Drugie niedzielne spotkanie 19. kolejki Premier League nie było efektownym widowiskiem, obfitującym w pokaźną liczbę spięć podbramkowych i strzałów. Duża w tym zasługa bardzo dobrze zorganizowanej gry defensywnej obu zespołów. Obie drużyny oddały w całym meczu zaledwie po jednym celnym uderzeniu na bramkę przeciwnika, co wystarczyło jednak do zdobycia gola przez każdą ze stron. Żadnemu z menedżerów nie udało się zatem przechytrzyć doświadczonego rywala mimo wprowadzenia pewnych modyfikacji taktycznych czy personalnych.
Southampton FC (1-4-3-3)
Menedżer Southampton po fatalnej serii czterech kolejnych porażek w Premier League, poniesionych na przełomie listopada i grudnia, postanowił w następnych meczach ligowych zmodyfikować dotychczasowe ustawienie taktyczne (1-4-3-3). Koeman najpierw wypróbował formację 1-4-3-1-2 (domowe zwycięstwo 3:0 nad Evertonem), po czym po raz kolejny przegrupował szyki i ustawił drużynę z trójką nominalnych stoperów (1-5-4-1 i 1-5-3-1-1 w różnych fazach spotkania), co także przyniosło sukces (wyjazdowe zwycięstwo 3:1 nad Crystal Palace). Wielu ekspertów przewidywało zatem, że w niedzielnym starciu z liderem ligi Holender ponownie zdecyduje się na wystawienie pięciu defensorów, zważywszy na klasę rywala. Menedżer „Świętych” postanowił jednak wrócić do starego i wypróbowanego wariantu z czterema obrońcami, trzema środkowymi pomocnikami, dwójką aktywnych skrzydłowych i klasycznym środkowym napastnikiem. W pierwszym kwadransie gry Southampton grało jednak w ustawieniu 1-4-2-3-1, z dwójką środkowych pomocników (Wanyama – Schneiderlin), grającymi przed nimi skrzydłowymi (Tadiciem na lewej stronie i Davisem na prawym skrzydle), fałszywym rozgrywającym na pozycji nr 10 (Mane) oraz najbardziej wysuniętym napastnikiem, Graziano Pelle. W dalszej części meczu Davis wrócił jednak do linii środkowej (na pozycję półprawego środkowego pomocnika), a Mane w teorii miał biegać głównie po prawym skrzydle, skąd często schodził jednak do centralnych sektorów boiska, z rzadka wymieniając się pozycjami z Tadiciem.
Uśredniona pozycja graczy Southampton w meczu z Chelsea
Największym problemem personalnym, z jakim musiał zmierzyć się przed dzisiejszym meczem trener gospodarzy, było uzupełnienie luki na lewej stronie obrony, powstałej pod nieobecność Ryana Bertranda (nie mógł zagrać z powodów proceduralnych – jest wypożyczony z Chelsea). Koeman nie bał się podjąć ryzyka i na spotkanie z liderem Premier League wystawił od pierwszej minuty tegorocznego debiutanta, będącego kolejnym „produktem” znakomicie prosperującej akademii futbolowej The Saints – Matta Targetta. Po drugiej stronie defensywy niespodziewanie biegał od początku spotkania na St. Mary’s reprezentant Japonii Maya Yoshida, który zastąpił niegotowego jeszcze do gry podstawowego prawego obrońcę S’oton, Nathaniela Clyne’a (uraz kolana).
Eksperymentalne zestawienie boków obrony sprawdziło się połowicznie. Młodzieżowy reprezentant Anglii spisał się, jak na mało doświadczonego w Premier League gracza, bardzo poprawnie (trzy skuteczne odbiory piłki na własnej połowie, dwa przechwyty na połowie rywala, prawie 80% skuteczności podań), chociaż w pierwszej połowie ograniczał się niemal wyłącznie do gry defensywnej. W drugiej połowie starał się już pomagać kolegom w konstruowaniu akcji zaczepnych i coraz wyżej atakował piłkarzy Chelsea pressingiem, próbując odbierać piłkę już na połowie rywala.
