONCACAF. Regularne występy na MŚ, cztery Złote Puchary i dwa trzecie miejsca w Pucharze Konfederacji – to osiągnięcia budzące uznanie i szacunek. W kolejnej edycji Confederations Cup (14-28 czerwca, RPA) ekipa Boba Bradleya i Piotra Nowaka wystąpi już po raz czwarty. Trafili do grupy śmierci (Włochy, Brazylia i Egipt), więc o wyjście z niej będzie bardzo ciężko.
Początki soccera
W XIX wieku poza Europą rozegrano tylko dwa międzynarodowe spotkania. Oba z nich odbyły się w Newark w stanie New Jersey i zmierzyły się w nich drużyny z USA i Kanady. Jeden wygrali goście z północy, a drugi – rok później – gospodarze, ale oba te pojedynki nie zostały ujęte w statystykach FIFA. Pierwszy oficjalny mecz Amerykanie rozegrali 30 lat później, 20 sierpnia 1916 roku ze Szwecją w Sztokholmie. Pokonali w nim gospodarzy 3:2, a bramki strzelali Spalding, Ellis i Cooper.
Zasadnicze sukcesy amerykański soccer odniósł podczas III Letniej Olimpiady w St. Louis ’04, gdzie USA zdobyły… dwa medale. W igrzyskach występowały wówczas zaledwie trzy klubowe zespoły, dlatego też srebro i brąz przypadły w udziale amerykańskim Christian Brothers College i St. Rose Parish. Złote medale zawisły na szyjach graczy kanadyjskiego Galt F.C.
Mundialowe sukcesy
Już pierwszy wyjazd na MŚ zakończył się wielkim sukcesem. Amerykanie wygrali swoją grupę gromiąc Belgów i Paragwajczyków po 3:0. W tym drugim spotkaniu Bert Patenaude stał się autorem pierwszego hat-tricka w historii MŚ. W półfinale los skojarzył ich z faworyzowaną Argentyną. Do przerwy przegrywali 0:1 , ale kontuzja bramkarza i jednego z graczy z pola sprawiła, że w 10-tkę nie byli w stanie oprzeć się argentyńskiej nawałnicy. Skończyło się na 1:6, ale trzecie miejsce podopiecznych urodzonego w Szkocji Boba Millara to największe osiągnięcie w historii męskiego soccera w USA.
Na kolejnych mundialach Amerykanie nie odegrali znaczącej roli. We Włoszech zakończyli swój udział już po pierwszym meczu, ulegając gospodarzom i późniejszym Mistrzom Świata aż 1:7. 16 lat później w Brazylii w swoim drugim występie sprawili megasensację wygrywając z Anglią 1:0, ale porażki z Hiszpanią 1:3 i Chile 2:5 sprawiły, że nie wyszli z grupy.
Posucha i miernota
Następne 40 lat to okres, w którym piłka nożna w USA przestała się rozwijać. Reprezentacja seryjnie odpadała z kwalifikacji do ważniejszych imprez, a zainteresowanie tym sportem było bardzo mizerne. Nawet powstanie zawodowej ligi NASL (North American Soccer League istniała w latach 1968-84) nie wpłynęło na poprawę sytuacji reprezentacji. Występującym w NASL gwiazdom – Pelemu, Beckenbauerowi, Chinaglii George’owi Bestowi, Cruyffowi, czy też naszym Deynie i Żmudzie – nie udało się przyczynić do wzrostu popularności tej dyscypliny w USA.
Jedynym finałowym turniejem, na którym w okresie posuchy wystąpiła reprezentacja USA była XXIII Letnia Olimpiada ’84. Stało się tak tylko dlatego, że… odbyła się ona w Los Angeles. Co ciekawe Amerykanie zagrali wtedy w grupie i z Włochami (0:1 po golu Baresiego) i Egiptem (1:1) czyli drużynami, z którymi zmierzą się podczas czerwcowego Pucharu Konfederacji. Czwartym do brydża w Los Angeles była Kostaryka, ale nawet zwycięstwo 3:0 nie wystarczyło USA do wyjścia z grupy.
