Po czterech meczach bez zwycięstwa drużyna Southampton wreszcie schodzi z boiska z tarczą. Na dodatek przełamanie nastąpiło z mistrzem Anglii. Liverpool natomiast łapie zadyszkę i trwoni przewagę w tabeli. Bezbarwnie jak cała drużyna zagrał wracający po dłuższej przerwie Thiago.
Obie ekipy do dzisiejszego spotkania przystępowały w odmiennych nastrojach. Liverpool walczył o samodzielne prowadzenie w lidze. Do tego do wyjściowego składu wreszcie po dłuższej absencji wrócił Thiago Alcantara. Piłkarza obecny sezon nie rozpieszcza. Na przemian kontuzje przeplatały się z koniecznością izolacji od drużyny ze względów pandemicznych.
Powrót jednego, kłopoty kolejnych
Thiago wrócił do gry już w poprzednim spotkaniu z Newcastle. Było to jednak zaledwie 17 końcowych minut. Druga linia „The Reds” wreszcie dostała jeszcze więcej kreatywności, a dla trenera w końcu jakiś pozytyw po niekończącej się serii kontuzji w tym sezonie. Tak Jürgen Klopp komentował powrót podopiecznego na boisko: – Widzieliśmy już w wielu sytuacjach, jak dobrym jest piłkarzem. Teraz musimy obserwować, jak zareaguje po powrocie.
Klopp dodatkowo na skutek kolejnych kontuzji musiał łatać obronę i w jej środku wystąpiło dwóch nominalnych defensywnych pomocników. O ile Fabinho może grać również na tej pozycji, o tyle obecność w tyłach Hendersona była po prostu koniecznością. Trener Liverpoolu tak odniósł się do pytania o wystawienie kapitana na pozycji obrońcy: – Jeśli popełni błąd, będzie to moja wina, jeśli wykona wszystko dobrze, będzie to jego zasługą.
A tak ocenił to nasz redakcyjny kolega Kamil Kędzierski.
Southampton też miało swoje problemy. Po świetnych spotkaniach i lokacie w czołówce ligi przyszła seria czterech spotkań bez zwycięstwa i spadek na 9. miejsce. Zespół nie zdobył również od trzech spotkań gola. Na dodatek pierwszy raz w tym sezonie nie mógł zagrać Che Adams.











