Wielkimi krokami zbliża się 22. kolejka rundy wiosennej w naszej Ekstraklasie. Jak co tydzień czekają nas wielkie mecze, w których z pewnością nie zabraknie sportowych emocji. W nadchodzącej serii spotkań na pierwszy plan wysuwa się potyczka w Poznaniu pomiędzy Lechem i Legią, ale także na innych stadionach powinniśmy spodziewać się ciekawych zwrotów akcji.
Ligowi sąsiedzi przeciwko sobie
Piątkową serię spotkań otworzy pojedynek zespołów, które w dalszym ciągu depczą po piętach ligowym potentatom: Wiśle, Jagiellonii oraz Legii. Do Zabrza zawita bowiem drużyna Lechii Gdańsk, która od ostatnich trzech spotkań nie imponuje zbytnio formą, czego efektem jest tylko jeden wywalczony punkt. Z kolei Górnik po porażce w Wielkich Derbach Śląska powoli dochodzi do siebie i konsekwentnie gromadzi oczka i osiąga dobre wyniki. Przy Roosevelta zagrają piąta z czwartą drużyną, więc zarówno jedni jak i drudzy cały czas mają szanse nawet na wicemistrzostwo Polski. Jednego możemy być pewni – zwycięzca tych zawodów znacznie zwiększy swoje szanse na zajęcie końcowej, wysokiej lokaty w naszej lidze. Warto dodać, iż w Gdańsku podopieczni Tomasza Kafarskiego rozbili przeciwników aż 5:1.
Ciekawie w Krakowie
W Zabrzu Lechia będzie chciała powtórzyć wynik z jesieni (fot. Damian Lizak / Cracovia.pl)
Równolegle ze spotkaniem w Zabrzu na murawę w Krakowie wybiegną wiślacy, by skonfrontować siły z PGE GKS-em Bełchatów. Na papierze faworytem są podopieczni Maaskanta i możemy być pewni, że przed własną publicznością będą chcieli zmazać plamę za ostatnie niepowodzenie, jakie miało miejsce w Kielcach. Lider zagra co prawda u siebie, ale jak wielokrotnie się przekonywaliśmy, nie zawsze w futbolu zwycięża silniejszy. Podopieczni Macieja Bartoszka nie najlepiej radzą sobie na wyjazdach, a najdobitniej o tym świadczy fakt, iż na dziesięć meczów rozegranych na obcym terenie zaledwie raz udało im się wygrać, a także trzykrotnie podzielić punktami. Wielkim problemem trenera „Białej Gwiazdy” może okazać się brak pauzujących za kartki Sobolewskiego i Małeckiego. Gościom sprawienie niespodzianki mają ułatwić Łukasz Sapela oraz Dawid Nowak, dla których będą to szczególne setne jubileuszowe zawody, pod warunkiem, że pojawią się na murawie.
Hit w Poznaniu
Najciekawszym wydarzeniem tej kolejki bez wątpienia będzie klasyk z udziałem Lecha i Legii. Stawka meczu jest spora, gdyż obie ekipy do sobotniej rywalizacji przystąpią z nożem na gardle. Na razie zarówno „Kolejorz” jak i „Wojskowi” nie prezentują formy, na jaką wspomniane zespoły stać i solidarnie gubią punkty. Starcie to pokaże, dla którego ze szkoleniowców ten sezon będzie całkowicie przegrany. Porażka w tym spotkaniu zarówno dla Jose Marii Bakero jak i Macieja Skorży prawdopodobnie będzie oznaczała pożegnanie z posadą na ławce trenerskiej, także z tego powodu wśród zawodników powinny być ogromna motywacja i chęć wygranej. Przy Bułgarskiej piłkarze na pewno będą mogli liczyć na kibiców, którzy postarają się zapełnić obiekt do ostatniego miejsca i stworzyć wspaniałą atmosferę, do której nie raz nas przyzwyczaili. Media już spekulują o rekordzie frekwencji widzów w obecnym sezonie piłkarskiej Ekstraklasy, która ma paść podczas 22. kolejki.