Gorzej radził sobie natomiast jego bardziej doświadczony kolega z Japonii, który musiał wejść w buty znakomitego w tym sezonie Clyne’a. Dzisiejszy występ Yoshidy nie należał bowiem do udanych – to właśnie z jego strefy boiska drużyna Chelsea stwarzała największe zagrożenie pod bramką Forstera.
Strefy ataku Chelsea Londyn w niedzielnym meczu z Southampton
Świetnie dysponowany (nie tylko dzisiaj) i znakomity technicznie Eden Hazard, ustawiony nominalnie na lewej stronie pomocy, bardzo często nękał swoimi dryblingami bocznego defensora Southampton (Yoshida przegrał wszystkie (!) pojedynki indywidualne z Hazardem we własnym polu karnym, dodatkowo popełnił trzy faule). Szczególnie w pierwszej połowie meczu Yoshida mógł liczyć na wsparcie defensywnych pomocników, a nawet stoperów, którzy wysoko wychodzili do Belga, aby zażegnać niebezpieczeństwo jak najdalej od własnego pola karnego. Kiedy Japończyk pozostał jednak bez wsparcia kolegów (akcja bramkowa na 1:1), w dziecinnie łatwy sposób minął go Hazard i bez większych przeszkód oddał skuteczny strzał na bramkę Forstera.
W drugiej połowie, kiedy do akcji ofensywnych Chelsea zaczął jeszcze aktywniej włączać się Filipe Luis, podwajając w ten sposób zagrożenie na lewej stronie boiska, Koeman zdecydował się na szybką roszadę personalną w bloku obronnym. Po niespełna godzinie gry ściągnął z boiska słabo spisującego się Yoshidę, ukaranego dodatkowo kilka minut wcześniej żółtą kartką, i wprowadził rumuńskiego stopera Gardosa. Od tego momentu blok defensywny Southampton tworzyli: grający przez ostatnie pół godziny na prawej stronie obrony Alderweireld (mający za zadanie wychodzić wysoko do Hazarda i atakować go już na ok. 25. metrze od własnej bramki), stoperzy Fonte (półprawy) i Gardos (półlewy) oraz lewy defensor Targett.
Spośród wymienionej czwórki na najwyższą notę solidnie zapracował sobie Belg, który do klubu z południa Anglii jest jedynie wypożyczony z Atletico Madryt. Alderweireld skutecznie pilnował w pierwszej połowie jednego z najlepszych napastników świata – Diego Costę, nie dając mu dojść do ani jednej klarownej sytuacji strzeleckiej. Aktywną postawę obrońcy „Świętych” w odbiorze piłki (często wychodził za reprezentantem Hiszpanii nawet przed pole karne, a wówczas chwilowo asekurowali go, wchodząc do środka obrony, defensywni pomocnicy – Schneiderlin i Wanyana) potwierdzają również znakomite statystyki: aż dziewięć skutecznych interwencji we własnym polu karnym, trzy skuteczne odbiory piłki oraz zablokowany groźny strzał Williana z drugiej części gry. Obrońca, który przeszedł u Diego Simeone przyśpieszony kurs skutecznej gry defensywnej, może być w najbliższych latach jednym z czołowych stoperów Europy.
U jego boku solidnie prezentował się również kapitan gospodarzy – Jose Fonte. Starał się on często wysoko odbierać piłkę, ale nie zawsze robił to w sposób równie skuteczny co Alderwiereld. Przy akcji bramkowej dla Chelsea to właśnie Portugalczyk przegrał walkę o piłkę w okolicach środka boiska z Diego Costą, co umożliwiło Fabregasowi skuteczne podanie w okolice „szesnastki” do Edena Hazarda, który przeciwko sobie miał już „tylko” dwóch przeciwników (często bowiem zdarzało się, że był nawet potrajany przy kryciu). Poza wspomnianymi już nieudanymi wyjściami przerywającymi akcje rywala postawa Fonte raczej powinna spełnić oczekiwania wymagającego menedżera gospodarzy (8/10 skutecznych interwencji we własnym polu karnym, wysoka celność podań na poziomie 86% oraz dwa przechwyty).
