W ostatnich sezonach Everton był typowym angielskim średniakiem – miał dobry sezon, potem dwa złe i potem znowu dobry… Klub bez cienia stabilizacji, grający wielkie mecze z potęgami i słabe z drużynami z dołu tabeli. Jednak w minionym sezonie w Evertonie trochę się zmieniło. Spójrzmy, jak rozwija się drużyna prowadzona przez Ronalda Koemana.
Holender, podobnie jak Mauricio Pochettino, na Wyspach debiutował w drużynie Southampton. Co jeszcze łączy te dwie postaci? Ciekawy styl gry i plan budowania klubu. Koeman wprowadza w Evertonie swój sposób trenowania i swoje transfery.
Letnie okienko transferowe przyniosło kilka ładnych wzmocnień, ale żeby nie było aż tak różowo – klub również poważnie się osłabił.
Zacięta walka o europejskie puchary
W sezonach 2014/2015 oraz 2015/2016 Everton nie grał dobrze. Wszyscy mieli wobec niego duże oczekiwania, mówiło się nawet o walce o pierwszą czwórkę. Realia okazały się jednak nieco bardziej brutalne. Dwa sezony z rzędu klub z Liverpoolu grał słabo, nie potrafił utrzymać równej i wysokiej formy, co miało to wymierne efekty. Dwa razy jedenaste miejsce i brak nawet myśli o europejskich pucharach. Wszystko to doprowadziło do zwolnienia menedżera Roberto Martineza i przejęcia klubu przez Ronalda Koemana.
– Everton jest klubem z wielką historią i ogromnymi ambicjami. Jestem dumny, że mogę być częścią zespołu, który mierzy tak wysoko. Zwłaszcza że wspierają nas prezes, Bill Kenwright, i Farhad Moshiri.Ronald Koeman
Holender przejął klub po dwuletnim okresie pracy w Southampton FC. Co ciekawe, był to bardzo zaskakujący transfer szkoleniowca, ponieważ Koeman miał w klubie z St. Mary Stadium bardzo mocną pozycję i jeszcze rok kontraktu, który byłby na pewno przedłużony na kolejne lata, bowiem w klubie „Świętych” został okrzyknięty cudotwórcą. Zajął z nim 6. i 7. miejsce w lidze, co było najlepszym wynikiem w całej historii klubu. Jednak były trener m.in Valencii czy Feyenoordu postanowił skorzystać z oferty Evertonu i 7 czerwca 2016 roku został oficjalnie zaprezentowany na Goodison Park.
Koemanowi w Evertonie obiecano aż 100 milionów na transfery, a sam Holender próżnować nie zamierzał i tym samym na stadionie jego nowego klubu zameldowali się: Yannick Bolasie z Crystal Palace, Morgan Schneiderlin z Manchesteru United, Ashley Williams ze Swansea czy Idrissa Gueye z Aston Villi. Transfery bardzo dobre, które w połączeniu z grającymi już w Evertonie zawodnikami mogły przynieść mocne wyniki. I przyniosły.
Sezon 2016/2017 już przed rozpoczęciem nazywany był rozgrywkami, które miały obudzić „The Toffies”. I faktycznie tak się stało, Koeman odmienił znacznie grę Evertonu i jego zespół włączył się do walki o pierwszą czwórkę. Początek sezonu mieli bardzo dobry, po szóstej kolejce Everton miał tyle samo punktów co trzeci w tabeli Arsenal i można było wierzyć, że walka o pierwszą czwórkę wydaje się realna. Ekipa z Goodison Park utrzymywała niewielką stratę do czwartego miejsca w lidze. Jednak ostatecznie nie udało się, Everton został wyprzedzony przez Arsenal i Manchester United i zajął siódme miejsce w Premier League. Mogłoby się wydawać, że jest to jego wielka porażka, ale nic bardziej mylnego. Po dwóch sezonach wielkich rozczarowań w końcu miejsce premiujące awansem do eliminacji Ligi Europy. Zatem walka o TOP4 przegrana, ale powrót do Europy jest – plan minimum w pełni wykonany.











