Przed 29. kolejką Spartak Moskwa wciąż miał szansę na mistrzostwo Rosji. Musiał jednak pokonać CSKA i liczyć na to, że Rubin straci punkty w starciu z Zenitem. Drugi warunek został spełniony. Do szczęścia zabrakło tylko trzech punktów z lokalnym rywalem.
Derby Moskwy pomiędzy Spartakiem i CSKA zawsze przyciągają na stadiony tłumy fanów, spragnionych widowisk piłkarskich na wysokim poziomie. Sobotni mecz był ważny również dlatego, że w przypadku straty punktów gospodarze definitywnie mogli pożegnać się ze zdobyciem tytułu mistrzowskiego.

Obie ekipy przystąpiły do dzisiejszego spotkania poważnie osłabione. Walery Karpin nie mógł skorzystać z usług Iwana Sajenko, Stipe Pletkiosy i Cristiana Maidany, natomiast jego vis a vis, Leonid Słucki musiał pozostawić w domach Marka Gonzaleza, Guilherme Gusmao i Nikę Pilijewa.
Ponad 60 tysięcy widzów zgromadzonych na stołecznych Łużnikach już w szóstej minucie byli świadkami otwarcia wyniku. Welliton znalazł się w sytuacji sam na sam z Igorem Akinfiejewem i podczas próby minięcia golkipera CSKA został przez niego sfaulowany. Do jedenastki podszedł Alex, strzelec dwóch bramek w pierwszej tegorocznej potyczce między „Miaso”, a „Wojskowymi” i lekkim strzałem w środek bramki nie dał reprezentantowi Rosji szansy na skuteczną interwencję.
Pięć minut później Welliton powinien podwyższyć, ale przegrał pojedynek jeden na jednego z Akinfiejewem. W 21. minucie pierwszą dobrą okazję na zdobycie bramki mieli podopieczni Leonida Słuckiego. Tomas Necid strącił piłkę głową do Milosa Krasicia, ale ten strzelił z jedenastu metrów ponad poprzeczkę bramki strzeżonej przez Sosłana Dżanajewa.300 sekund później golkiper Spartaka miał sporo szczęścia po tym, jak minimalnie obok słupka uderzał Siergiej Ignaszewicz.
Ostatnie minuty pierwszej połowy przyniosły jeszcze więcej emocji. Najpierw dwóch graczy gospodarzy; Ibson i Siergiej Parszywliuk nie potrafili pokonać Akinfiejewa z kilku metrów. Już w doliczonym czasie gry sprawdziło się znane powiedzenie – „Niewykorzystane sytuacje się mszczą”. Krasić popisał się wyśmienitym rajdem po prawym skrzydle, dośrodkował wprost na głowę Ałana Dżagojewa, jego uderzenie zdołał zablokować jeden z defensorów Spartaka, jednak atomowa dobitka z woleja wylądowała w siatce Dżanajewa. Na przerwę obie ekipy schodziły niepocieszone, bowiem remis w tym spotkaniu nie dawał nikomu szczególnych profitów.
Znając rezultat meczu toczonego w tym samym czasie w Kazaniu, gdzie miejscowy Rubin remisował do przerwy bezbramkowo z Zenitem Sankt Petersburg, opiekun „Miaso” rozkazał swoim piłkarzom odważnie postawić na atak w drugiej połowie. Ta decyzja miała jednak fatalne konsekwencje. Już 180 sekund po wznowieniu gry w pole karne gospodarzy przedarł się Krasić, jego dośrodkowanie niefortunnie przeciął obrońca Spartaka, a piłka wylądowała pod nogami Necida, który ze spokojem skierował ją do bramki. W tym momencie szanse zdobycia przez drużynę z Łużnik tytułu mistrzowskiego zmalały do zera.