Skutecznie i agresywnie grający blok obronny „Świętych”, poza obrońcami, tworzą w tym sezonie, także świetnie przygotowani fizycznie, środkowi pomocnicy. W meczu z Chelsea trójkę piłkarzy grających w centralnej strefie boiska stanowili Morgan Schneiderlin, Victor Wanyama i Steven Davis. Reprezentant Francji słynie z bardzo dobrego regulowania tempa akcji, skutecznego i dosyć czystego odbioru piłki oraz umiejętności zainicjowania akcji ofensywnej, także w ataku pozycyjnym. W niedzielnym starciu na St. Mary’s ponownie potwierdziłby opinię klasowego defensywnego pomocnika, ale pewną rysę na jego występie stanowi nadmierna liczba popełnionych fauli, która skutkowała czerwoną kartką w końcówce spotkania. Osobna kwestią jest fakt, iż były to przewinienia taktyczne, które ratowały zespół przed ewentualnymi groźnymi kontrami ze strony gości. Na szczególną uwagę zasługuje z pewnością wysoka celność podań francuskiego kadrowicza (88%) oraz liczba przechwytów piłki na własnej połowie (aż pięć – najwięcej w meczu). Nie ma wątpliwości, że w taktyce Koemana Schneiderlin jest jedną z ważniejszych postaci, tworzących trzon świetnie spisującego się w obecnym sezonie zespołu.
Najbardziej defensywnie usposobionym pomocnikiem ze wspomnianego tercetu jest Kenijczyk Wanyama. Jego rola najczęściej ogranicza się do przerwania akcji rywala i podania piłki do najbliższego partnera z drużyny. Nie inaczej było w meczu z Chelsea. Pomocnik Southampton rzadko wychodził z własnej połowy boiska, szczególnie angażując się w odbiór piłki w okolicach linii środkowej i prawej strony boiska (gdzie grał Yoshida). Dzięki jego dobrej i agresywnej postawie w defensywie środkowi pomocnicy Chelsea (szczególnie w pierwszej połowie meczu) mieli duże problemy z płynnym rozegraniem piłki na połowie „Świętych” i musieli szukać wolnych przestrzeni w bocznych strefach (jak Fabregas, który w premierowej odsłonie spotkania na St. Mary’s schodził często w okolice linii bocznej pola karnego). Kenijski piłkarz o posturze pięściarza wagi półciężkiej zanotował w niedzielę znakomitą celność podań (88%), ale trzeba zauważyć, że były to głównie bezpieczne zagrania do boku na odległość kilku metrów. Poza tym Wanyama zanotował trzy skuteczne odbiory (na osiem prób), jeden przechwyt, a dodatkowo popełnił aż pięć fauli, co tylko potwierdza jego boiskową charakterystykę.
Najwięcej ciepłych słów należałoby jednak poświęcić ostatniemu ze środkowych pomocników, a zarazem najmniej docenianemu i często niewidocznemu – Davisowi. W spotkaniu z Chelsea reprezentant Irlandii Północnej najpierw pełnił rolę fałszywego prawoskrzydłowego, a potem spełniał już rolę „8”, zgodnie z numerem na koszulce. Ze swojego zadania wywiązał się bardzo dobrze – aktywną grę w defensywie (m.in. pomagał Yoshidzie w pojedynkach z Hazardem i wchodził niemalże między stoperów, kiedy Chelsea rozgrywała w drugiej połowie atak pozycyjny na połowie Southampton) łączył z inicjowaniem akcji ofensywnych swojego zespołu. Były zawodnik Glasgow Rangers był aktywny w wielu sektorach boiska (znalazł się także w czołówce piłkarzy, którzy przebiegli w meczu najwięcej kilometrów), co świetnie uwidacznia poniższa infografika:
Kontakty z piłką Stevena Davisa w meczu z Chelsea
Davis próbował w niedzielnym meczu wielu podań do przodu (zarówno po ziemi, jak i przerzutów) i w większości były to zagrania udane (82% skuteczności). Do tego dołożył jeszcze trzy odbiory i jeden przechwyt, a warto jeszcze wspomnieć, że był również egzekutorem stałych fragmentów gry – głównie rzutów rożnych, które miały być w tym meczu szczególnie groźną bronią Southampton. W dwóch poprzednich spotkaniach „Święci” zdobywali bramki właśnie po skutecznym rozegraniu kornerów, a przy jednej z nich asystował właśnie Davis.
