To była kolejna niezapomniana piłkarska noc w Stambule. Po meczu pełnym emocji i zwrotów akcji Liverpool sięgnął po Superpuchar Europy. Nad Bosforem wygrywając jednak dopiero po serii rzutów karnych, dzięki czemu wspomnienia o triumfie „The Reds” w Lidze Mistrzów w sezonie 2004/2005 znów stały się żywe. Ponadto samo spotkanie dostarczyło wielu odpowiedzi. Przedstawiamy nasze wnioski po Superpucharze Europy.
Do rywalizacji przystąpiły zespoły znajdujące się na przeciwnych biegunach. Liverpool, to biorąc pod uwagę tylko pierwszą jedenastkę, produkt już skończony. Chelsea w obliczu utraty Edena Hazarda i zakazu transferowego przeżywa natomiast trudny czas – przebudowując i odmładzając zespół pod okiem nowego menedżera, Franka Lamparda. W przypadku obu klubów można jednak wyciągnąć pewne wnioski po wczorajszym spotkaniu.
1) Kombinacje Jürgena Kloppa z zestawieniem składu
Nie pierwszy raz niemiecki szkoleniowiec w spotkaniu decydującym o trofeum lub awansie do finału próbuje zaskoczyć rywala wyborem podstawowej jedenastki. Niestety dla Liverpoolu ponownie bez pozytywnego dla „The Reds” efektu. Podobnie jak w przypadku pierwszego półfinałowego spotkania w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów kombinacje Jürgena Kloppa z zestawieniem składu przyniosły odwrotny skutek. Ustawienie Joe Gomeza na prawej stronie defensywy tylko nakręcało ataki Chelsea. Podobnie umiejscowienie Alexa Oxlade’a-Chamberlaina na lewej stronie ataku sprawiło, że po tej flance „The Reds” nie zagrażali rywalom. Szkoleniowiec Liverpoolu na spotkanie o Superpuchar Europy zamiast ubrać zespół w galowy garnitur, próbował niezrozumiałych rotacji. Tym razem na szczęście dla klubu z Anfield Road bez opłakanych skutków.
2) Bez Roberto Firmino niczym dzieci we mgle
Brak Brazylijczyka w podstawowym składzie Liverpoolu sprawił, że w pierwszej połowie zespół „The Reds” miał spore problemy z rozegraniem akcji. Klub z Anfield Road rozpoczynał ataki pozycyjne bez większego pomysłu, najczęściej po kilku podaniach na własnej połowie próbując dalekim przerzutem dostarczyć piłkę do Mohameda Salaha. To na początku przynosiło efekt, lecz z czasem zostało łatwo rozczytane przez Chelsea. Dopiero desygnowanie na murawę Roberto Firmino zmieniło obraz gry. Zawodnik Liverpoolu szybko wypracował wyrównującego gola (asysta) oraz wniósł świeżość, polot i nieszablonowe pomysły na zaatakowanie rywali. Dzięki Roberto Firmino zwycięstwo „The Reds” znów stało się możliwe.
3) Adrián – nowy bohater Liverpoolu
Historia absolutnie na scenariusz filmowy. Golkiper do niedawna pozostający jeszcze bez klubu w obliczu kontuzji Alissona Beckera wskoczył do bramki Liverpoolu. Zaledwie kilka dni później występując od pierwszej minuty w spotkaniu o Superpuchar Europy. Przed meczem dyspozycję Hiszpana stawiano pod dużym znakiem zapytania. Jednak Adrián udowodnił, że oferta kontraktu ze strony Liverpoolu nie była błędem klubu z Anfield Road. Hiszpan prezentował się pewnie, a w konkursie rzutów karnych obronił decydującą jedenastkę. Futbol pisze piękne scenariusze.