W obecnej chwili Lech zajmuje miejsce w samym środku w ligowej tabeli, tracąc do lidera dwanaście oczek. Dla odmiany Legia okupuje trzecią lokatę, ale tylko o trzy punkty wyprzedza podopiecznych Bakero, tak więc gospodarze w przypadku wygranej mogą awansować nawet o kilka miejsc. W Warszawie 2:1 wygrali legioniści i teraz wobec ostatnich niepowodzeń również liczą na korzystny wynik. Do kolejnej potyczki pomiędzy nimi może dojść również w finale Pucharu Polski, jeśli wyeliminują swoich przeciwników – Podbeskidzie i Lechię. Przeciwko Legii nie wystąpią pauzujący za kartki Marcin Kikut, Hubert Wołąkiewicz oraz Semir Stilić.
Historia wcześniejszych spotkań rozgrywanych w samej Wielkopolsce przemawia za gospodarzami. Dotychczas na głównej płycie w Poznaniu mierzono się 47 razy. Wszelkie statystyki pokazują, że 20-krotnie wygrali poznaniacy, 14-krotnie padł remis, a 13 potyczek należało do gości z Warszawy. Bilans bramkowy wyniósł (57:57).
Na innych arenach
Sobotnie zmagania rozpoczną się od pojedynku dwóch Polonii. Gospodarze z Bytomia są na 14. pozycji z przewagą tylko trzech i czterech punktów nad strefą spadkową. Rywal z Warszawy przebudził się ostatnio po zmianie trenera i odniósł bardzo ważne zwycięstwa w Kielcach z Koroną i przy Konwiktorskiej z wciąż aktualnym jeszcze mistrzem, Lechem. Jesienny mecz w stolicy zakończył się remisowym wynikiem 2:2. Faworytem wydają się „Czarne koszule”, choć to bytomianom bardziej powinno zależeć na dopisaniu do swojego dorobku kolejnych oczek.
Czy zespół Jagiellonii kryzys ma już za sobą? (fot. Maciej Gilewski / jagiellonia.pl)
W Łodzi dojdzie do konfrontacji drużyn, które nadal walczą o utrzymanie. Wiosną lepiej spisuje się chorzowski Ruch, który zdołał uzbierać dziesięć oczek, a Widzew o dwa mniej. Obie ekipy muszą uważać, bo mają niewielką przewagę nad strefą spadkową, ale też do trzeciej Legii tracą klika punktów. Przeciwko „Czerwono-biało-czerwonym” po raz pierwszy w obecnym sezonie trener, Waldemar Fornalik, będzie miał do dyspozycji niemal całą kadrę i jedynie Grzegorz Bronowicki znajdzie się poza osiemnastką meczową, gdyż przechodzi rehabilitację po odniesionej kontuzji. Łodzianie na swoim stadionie w 2011 roku jeszcze nie przegrali i tę passę chcą podtrzymać jak najdłużej. Na jesieni padł remis 1:1, a jak będzie teraz, zobaczymy po ostatnim gwizdku sędziego.
Zrewanżować się za porażkę u siebie będzie chciało Zagłębie Lubin, które 26 września ubiegłego roku przegrało w Białymstoku 0:2. Wówczas gole strzelane przez Kamila Grosickiego i Tomasza Kupisza dobiły nieźle grający wtedy zespół „Miedziowych”. Jan Urban przejął niedawno stery w Zagłębiu i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki piłkarze zaczęli grać dużo lepiej. Dwie wygrane oraz dwa remisy w czterech ostatnich meczach pod wodzą nowego trenera mówią wszystko. Pierwsza wiosenna wygrana „Jagi” nad Arką dodała trochę wiary białostoczanom we własne możliwości i pokazała, że walka o „Majstra” jest w dalszym ciągu możliwa. Jeśli gospodarzom uda się powtórzyć chociażby ostatni występ przy Łazienkowskiej, Jagiellonia będzie musiała się sporo napracować, aby wygrać.