Historyczne trafienie i Złote Puchary
Przełomowym momentem w dalszej historii amerykańskiego soccera było 30 minut wyjazdowego meczu eliminacji do MŚ 1990 z Trynidad Tobago. Wtedy to właśnie Paul Caligiuri strzelił gola, który zadecydował o tym, że Stany po 40 latach powróciły na Mundial! I choć we Włoszech Jankesi furory nie zrobili (1:5 z Czechosłowacją, 0:1 z Włochami i 1:2 z Austrią), od tamtej pory nieprzerwanie już goszczą na arenach kolejnych finałów Mistrzostw Świata.
Doświadczenie zdobyte na Mundialu zaprocentowało niemal natychmiast. Rok po wyprawie do Italii Amerykanie zwyciężyli w rozgrywanych po raz pierwszy mistrzostwach strefy CONCACAF (Gold Cup) pokonując w finale Honduras (4:3 po karnych). W zawodach tych USA występowało jeszcze potem 8 razy, triumfując ponownie w latach 2002, 2005 i 2007.
World Cup USA i MLS
W 1994 roku Amerykanie byli gospodarzami Mundialu i zdawali sobie sprawę z ogromnej szansy na zdobycie popularności i przychylności magnatów medialnych w USA. Dlatego też do imprezy przygotowywali się długo i starannie, rozgrywając niespotykanie dużą liczbę spotkań towarzyskich. Między 1992 a rozpoczęciem mundialu Amerykanie zagrali w sumie aż 74 razy! Opłaciło się, bo w finałach po raz pierwszy od 64 lat wyszli z grupy po 1:1 ze Szwajcarią, 2:1 z Kolumbią 2:1 i 0:1 z Rumunią. I mimo że w kolejnej rundzie wyeliminowała ich bramka strzelona przez Bebeto, wracali do swoich domów z podniesionymi głowami.
Sukces World Cup USA sprawił, że dwa lata później powstała zawodowa liga MLS (Major League Soccer). Kadry wszystkich 10 zespołów oparte były na mundialowych bohaterach (Balboa, Lalas, Ramos, Meola), którym do pomocy zatrudniono zagraniczne gwiazdy (Valderrama, Donadoni, Etcheverry). Eksperyment wypalił i MLS rozwijał się z każdym sezonem (dziś liczy już 15 zespołów, a gra w niej m.in. Beckham czy Freddie Ljungberg). Ale mimo to, na Mundialu ’98 rola USA znowu była epizodyczna. Komplet porażek z Niemcami, Iranem i Jugosławią sprawił, że Amerykanie pożegnali się z Francją, a ich trener Steve Sampson ze swoją pracą.
Bruce Almighty
Na stanowisku szkoleniowca zastąpił go Bruce Arena, który w przeciągu 8 lat pracy z kadrą stał się istną legendą. Prowadził zespół w 131 meczach (rekord) z czego aż 72 (też rekord) zakończyło się triumfem Czerwono-Biało-Niebieskich. W kwietniu 2006 roku, prowadzona przez niego drużyna znalazła się na 4. miejscu w rankingu FIFA – najwyżej w historii. Było to następstwem kolejnego triumfu w Gold Cup (2002) oraz udanego występu w Korei i Japonii.
Tam Jankesi zajęli drugie miejsce w grupie (3:2 z Portugalią, 1:1 z Koreą 1:3 z Polską), w 1/8 pokonali swojego odwiecznego rywala Meksyk 2:0 i dopiero w kolejnej rundzie ulegli Niemcom 0:1. Ćwierćfinał został jednak odebrany jako wielki sukces chłopców Areny.
W 2005 roku Arena i spółka sięgnęli po trzeci Złoty Puchar i bez problemów awansowali do piątych z rzędu finałów MŚ. Na niemieckich boiskach nie udało im się jednak powtórzyć sukcesu sprzed czterech lat. Porażki z Czechami 0:3 i Ghaną 1:2 sprawiły, że nawet remis z późniejszymi mistrzami Włochami pozostał bez znaczenia.
Uczeń Areny
Po wygaśnięciu kontraktu Areny reprezentację objął jego były asystent (zarówno klubowy jak i w reprezentacji) Bob Bradley. Rozpoczął jak nikt inny w historii amerykańskiego soccera: od serii 10 zwycięstw przeplecionej bezbramkowym remisem z Gwatemalą. Passa dobiegła końca po finale Gold Cup 2007, w którym Amerykanie znowu wzięli górę nad Meksykiem (2:1 po golach Donovana i Feihabera) i zdobyli najwyższe trofeum CONCACAF już po raz czwarty. Zwycięstwo to dało im również przepustkę do Pucharu Konfederacji 2009 w RPA.
