Za nami 15. kolejka rozgrywek ekstraklasy, tak więc runda jesienna już minęła. Tym razem w większości nasza jedenastka stworzona jest tylko z Polaków, którzy spóźnili się ze swoją dobrą dyspozycją o tydzień. Adam Nawałka wysłał już krajowe powołania, więc i tak nic z tego nie będzie. Fakt jednak, że w miniony weekend południe ekstraklasy górowało nad północą.
A oto nasze zestawienie:
Bramkarz:
Radosław Janukiewicz (Pogoń Szczecin) – ciągle on. Ale trudno się dziwić, patrząc na to, jak jest dysponowany. Po serii wpadek na początku sezonu teraz doszedł do formy z poprzedniego sezonu. Praktycznie w pojedynkę zatrzymał Legię, popisując się kapitalnymi interwencjami. Aż mistrzom Polski zaczęły puszczać nerwy (Jodłowiec).
Obrońcy:
Arkadiusz Głowacki (Wisła Kraków) – mecz na szczycie jest dość trudny do oceny, ale zdecydowanie było widać, kto jest w gazie. „Głowa” praktycznie się nie starzeje. Kapitalnie dyryguje cały blokiem defensywnym, a w razie potrzeby sam interweniuje. Prawdziwy skarb w talii Franciszka Smudy.
Piotr Celeban (Śląsk Wrocław) – był chyba jeszcze lepszy od swojego rywala. Dlaczego? Poszczególni defensorzy Wisły grali ciut pewniej od „Wojskowych”, więc Celeban miał większe pole popisu. I wykorzystał to znakomicie. Chyba wraca do swojej formy. Jeżeli utrzyma taką dyspozycję, wiosną pewnie znów będzie etatowym reprezentantem.
Kamil Sylwestrzak (Korona Kielce) – bardzo pewny punkt kieleckiej ekipy. W meczu z Lechią wygrał przebitkę i kapitalnie dośrodkował na głowę Jovanovicia, a później praktycznie bezbłędnie spisywał się na swojej pozycji. W ostatnim czasie jeden z niewielu równo grających graczy Korony.
Martin Konczowski (Ruch Chorzów) – po fatalnym błędzie przy pierwszej bramce dla Jagiellonii trudno byłoby kogokolwiek z podopiecznych Waldemara Fornalika typować do jedenastki. Później jednak boczny obrońca zaczął się rehabilitować i najpierw wywalczył karnego, a następnie wypracował czwartą bramkę.
Pomocnicy:
Rafał Murawski (Pogoń Szczecin) – wydawało się, że po odejściu z Lecha zwyczajnie się już postarzał. Ale to nie działa w jego przypadku. On może być słabszy fizycznie, „większy” czy wolniejszy, ale swoim doświadczeniem daje strasznie dużo. Dyrygował środkiem pola, a przede wszystkim strzelił bramkę. Zresztą jego pierwszy taki gol, zdobyty głową. Nawet w tej akcji widać było jego mądrość. Zamiast kotłować się razem z innymi, uciekł na zewnątrz i świetnie zamknął akcję.
Bartosz Iwan (Górnik Zabrze) – po kontuzji zaczyna dochodzić do siebie. Wrócił i od razu działa tak jak w poprzednim sezonie. Jest tam, gdzie trzeba. Wyprowadził Górnika na prowadzenie w meczu z Zawiszą, strzelając tak jak zwykle. Głową wykończył dośrodkowanie Madeja. Czego chcieć od niego więcej?
Łukasz Madej (Górnik Zabrze) – znowu wypracował trzy punkty swojej ekipie. Zdecydowanie najjaśniejszy punkt zabrzan w tym sezonie. Przeciwko Zawiszy szalał jak zwykle na skrzydle, ale do jego oceny wystarczy tylko jedna statystyka. Asysty przy obydwu bramkach.