Arka wyprzedza Cracovię w tabeli, ale faworytem meczu czuć się nie może. Wszystko, dlatego, że „Pasy” w rundzie rewanżowej odprawiły z kwitkiem takie firmy jak: Lech, Korona czy Lechia, nie tracąc przy tym ani jednej bramki. Tyle iż miało to miejsce na własnym podwórku, a do najbliższej konfrontacji dojdzie w Gdyni. W niedzielne popołudnie na trybunach zasiądą obok siebie zaprzyjaźnione grupy kibiców obydwu zespołów, lecz na murawie o żadnej sympatii nie będzie z pewnością mowy. Dla krakowian nadarza się szansa na opuszczenie ostatniej pozycji, którą zajmują niemal od początku sezonu. Przegrany w tym spotkaniu znacznie przybliży się do degradacji na niższy szczebel rozgrywek.
Wrocławska rewelacja drugiej części rozgrywek na zakończenie tej serii podejmie przy Oporowskiej najsłabiej spisującą się wiosną Koronę. Teoretycznie podopieczni Oresta Lenczyka są faworytem, jednak kielczanie to ostatni klub, który wygrał w tym sezonie ze Śląskiem, więc historia może zatoczyć koło. Ponadto trener „Złocisto-krwistych” musi się mieć cały czas na baczności, gdyż kolejne niepowodzenia mogą się dla niego zakończyć utratą pracy. Jak bardzo spłaszczona jest tabela w naszej lidze, potwierdza fakt, iż solidarnie gromadząca w ostatnim czasie punkty drużyna z Wrocławia ma tylko dwa więcej, niż totalnie zawodzący zespół z Kielc. Zawodnicy Marcina Sasala nie są więc z góry skazani na pożarcie, tym bardziej, iż w ostatni weekend skutecznie stawili czoła krakowskiej Wiśle.
Nie poddawaj się moja kochana.NIE PODDAWAJ SIĘ
LEGIO WARSZAWA!
Dodaj komentarz
Wielkimi krokami zbliża się 22. kolejka rundy wiosennej w naszej Ekstraklasie. Jak co tydzień czekają nas wielkie mecze, w których z pewnością nie zabraknie sportowych emocji. W nadchodzącej serii spotkań na pierwszy plan wysuwa się potyczka w Poznaniu pomiędzy Lechem i Legią, ale także na innych stadionach powinniśmy spodziewać się ciekawych zwrotów akcji.
Ligowi sąsiedzi przeciwko sobie
Piątkową serię spotkań otworzy pojedynek zespołów, które w dalszym ciągu depczą po piętach ligowym potentatom: Wiśle, Jagiellonii oraz Legii. Do Zabrza zawita bowiem drużyna Lechii Gdańsk, która od ostatnich trzech spotkań nie imponuje zbytnio formą, czego efektem jest tylko jeden wywalczony punkt. Z kolei Górnik po porażce w Wielkich Derbach Śląska powoli dochodzi do siebie i konsekwentnie gromadzi oczka i osiąga dobre wyniki. Przy Roosevelta zagrają piąta z czwartą drużyną, więc zarówno jedni jak i drudzy cały czas mają szanse nawet na wicemistrzostwo Polski. Jednego możemy być pewni – zwycięzca tych zawodów znacznie zwiększy swoje szanse na zajęcie końcowej, wysokiej lokaty w naszej lidze. Warto dodać, iż w Gdańsku podopieczni Tomasza Kafarskiego rozbili przeciwników aż 5:1.