Wszystko wskazuje na to, że również za rok Amerykanów zobaczymy na boiskach RPA. Po trzech kolejkach prowadzą oni bowiem w swojej kwalifikacyjnej grupie finałowej przed Kostaryką i Hondurasem (bezpośrednio awansują 3 ekipy). W tym roku Jankesi jeszcze nie przegrali i mają na rozkładzie Szwecję (3:2 towarzysko, gole: Kljestan 3), Meksyk (2:0, el. MŚ, Bradley 2) i Trynidad i Tobago (3:0, el. MŚ, Altidore 3). W czwartym tegorocznym meczu zremisowali z Salwadorem (2:2, el. MŚ) na wyjeździe, po golach Altidore i Hejduka w ostatnim kwadransie. Wcześniej przegrywali już 0:2.
Rutyna i młodość
Dotychczas pod wodzą Bradleya USA wygrała 24 spotkania, zremisowała 4 i przegrała 8. Stosunek bramek to 72:31. Najlepszym graczem i podporą ekipy USA jest niewątpliwie Landon Donovan (27 lat, LA Galaxy, obecnie na wypożyczeniu w monachijskim Bayernie). Ten niesamowicie utalentowany napastnik, który jednak nie może „zaskoczyć” w Europie, występuje w reprezentacji nieprzerwanie od 2000 roku i zaliczył już w niej 108 występów zdobywając w nich 37 goli, co jest osiągnięciem rekordowym. Za czasów Bradleya ten dwukrotny laureat konkursu U.S. Soccer Athlete of the Year (2003-04) do siatki rywali trafiał tuzin razy.
Połowę mniej uzbierali o rok młodszy Clint Dempsey (Fulham, najlepszy piłkarz roku 2007 w USA) i wschodząca gwiazda amerykańskiego soccera Jozy Altidore (19 lat, obecnie gracz Villareal na wypożyczeniu w Xerez) , który podczas MŚ U-20 w Kanadzie w 2007 strzelał bramki Polsce, Brazylii i Austrii. Ten utalentowany napastnik nie jest jedynym młodzianem w kadrze Bradleya. Oprócz niego ważne gole strzela 21-letni syn szkoleniowca Michael Bradley (Borussia Moenchengladbach), a w szerokiej kadrze znajdują się jeszcze Freddy Adu (Monaco) czy przymierzany swego czasu do gry w reprezentacji Polski Danny Szetela (Brescia).
Najstarszym i najbardziej doświadczonym zawodnikiem jest obrońca Frankie Hejduk. Ten 34-letni gracz Columbus Crew (którego trenerem jest Robert Warzycha) ma na swoim koncie 84 mecze i 7 goli. Jest jedynym piłkarzem rodem z USA, który uczestniczył na Mundialach 1998 i 2002 oraz Olimpiadach 1996 i 2000. Z obecności w kadrze na MŚ w Niemczech wyeliminowała go kontuzja.
Dwa lata młodszy od Hejduka jest urodzony w Argentynie pomocnik Pablo Mastroeni. W lidze MLS wystąpił już ponad 200 razy i jest jednym z nielicznych graczy w kadrze, który nie posmakował gry w Europie. W kadrze zagrał już 63 razy, ale nie udało mu się jeszcze strzelić gola.
W bramce niepodważalne miejsce wydaje się mieć Tim Howard (30 lat, Everton), który do tej pory zaliczył 37 występów w narodowych barwach. Jego zmienikiem jest 24-letni Brad Guzan z Aston Villa. Amerykańscy golkiperzy mają zresztą na Wyspach bardzo dobrą renomę, głównie dzięki świetnym występom ex-reprezentantów Brada Friedela oraz Kasey Kellera w Liverpoolu, Tottenham czy Fulham.
Kapitanem drużyny nie jest jednak Donovan, Hejduk czy DaMarcus Beasley (26 lat, Rangers, 85A, 17 goli) tylko zawodnik francuskiego Rennes Carlos Bocanegra. Ten 30-letni środkowy obrońca strzelił całkiem pokaźną liczbę goli w swojej reprezentacyjnej karierze (10 w 65 spotkaniach).
