W Lubinie Zagłębie podzieliło się punktami z Ruchem Chorzów, remisując 1:1. Prowadzenie gościom w 36. minucie dał Zieńczuk, ale wynik spotkania w 55. minucie ustalił Hanzel. Taki rezultat nie może cieszyć żadnej strony.

Gospodarze już na początku mogli, a nawet powinni wyjść na prowadzenie. W 2. minucie błąd obrońcy Ruchu wykorzystał Sernas, który przejął futbolówkę i był w doskonałej sytuacji do strzału. Litwin zbyt długo zwlekał z oddaniem uderzenia i ostatecznie piłka po rykoszecie minęła bramkę gości. W przekroju pierwszego kwadransa chorzowianie wyglądali na lepiej zorganizowanych. Podopieczni Fornalika dłużej utrzymywali się przy piłce i cierpliwie konstruowali swoje ataki. Tymczasem w 7. minucie w ogromnym zamieszaniu po rzucie rożnym gospodarzy najlepiej w polu karnym odnalazł się Banaś, który strzelał z bliskiej odległości, ale Stawarczyk wybił piłkę niemal z linii bramkowej. Stałe fragmenty w wykonaniu lubinian sprawiały mnóstwo zagrożenia dla gości i praktycznie każda taka sytuacja zwiastowała bramkę dla Zagłębia.
Z biegiem czasu spotkanie się wyrównało, a więcej niż płynnej i dobrej gry było chaosu w środku pola. Nieźle spisywały się formacje defensywne obu ekip, toteż sytuacji podbramkowych mieliśmy jak na lekarstwo. W konsekwencji widowisko stało na bardzo niskim poziomie. Ruch nie przejawiał większej inicjatywy w poczynaniach ofensywnych, natomiast ataki gospodarzy zazwyczaj kończyły się przed polem karnym rywala. Tym większym zaskoczeniem był gol dla Ruchu w 35. minucie po świetnie przeprowadzonym kontrataku. Lewą stroną popędził Janoszka, który popisał się dobrym dośrodkowaniem, a skutecznym wykończeniem akcji zaimponował Marek Zieńczuk. Bramka ta sprawiła, że Ruch stopniowo zaczął przejmować inicjatywę, ale na więcej zabrakło czasu. Do przerwy goście schodzili z jednobramkowym prowadzeniem.

Na drugą część spotkania gospodarze wyszli wyraźnie zmobilizowani. Lubinianie nawet na krok nie odstępowali przeciwnika i starali się szybko strzelić bramkę. Swego celu w końcu dopięli. W 55. minucie do piłki wybitej przez Stawarczyka dopadł Hanzel, który mocnym strzałem doprowadził do wyrównania. Fatalnie w tej sytuacji zachował się Peskovic, który przepuścił futbolówkę między rękoma. W odpowiedzi chwilę później sprzed pola karnego uderzał Piech, ale bardzo niecelnie. Podrażnieni takim obrotem spraw chorzowianie naciskali rywala, atakując go na własnej połowie, ale podopieczni Hapala skutecznie oddalali zagrożenie. W 68. minucie znów bardzo ładnie pokazał się Piech, który pomknął lewą stroną, wpadł w pole karne, ale jego mocny strzał instynktownie wybronił Ptak.