Ciekawie w Krakowie
W Zabrzu Lechia będzie chciała powtórzyć wynik z jesieni (fot. Damian Lizak / Cracovia.pl)
Równolegle ze spotkaniem w Zabrzu na murawę w Krakowie wybiegną wiślacy, by skonfrontować siły z PGE GKS-em Bełchatów. Na papierze faworytem są podopieczni Maaskanta i możemy być pewni, że przed własną publicznością będą chcieli zmazać plamę za ostatnie niepowodzenie, jakie miało miejsce w Kielcach. Lider zagra co prawda u siebie, ale jak wielokrotnie się przekonywaliśmy, nie zawsze w futbolu zwycięża silniejszy. Podopieczni Macieja Bartoszka nie najlepiej radzą sobie na wyjazdach, a najdobitniej o tym świadczy fakt, iż na dziesięć meczów rozegranych na obcym terenie zaledwie raz udało im się wygrać, a także trzykrotnie podzielić punktami. Wielkim problemem trenera „Białej Gwiazdy” może okazać się brak pauzujących za kartki Sobolewskiego i Małeckiego. Gościom sprawienie niespodzianki mają ułatwić Łukasz Sapela oraz Dawid Nowak, dla których będą to szczególne setne jubileuszowe zawody, pod warunkiem, że pojawią się na murawie.
Hit w Poznaniu
Najciekawszym wydarzeniem tej kolejki bez wątpienia będzie klasyk z udziałem Lecha i Legii. Stawka meczu jest spora, gdyż obie ekipy do sobotniej rywalizacji przystąpią z nożem na gardle. Na razie zarówno „Kolejorz” jak i „Wojskowi” nie prezentują formy, na jaką wspomniane zespoły stać i solidarnie gubią punkty. Starcie to pokaże, dla którego ze szkoleniowców ten sezon będzie całkowicie przegrany. Porażka w tym spotkaniu zarówno dla Jose Marii Bakero jak i Macieja Skorży prawdopodobnie będzie oznaczała pożegnanie z posadą na ławce trenerskiej, także z tego powodu wśród zawodników powinny być ogromna motywacja i chęć wygranej. Przy Bułgarskiej piłkarze na pewno będą mogli liczyć na kibiców, którzy postarają się zapełnić obiekt do ostatniego miejsca i stworzyć wspaniałą atmosferę, do której nie raz nas przyzwyczaili. Media już spekulują o rekordzie frekwencji widzów w obecnym sezonie piłkarskiej Ekstraklasy, która ma paść podczas 22. kolejki.
W obecnej chwili Lech zajmuje miejsce w samym środku w ligowej tabeli, tracąc do lidera dwanaście oczek. Dla odmiany Legia okupuje trzecią lokatę, ale tylko o trzy punkty wyprzedza podopiecznych Bakero, tak więc gospodarze w przypadku wygranej mogą awansować nawet o kilka miejsc. W Warszawie 2:1 wygrali legioniści i teraz wobec ostatnich niepowodzeń również liczą na korzystny wynik. Do kolejnej potyczki pomiędzy nimi może dojść również w finale Pucharu Polski, jeśli wyeliminują swoich przeciwników – Podbeskidzie i Lechię. Przeciwko Legii nie wystąpią pauzujący za kartki Marcin Kikut, Hubert Wołąkiewicz oraz Semir Stilić.
Historia wcześniejszych spotkań rozgrywanych w samej Wielkopolsce przemawia za gospodarzami. Dotychczas na głównej płycie w Poznaniu mierzono się 47 razy. Wszelkie statystyki pokazują, że 20-krotnie wygrali poznaniacy, 14-krotnie padł remis, a 13 potyczek należało do gości z Warszawy. Bilans bramkowy wyniósł (57:57).
Na innych arenach
Sobotnie zmagania rozpoczną się od pojedynku dwóch Polonii. Gospodarze z Bytomia są na 14. pozycji z przewagą tylko trzech i czterech punktów nad strefą spadkową. Rywal z Warszawy przebudził się ostatnio po zmianie trenera i odniósł bardzo ważne zwycięstwa w Kielcach z Koroną i przy Konwiktorskiej z wciąż aktualnym jeszcze mistrzem, Lechem. Jesienny mecz w stolicy zakończył się remisowym wynikiem 2:2. Faworytem wydają się „Czarne koszule”, choć to bytomianom bardziej powinno zależeć na dopisaniu do swojego dorobku kolejnych oczek.