Polskie akcenty
Asystentem trenera Bradleya od momentu objęcia przez niego posady jest Polak, Piotr Nowak. Były reprezentant Polski przez kilka lat występował w prowadzonej przez Bradleya drużynie Chicago Fire. Jest on trzecim w historii szkoleniowcem drużyny USA pochodzenia polskiego. W 1973 roku dwa mecze z kadrą zaliczył Max Wosniak, a w 1991 przygoda z kadrą Johna Kowalskiego trwała o jeden mecz dłużej. Później trener Kowalski opiekował się reprezentację futsalową, która zdobywała medale na mundialach w Holandii (1989 brąz) i Hong Kongu (1992 srebro).
Sukcesy/osiągnięcia USA (obecny ranking FIFA 15):
Mistrzostwa Świata 8 występów (1930, 1934, 1950, 1990-2006)
Najlepszy występ: 3 miejsce w MŚ w Urugwaju, 1930 Gold Cup
CONCACAF: 9 występów (wszystkie rozgrywki), Sukcesy: 4 tytuły mistrzowskie (1991, 2002, 2005, 2007)
Confederations Cup: 3 występy (1992 r., 1999 r., 2003 r.) Sukcesy: 3 miejsce (1992 r. i 1999 r.)
Rekordy:
Najwięcej występów w reprezentacji: Cobi Jones (164)
Najwyższe zwycięstwo: 8:0 z Barbados (15 czerwiec 2008 r.)
Najwyższa porażka: 0:11 z Norwegią w Oslo (11 sierpnia 1948 r.)
Bilans z Włochami (ranking FIFA 5): 6 meczy (0 zwycięstw, 3 remisy, 3 porażki)
Bramki: 3:11.
Trzy z tych spotkań miały miejsce podczas MŚ (1934 r. 1:7, 1990 r. 0:1 oraz 2006 r. 1:1).
Bilans z Brazylią (ranking FIFA 4): 13 meczy (1 zw, 12 por)
Bramki: 8:23
Jedyne zwycięstwo (1:0) Amerykanie odnieśli w półfinałowej potyczce Gold Cup 1998. W 65. minucie jedynego gola zdobył urodzony w Serbii Preki. W Confederation Cup USA zagra z Brazylią już po raz trzeci. Oba poprzednie spotkania kończyły się wynikiem 0:1 (Meksyk ’99: gol Ronaldinho, Francja 2003 r.: gol Adriano).
Bilans z Egiptem (ranking FIFA 37):
Będzie to pierwsze w historii obu drużyn spotkanie reprezentacji A. We wspomnianym wcześniej meczu drużyn olimpijskich (LA ’84) padł remis 1:1.
Przydomki:
– The Yanks (Jankesi) – The Stars and Stripes (Gwiazdy i Pasy),
– The Red, White and Blue (Czerwono-Biało-Niebiescy)
Trener
W grudniu 2006 roku Bob Bradley został mianowany 33. trenerem piłkarskiej reprezentacji USA. Na stanowisku tym zastąpił swojego nauczyciela Bruce Arenę, który niewątpliwie jest najwybitniejszym z nich. Ale Bradley już niejednokrotnie pokazał, że uczeń może przerosnąć mistrza. Podczas zbliżającego się Pucharu Konfederacji będzie miał szansę na poprawienie kolejnego osiągnięcia Areny, który w 1999 r. zajął w tym turnieju trzecie miejsce. Mając do dyspozycji młodą, utalentowaną drużynę, z Langdonem Donovanem i swoim synem Michaelem na czele, cel ten leży zdecydowanie w jego zasięgu.
Nie historyk, ale trener
Bob Bradley urodził się 3 marca 1958 roku w Montclair, New Jersey. Tam też spędził swoje dzieciństwo i większość okresu szkolnego. Jego bracia Scott i Jeff woleli baseball (Scott grał nawet w Seattle Mariners w MLB), ale Boba od początku pociągał soccer. Jako młody chłopak kopał piłkę w szkolnej drużynie West Essex High School, a w latach 1976-1980 reprezentował barwy akademickiej drużyny Princeton University. W ostatnim ze swoich sezonów był nawet najlepszym strzelcem spośród wszystkich „Tygrysów”. Na tym jednak skończyły się jego zawodnicze osiągnięcia.
