Sporting Lizbona zwyciężył w czterodniowym towarzyskim turnieju piłkarskim Barclays New York Challenge rozegranym na Red Bulls Arena w Harrison. Gospodarze – już z Thierry Henrym w składzie – spisali się nieźle, zajmując trzecią lokatę. Oba zespoły przedzieliły ekipy z Premiership: Tottenham Londyn oraz Manchester City.

Korespondencja z USA
Rozgrywany od czwartku turniej zgromadził na trybunach łącznie niemal 80 tys. widzów. Większość z nich przyszła zobaczyć w akcji najnowszą gwiazdę zespołu z Nowego Jorku, pozyskanego z Barcelony Francuza, Thierry’ego Henry’ego. 32-letni gracz nie zawiódł i już w 25. minucie meczu otwarcia z Tottenhamem wpisał się na listę strzelców, po ładnej akcji Estończyka, Lindpere. W drugiej połowie były gracz Arsenalu już nie wystąpił i „Koguty” zdołały przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, po trafieniach legendy irlandzkiego futbolu, Robbiego Keane’a (62. minuta) oraz młodego Walijczyka, Garetha Bale’a (72. minuta), po koszmarnym nieporozumieniu pomiędzy rezerwowymi: obrońcą i bramkarzem „Czerwonych Byków”.

W piątek, w drugim spotkaniu pierwszej kolejki, zmierzyły się ekipy Sportingu Lizbona i Manchesteru City. Czwarta drużyna ostatniego sezonu w Liga Zon Sagres dosyć łatwo poradziła sobie z występującymi w mocno rezerwowym (m.in. bez Adebayora, Teveza i Davida Silvy) składzie „The Citizens”. Bohaterem zawodów był 24-letni Yannick dos Santos Djalo, który zdobył obie bramki. Pierwsze trafienie zanotował w 23. minucie po centrze Czarnogórca Vukcevicia i celnym strzale głową. Drugiego gola uzyskał w 39. minucie, wykorzystując sytuację sam na sam z Hartem, poprzedzoną świetnym podaniem Carlosa Saleiro.

Niedzielny dwumecz rozpoczął się więc od starcia drużyn z kompletem punktów, co oznaczało, że zwycięzca tej konfrontacji odjedzie do domu z Pucharem Barclays NY Challenge. Lepiej zaczęli londyńczycy, którzy w 24. minucie wyszli na prowadzenie, po strzale niezawodnego Keane’a. Minutę później piękną główką wyrównał reprezentant Chile, Matias Fernandez, a tuż po przerwie drugiego gola dla Sportingu strzelił kolejny Chilijczyk, Jaime Valdes. Podopieczni Harry’ego Redknappa grali jednak do końca i w 70. minucie zdobyli wyrównującego gola. Jego autorem był zaledwie 19-letni Jonathan Obika, którzy wykorzystał sytuację sam na sam z Rui Patricio po pięknym prostopadłym podaniu Keane’a. Wynik 2:2 sprawił, że trofeum przypadło w udziale ekipie z lepszym stosunkiem bramek, czyli grającym pod wodzą nowego trenera, Paulo Sergio, piłkarzom z Lizbony.