Czy zespół Jagiellonii kryzys ma już za sobą? (fot. Maciej Gilewski / jagiellonia.pl)
W Łodzi dojdzie do konfrontacji drużyn, które nadal walczą o utrzymanie. Wiosną lepiej spisuje się chorzowski Ruch, który zdołał uzbierać dziesięć oczek, a Widzew o dwa mniej. Obie ekipy muszą uważać, bo mają niewielką przewagę nad strefą spadkową, ale też do trzeciej Legii tracą klika punktów. Przeciwko „Czerwono-biało-czerwonym” po raz pierwszy w obecnym sezonie trener, Waldemar Fornalik, będzie miał do dyspozycji niemal całą kadrę i jedynie Grzegorz Bronowicki znajdzie się poza osiemnastką meczową, gdyż przechodzi rehabilitację po odniesionej kontuzji. Łodzianie na swoim stadionie w 2011 roku jeszcze nie przegrali i tę passę chcą podtrzymać jak najdłużej. Na jesieni padł remis 1:1, a jak będzie teraz, zobaczymy po ostatnim gwizdku sędziego.
Zrewanżować się za porażkę u siebie będzie chciało Zagłębie Lubin, które 26 września ubiegłego roku przegrało w Białymstoku 0:2. Wówczas gole strzelane przez Kamila Grosickiego i Tomasza Kupisza dobiły nieźle grający wtedy zespół „Miedziowych”. Jan Urban przejął niedawno stery w Zagłębiu i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki piłkarze zaczęli grać dużo lepiej. Dwie wygrane oraz dwa remisy w czterech ostatnich meczach pod wodzą nowego trenera mówią wszystko. Pierwsza wiosenna wygrana „Jagi” nad Arką dodała trochę wiary białostoczanom we własne możliwości i pokazała, że walka o „Majstra” jest w dalszym ciągu możliwa. Jeśli gospodarzom uda się powtórzyć chociażby ostatni występ przy Łazienkowskiej, Jagiellonia będzie musiała się sporo napracować, aby wygrać.
Arka wyprzedza Cracovię w tabeli, ale faworytem meczu czuć się nie może. Wszystko, dlatego, że „Pasy” w rundzie rewanżowej odprawiły z kwitkiem takie firmy jak: Lech, Korona czy Lechia, nie tracąc przy tym ani jednej bramki. Tyle iż miało to miejsce na własnym podwórku, a do najbliższej konfrontacji dojdzie w Gdyni. W niedzielne popołudnie na trybunach zasiądą obok siebie zaprzyjaźnione grupy kibiców obydwu zespołów, lecz na murawie o żadnej sympatii nie będzie z pewnością mowy. Dla krakowian nadarza się szansa na opuszczenie ostatniej pozycji, którą zajmują niemal od początku sezonu. Przegrany w tym spotkaniu znacznie przybliży się do degradacji na niższy szczebel rozgrywek.
Wrocławska rewelacja drugiej części rozgrywek na zakończenie tej serii podejmie przy Oporowskiej najsłabiej spisującą się wiosną Koronę. Teoretycznie podopieczni Oresta Lenczyka są faworytem, jednak kielczanie to ostatni klub, który wygrał w tym sezonie ze Śląskiem, więc historia może zatoczyć koło. Ponadto trener „Złocisto-krwistych” musi się mieć cały czas na baczności, gdyż kolejne niepowodzenia mogą się dla niego zakończyć utratą pracy. Jak bardzo spłaszczona jest tabela w naszej lidze, potwierdza fakt, iż solidarnie gromadząca w ostatnim czasie punkty drużyna z Wrocławia ma tylko dwa więcej, niż totalnie zawodzący zespół z Kielc. Zawodnicy Marcina Sasala nie są więc z góry skazani na pożarcie, tym bardziej, iż w ostatni weekend skutecznie stawili czoła krakowskiej Wiśle.