Dyplom ukończenia prestiżowej uczelni Ivy League nie wystarczył jednak do tego, żeby Bradley został historykiem, jak sugerowałby kierunek jego studiów. Miłość do futbolu okazała się silniejsza. Mając zaledwie 23 lata Bradley znalazł zatrudnienie jako… szkoleniowiec. Podczas studiów magisterskich (Administracja Sportowa) na uniwersytecie w Ohio w latach 1981-83 Bradley pracował jako head coach akademickiej drużyny Bobcats. Dziś w programie sportów oferowanych przez tę uczelnię jest już tylko soccer w żeńskim wydaniu.
Pupil Areny
W 1983 jego losy po raz pierwszy skrzyżowały się z Bruce Areną, który od tej pory stał się dla Bradley’a największym autorytetem, mentorem i przyjacielem. Ten najbardziej utytułowany trener w historii amerykańskiego soccera(*) , zatrudnił go jako swojego asystenta do pracy z drużyną Virginia University Cavaliers. Potem jednak Bradley powrócił do New Jersey, do Princeton. W latach 1984-95 był trenerem „Tygrysów” i zdobył z nimi dwa tytuły Ivy League (1988, 1993) oraz jedyny w historii tej uczelni awans do ogólnoamerykańskich finałów rozgrywek NCAA (1993).
W 1996 roku powrócił pod skrzydła Areny. Tym razem jednak poprzeczka była znacznie wyższa. Obaj panowie mieli za zadanie przygotować reprezentacji USA do występu na igrzyskach olimpijskich w Atlancie. Bradley – oczywiście jako asystent – miał wówczas okazję pracować z kilkoma graczami (Kasey Keller, Alexi Lalas, Claudio Reyna), którzy dwa lata wcześniej udanie zaprezentowali się podczas amerykańskiego Mundialu. Na igrzyskach Jankesi trafili do najsilniejszej ze wszystkich grup (dwóch półfinalistów). Porażki z wicemistrzowską Argentyną (1:3) i 1:1 z czwartą w ogólnym rozrachunku Portugalią ujmy im nie przyniosły, ale nawet zwycięstwo 2:0 nad Tunezją nie wystarczyło do wyjścia z grupy.
W tym samym roku, głównie dzięki popularności medialnej, jaką cieszyły się zarówno Mundial, jak i Olimpiada, w USA powstała profesjonalna liga piłkarska MLS. Bradley znalazł w niej zatrudnienie, znowu u boku swojego nauczyciela. Pod ich wodzą stołeczna drużyna DC United w pierwszych dwóch sezonach nie miała sobie równych. W roku 1996 Marco Etcheverry, Raul Diaz Arce, Eddie Pope i spółka sięgnęli po potrójną koronę (tytuł MLS, Puchar USA i Puchar Ligi), a rok później musieli zadowolić się dubletem broniąc „tylko” mistrzostwo i Puchar Ligi. W pucharze USA również byli blisko ponownego triumfu, ale w finale musieli uznać wyższość Dallas Burn (3:5 po rzutach karnych).
Uczeń przerósł Mistrza
Liga MLS rozwijała się i w 1998 do rozgrywek przystąpiła nowa drużyna Chicago Fire. Do jej prowadzenia zaproszono Bradley’a, któremu w końcu udało się wyjść z cienia swojego mistrza. I to w sensie dosłownym, bo już w swoim inauguracyjnym sezonie Strażacy zdobyli MLS Cup pokonując 2:0 w meczu finałowym… DC United Areny! Wielka była w tym zasługa polskiego tria: Kosecki-Nowak-Podbrożny, które zapisało się złotymi zgłoskami w historii klubu z Chicago. Roman Kosecki stał się zdobywcą pierwszego gola w historii Strażaków (2:0 z Miami Fusion), Jerzy Podbrożny otworzył wynik meczu finałowego, a Piotr Nowak został wybrany najlepszym piłkarzem ligi. W tym samym roku Bradley i Polacy sięgnęli jeszcze po puchar USA (2:1 z Columbus Crew i znowu gol Podbrożnego). Za zdobycie obu trofeów Bradley został uhonorowany tytułem trenera roku w MLS.
