Kiedy myślimy o zawodnikach starej daty wciąż piłkarsko aktywnych w Serie A, posiadających włoski paszport i już ze swoim dorobkiem wpisanych na karty włoskiego futbolu, przychodzi nam do głowy z miejsca kilka nazwisk. Andrea Pirlo czy Francesco Totti to jedne z nich. Sympatycy piłki spod znaku calcio z pewnością dodadzą do tego doborowego towarzystwa jeszcze jedno.
Antonio Di Natale, bo o nim tutaj mowa, w maju zeszłego roku z dorobkiem 191 goli został sklasyfikowany jako siódmy strzelec wszech czasów w historii rozgrywek Serie A. Tak imponujący wynik mógł zadowolić napastnika, który jeszcze niedawno zapowiadał zakończenie kariery piłkarskiej.
Blady strach padł ówcześnie na kibiców Udinese Calcio, dla których piłkarz jest żywą legendą. Decyzja była o tyle niezrozumiała, że piłkarz wciąż znajduje się w dobrej dyspozycji strzeleckiej, a jego rola jako kapitana drużyny wydaje się niezachwiana. Serca sympatyków czarno-białych pasów uspokoił sam Di Natale, kiedy to zdecydował się na kontynuowanie piłkarskiej kariery.
– Futbol wciąż sprawia mi radość i wielka szkoda, że sezon kończy się właśnie teraz, kiedy jestem w dobrej formie. Co będzie dalej? Zobaczymy, skłaniam się ku kontynuowaniu kariery – mówił w tamtym czasie Di Natale, podejmując ostatecznie decyzję o niezawieszaniu jeszcze butów na kołek.
Powodem, który miał w tym wypadku znaczenie szczególne, były ambicje zawodnika. Popularny w Udine „Toto” zapowiedział chęć strzelenia bramki o numerze 200 swojego autorstwa.
Przy tak dobrze dysponowanym strzelcu wydawało się to tylko kwestią czasu. Stało się tak w październiku 2014 roku. Zawodnik, który rozegrał już ponad 400 występów w rodzimej lidze, spełnił swoje marzenia, zdobywając upragnioną bramkę. To skłoniło go ponownie do refleksji nad zakończeniem futbolowej kariery.
– Chciałbym podziękować tym, z którymi pracowałem przez te wszystkie lata. Mam jeszcze ponad pół roku, by raz jeszcze przemyśleć swoją decyzję. Niewykluczone, że ponownie zmienię zdanie i pogram jeszcze rok – dodał Włoch.
Do Silvio Pioliego, absolutnego rekordzisty w historii tych rozgrywek, który z 274 bramkami na koncie prowadzi w klasyfikacji strzelców wszech czasów Serie A, jeszcze daleko. Temu po piętach depcze wyżej wspomniany Francesco Totti (226 trafień). Jednak już Roberto Baggio (205 goli) powinien czuć respekt nad nadal grającym w lidze piłkarzem.
Najlepsze lata piłkarza, który w wieku 25 lat debiutował w Serie A, to okres 2009-2011. Najpierw przyszedł sezon 2009/2010, w którym reprezentujący „Zebry” piłkarz z 29 bramkami w 35 meczach zdobył tytuł króla strzelców w swojej lidze. Kontynuacją szczęśliwego okresu był sezon kolejny, który z 28 trafieniami na koncie w 36 spotkaniach kapitan Udinese także uwieńczył koroną króla na głowie. Dzięki temu w klasyfikacji królów strzelców według przynależności klubowej Udinese z czterema piłkarzami na koncie znalazło się na 9. lokacie (pierwszy był Bierhoff w 1998, a ostatni Di Natale w 2011 roku). Ponadto w 2010 roku został on wybrany na piłkarza roku Serie A, wyprzedzając takich graczy jak Zlatan Ibrahimović.











