Są takie miejsca, które w niewytłumaczalny sposób działają pozytywnie na niektórych piłkarzy. Za dnia pięknością, w nocy zaś szkaradą. Czasami w Mielcu pojawiają się napastnicy, na których nikt już nie liczy. Cała Polska już ich skreśliła, a Adam Majewski nadaje im takiego blasku, że robią dla niego świetną robotę. Stal Mielec ma kolejnego takiego gościa, który ma wiele do udowodnienia. Rauno Sappinen dostaje drugą szansę. Gdzie ma pokazać swoją jakość jak nie w Mielcu – raju dla napastników.
Gdy do Gliwic przychodził Rauno Sappinen, mówiło się, że to nie napastnik z pierwszej łapanki. Liga estońska zrobiła się już dla niego dawno za mała, dlatego przeniósł się do Polski, by dalej się rozwijać. W Gliwicach pokładane były w nim naprawdę duże nadzieje. To miała być kluczowa postać jeszcze wówczas zespołu Waldemara Fornalika.
Rauno Sappinen nie odnalazł się w Piaście
Rzeczywistość go jednak zweryfikowała. Można rzec, że ponownie, bo przecież Estończyk odbijał się już od Belgii, Holandii i Słowenii. Za to w swojej ojczyźnie regularnie kończył sezon z 25 bramkami. Zdajemy sobie sprawę, że to 47. liga w Europie, ale Sappinen ma pojęcie o zdobywaniu bramek. Zdobył również dziesięć goli dla swojej reprezentacji. Gliwice go zablokowały.
Waldemar Fornalik nie mógł mu znaleźć miejsca. Na grę jako napastnik nie miał co liczyć. Kamil Wilczek mimo już pokaźnego wieku był pierwszą opcją dla Fornalika. Jeśli Estończyk łapał minuty, to na skrzydle. W Gliwicach mieli do niego pretensje, że się nie sprawdza, ale trzeba wziąć pod uwagę, że nie grał na swojej pozycji. Był rzucany tam, gdzie akurat kogoś brakowało. W ten sposób liczono, że gdzieś się odbuduje. Trochę naiwne. Drugą sprawą jest to, że „Piastunki” ostatniej rundy nie mogą zaliczyć do udanych, a Sappinen nie był jedynym, któremu nie szło. Trudno odpalić w takich warunkach.
Tym sposobem Rauno Sappinen przez rok zdobył tylko jedną bramkę. Przez 920 minut w koszulce Piasta tylko raz udało mu się pokonać bramkarza. Ewidentnie w tej relacji coś nie zagrało jak pomiędzy Cancelo i Pepem Guardiolą. Jeśli taki golleador oddaje tylko sześć strzałów w całej rundzie, to coś tam było nie tak. Jakby w Gliwicach zabrano mu wszystkie atuty. Wszyscy wiedzieli, że jest szybki, to wepchnęli go na skrzydło, a to jest raczej piłkarz świetnie odnajdujący się w polu karnym, a przy okazji umiejący zrobić różnicę szybkością.