Następny sezon nie był już taki udany, ale Fire zajęło trzecie miejsce w Lidze Mistrzów CONCACAF. W roku 2000 Chicago znowu triumfowało w USA Cup i było blisko triumfu w lidze (0:1 w finale z Kansas City Wizards). W składzie Strażaków nie było już ani „Kosy”, ani „Gumisia”. Był za to Christo Stoiczkow, ale nawet on nie odebrał kapitańskiej opaski Peterowi Nowakowi.
W 2002 Nowak zakończył karierę, a Bradley po raz kolejny wrócił na stare śmieci do New Jersey. Już podczas pierwszego roku pracy z MetroStars awansował z nimi do finału Pucharu USA, gdzie uległ 0:1… Chicago Fire. W meczu tym wystąpił Andrzej Juskowiak, którego Bradley zatrudnił tuż przed rozpoczęciem rozgrywek Play Off. MetroStars odpadli w ćwierćfinale, a „Jusko” – po strzeleniu jednego gola w 5 meczach – wrócił do Niemiec.
Mimo rozbudzonych apetytów kolejne dwa sezony nie przyniosły MetroStars żadnych zdobyczy. Na trzy rundy przed końcem sezonu zasadniczego 2005 Bradley po raz pierwszy w karierze został zwolniony. Przygarnęli go włodarze kolejnego klubu z ekspansji, Chivas USA, który w swoim inauguracyjnym sezonie był czerwoną latarnia ligi. Ale już po roku pracy z Bradley’em klub z Los Angeles zanotował największy postęp plasując się na trzecim miejscu w Konferencji Zachodniej. Ich przygoda w Play-Off zakończyła się na ćwierćfinale, gdzie ulegli późniejszym triumfatorom Houston Dynamo (2:1 i 0:2). Ta niesamowita wprost transformacja sprawiła jednak, że Bradley został ponownie wybrany MLS Coach of the Year.
W MLS Bradley spędził w sumie dziewięć lat, a każdego roku prowadzona przez niego drużyna kwalifikowała się do rozgrywek Play-Off. Na swoim koncie ma największą liczbę zwycięstw (124) w historii MLS i dwa razy triumfował w plebiscycie na najlepszego trenera roku, co również nie udało się nikomu innemu – nawet Arenie.
Zamiast Klinsmanna, razem z Nowakiem
Reprezentację objął w grudniu 2006 roku zastępując – a jakżeby inaczej – Bruce’a Arenę, chociaż według wielu murowanym faworytem na to stanowisko był Juergen Klinsmann. Bradley rozpoczął wprost wyśmienicie. Passa jedenastu meczów bez porażki dobiegła końca po finałowym zwycięstwie nad odwiecznym rywalem – Meksykiem – w CONCACAF Gold Cup 2007. Triumf w tych rozgrywkach dał Amerykanom awans do Pucharu Konfederacji w 2009. Później jednak bywało różnie. Podczas Copa America 2007 w Wenezueli USA przegrały wszystkie mecze (z Argentyną 1:4, Paragwajem 1:3 i Kolumbią 0:1). Ale w eliminacjach do MŚ w RPA Jankesi wygrali dziewięć z jedenastu gier i pewnie prowadzą w grupie finałowej wyprzedzając Kostarykę, Honduras i Meksyk. 15 czerwca 2008 roku poprowadził USA do najwyższego zwycięstwa w historii (8:0 w meczu eliminacji MŚ z Barbados). W bieżącym roku reprezentacja USA też jeszcze nie przegrała (trzy zwycięstwa i remis). Dotychczasowy bilans Bradley’a w roli coacha to 36 meczy, 24 wygrane, cztery remisy i osiem porażek. Od 2007 roku jego asystentem jest stary znajomy z Chicago – Peter Nowak.
Na codzień Bradley wraz z żoną Lindsay oraz dwójką dzieci (Ryan i Kerry) mieszka w kalifornijskiej miejscowości Manhattan Beach. Trzecią i najbardziej znaną latoroślą jest syn Michael, który występuje w Borussi Moenchengladbach, ale pierwsze szlify piłkarskie zdobywał w MetroStars, pod okiem… swojego taty (lata 2004-05).
Ojciec nie zapomina również o synu przy powołaniach do reprezentacji. Mimo młodego wieku (21 lat) Bradley junior wystąpił w kadrze USA już 28 razy i strzelił w nich pięć bramek (w tym dwie w lutowym meczu eliminacyjnym z Meksykiem). Michael przez trzy sezony grał też w Herenveen, gdzie był kolegą klubowym Pawła Wojciechowskiego.
* Bruce Arena – piastował funkcję trenera reprezentacji USA przez osiem lat (najdłużej w historii) i odniósł z nią historyczne sukcesy. Ma na swoim koncie m.in.: najwięcej zwycięstw (71), ćwierćfinał Mundialu 2002 w Korei i Japonii, dwa triumfy w CONCACAF Gold Cup. Za jego kadencji drużyna USA mogła pochwalić się najwyższą pozycją w rankingu FIFA w historii amerykańskiego soccera. W kwietniu 2006 roku wyżej znajdowały się tylko Brazylia, Czechy i Holandia.
Gwiazda
W reprezentacji USA zadebiutował już w wieku 19 lat i dziś ma na koncie aż 108 występów w zespole Jankesów, a także rekordową liczbę bramek w drużynie narodowej –- 37. Nie dziwne więc, że fani The Stars and Strips liczą na to, że to właśnie Landon Donovan poprowadzi Amerykanów do zwycięstwa w Pucharze Konfederacji.
Nawet mimo tego, że niedawno 27-letni napastnik musiał przełknąć gorzką pigułkę w postaci kolejnego niepowodzenia w Europie – nie sprawdził się w Bayernie Monachium podczas trzymiesięcznego wypożyczenia. I chociaż pewnym było, że po tym okresie wraca do USA, bowiem w kwietniu swoje rozgrywki inaugurowała Major Soccer League, to jednak działacze Bawarczyków nie zaproponowali Amerykaninowi przedłużenia kontraktu. Bilans Donovana w zespole mistrza Niemiec zamknął się więc na sześciu meczach, w których ani razu nie wpisał się na listę strzelców.
– Z perspektywy czasu muszę przyznać, że wypożyczenie do Monachium było dobrym posunięciem. Gra dla Bayernu dawała mi wiele satysfakcji i radości. Szkoda tylko, że ten sen trwał tak krótko – przyznał zaraz po powrocie do kraju.
Na Allianz-Arena jednak wszyscy docenili postawę Landona. Ówczesny szkoleniowiec Monachijczyków Jurgen Klinsmann powiedział o byłym podopiecznym:
– Nie pełnił on wcale w mojej drużynie roli statysty. Trenował z nami i rozegrał kilka ważnych spotkań.
Nieudana przygoda w Bayernie, była już drugim pobytem Donovana w Niemczech. Wcześniej nie sprawdził się w Bayerze Leverkusen, z którym związany był aż cztery lata, ale przez ten czas rozegrał zaledwie siedem spotkań. Inna sprawa, że wzmacniając Aptekarzy liczył sobie zaledwie 19 lat, a za rywali do miejsca w składzie miał takich graczy jak Michael Ballack, Ulf Kirsten, Oliver Neuville czy Ze Roberto. Czy więc kogoś jeszcze dziwi, że Donovan nie poradził sobie na BayArena? Najtrafniej przyczyny europejskich niepowodzeń Landona skomentowała legenda amerykańskiego futbolu i jego były trener w Los Angeles Galaxy –- Frank Yallop.
– On po prostu nie jest stworzony do gry na Starym Kontynencie – stwierdził. – Ewidentnie nie pasuje do europejskiego stylu gry, za to w USA czuje się jak ryba wodzie.
Tu z kolei trudno polemizować z Yallopem, bo wystarczy spojrzeć na bilans Donovana w MLS. W barwach San Josée Earthquakes i Los Angeles Galaxy rozegrał 190 meczów i strzelił 89 goli. Dlatego też Landon wcale nie musi mieć kompleksów z powodu tego, że w Europie nie zrobił większej kariery. Przygodę z piłką rozpoczął w college`u Bradenton na Florydzie, gdzie funkcjonowała IMG Soccer Academy. Tam w jednej drużynie grał z przyszłymi kolegami z reprezentacji USA –- DaMarcusem Beasleyem, Bobbym Covey`em i Oguchim Onyewu.
Jako że od początku bił o głowę rówieśników umiejętnościami, stąd dostał się do amerykańskiej kadry U-17 na MŚ w 1999 w Kanadzie. Tam Amerykanie zajęli 3. miejsce, a Donovana zgodnie wybrano najlepszym piłkarzem imprezy. Po tak udanym turnieju drzwi do wielkiej kariery stanęły dla niego otworem. Jak wszyscy doskonale wiedzą, trafił do Bayeru, z którym podpisał kontrakt na cztery lata. Szans jednak na regularne występy nie miał żadnych, więc zgodził się na trzyletnie wypożyczenie do San Josée Eartquakes. To było doskonały ruch, bowiem The Boys in Blue przeżywali wtedy swój najlepszy okres w historii, dwa razy wygrywając MLS. Wkład w te sukcesy Donovana był niepodważalny, dzięki czemu w 2003 r. został on wybrany piłkarzem roku w Ameryce. Po tak świetnym okresie Landon pewny swego wracał do Niemiec, zwłaszcza, że Aptekarze nie byli już tak silni jak wcześniej.
Tyle, że w Niemczech czekało go spore rozczarowanie, bo klub z Leverkusen nie wiązał większych planów z amerykańskim atakującym i dostał on wolną rękę w poszukiwaniu klubu. Poważnie zainteresowane jego usługami było Portsmouth FC, ale zarażony nieudanym okresem gry w Bundeslidze, zdecydował, że wróci do ojczyzny. Skusił się na ofertę Los Angeles Galaxy, które właśnie triumfowało w MLS, więc liczył, że w przyszłym sezonie klub z Miasta Aniołów także okaże się najlepszy w MLS. Pech jednak chciał, że wraz z transferem Donovana do drużyny Galaxy, ta zaczęła przeżywać poważny kryzys.
W sezonie 2006 r. ekipa z The Home Deport Center zajęła 5. miejsce w konferencji wschodniej i nawet nie awansowała do fazy play-off., Sytuacja powtórzyła się również w kolejnym roku. W sezonie 2008 było jeszcze gorzej, – Los Angeles zajęło 6. miejsce, na długo przed zakończeniem sezonu zasadniczego, tracąc szansę na grę w play-off. Ten rok nie zapowiada większej zmiany, ale z drugiej strony po 8. kolejkach sezonu zasadniczego, Galaktyczni tracą tylko pięć punktów do drugiego w tabeli Seattle Sounders FC i mają jeden zaległy mecz, więc może tym razem los uśmiechnie się do zespołu Landona.
Kariera klubowa Donovana jest pełna wzlotów i upadków, kariera reprezentacyjna to z kolei pasmo niekończących sukcesów. Już podczas debiutu w kadrze, wpisał się na listę strzelców w meczu towarzyskim z Meksykiem. Tuż przed MŚ 2002 w Korei Płd. i Japonii wraz z kolegami wygrał CONCACAF Gold Cup. Na samym mundialu w Azji strzelił dwa gole (m.in. Polsce), zaś Amerykanie doszli aż do 1/4 finału, gdzie ulegli późniejszym wicemistrzom świata – Niemcom.
Landon miał jedną fantastyczną okazję do zdobycia gola, ale jego uderzenie w cudowny sposób obronił Oliver Kahn. Kolejne mistrzostwa globu zarówno dla Donovana, jak i jego drużyny narodowej nie były już tak udane –- bo Jankesi zdobyli zaledwie punkt i nie wyszli z grupy. Na pocieszenie jednak gracz Los Angeles Galaxy dwukrotnie wygrał jeszcze z kadrą CONCACAF Gold Cup w 2005 i 2007 roku. A jak spisze się podczas Pucharu Konfederacji? Grupę USA ma dość trudną –- mistrzowie świata- – Włosi, zwycięzcy Copa America –- Brazylijczycy i triumfatorzy Pucharu Narodów Afryki –- Egipcjanie.
Łatwo nie będzie, ale Amerykanie, pokonując Portugalię podczas MŚ 2002, udowodnili, że nie straszne im żadne europejskie potęgi. W dodatku dla Donovana będzie to znakomita okazja, by jeszcze raz przypomnieć się menedżerom ze Starego Kontynentu. Wszak Landon ma 27 lat i jeszcze wiele rzeczy do udowodnienia.
Współpraca: Maciej Kanczak
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.