W niedzielę rzuty rożne nie okazały się decydującym elementem gry, ale sposób ich rozegrania przez oba zespoły wart jest rozważenia. Gospodarze w całym spotkaniu wykonywali tylko cztery kornery, ale po jednym z nich powstało realne zagrożenie bramki strzeżonej przez Courtoisa. Mocne dośrodkowanie z narożnika Davisa w okolice środka pola karnego gości trafiło na głowę Schneiderlina, który przedłużył piłkę na długi słupek, gdzie znajdował się Sadio Mane. Senegalczyk zgrał piłkę wzdłuż linii końcowej boiska, gdzie całą akcję zamykał na wślizgu Jose Fonte. Gdyby nie skuteczna interwencja Terry’ego, ta skomplikowana kombinacja rozegrania rzutu rożnego mogłaby się udać. Pozostałe kornery bite były w podobny sposób, ale żaden nie przyniósł oczekiwanej korzyści – większość piłek po dośrodkowaniach z narożnika było wybijanych przez obrońców Chelsea przed pole karne. Warto jednak pamiętać, że we współczesnym futbolu rola stałych fragmentów gry jest niezwykle ważna. Najlepszym przykładem jest zestawienie ostatnich bramek zdobytych w dwóch poprzednich kolejkach ligowych przez niedzielnych rywali – na dziesięć goli strzelonych łącznie przez Southampton i Chelsea aż cztery padły po rozegraniu rzutu rożnego (40%).
Formacja ofensywna Southampton nie miała dzisiaj zbyt wiele okazji do wykazania się. Najlepszym zawodnikiem linii ataku był nominalny skrzydłowy, strzelec jedynego gola dla gospodarzy – Mane – który większość czasu i tak spędzał w okolicach środka boiska, skąd inicjował groźne akcje zaczepne. W pierwszej połowie bardzo inteligentnie uciekał on za plecy stoperów Chelsea, szybko wychodząc na wolne pole do prostopadłych piłek zagrywanych z głębi pola (tak m.in. padł gol otwierający spotkanie). Początkowo stoperzy Chelsea nie byli w stanie upilnować ruchliwego Senegalczyka, ale wraz z upływem czasu aktywność byłego zawodnika Red Bulla Salzburg malała, co miało także związek z bardzo dużą przewagą Chelsea w posiadaniu piłki w drugiej części gry. W końcówce spotkania reprezentant Senegalu próbował jeszcze indywidualnych zagrań technicznych, ale nie dawały one wymiernych korzyści całej drużynie.
Bardzo przeciętny występ zanotował Tadić, który na przekór liczbom (tylko dwa podania celne na połowie przeciwnika, ledwie jedno skuteczne dośrodkowanie na osiem prób), zaliczył decydujące podanie przy golu na 1:0. Serb długimi momentami był niewidoczny, nie angażował się również nadmiernie w grę defensywną, przez co w pewnym momencie stał się dla zespołu całkowicie bezproduktywny. Nie umknęło to uwadze Koemana, który stosunkowo szybko (już w 58. minucie) ściągnął z boiska swojego najlepszego w tym sezonie asystenta (siedem kluczowych podań w bieżącej kampanii PL), zastępując go Ward-Prowsem. Zawodnik, który jeszcze kilka dni temu potrafił rozegrać błyskotliwe spotkanie na Selhurst Park (dwie asysty w wygranym 3:1 meczu wyjazdowym z Crystal Palace), w niedzielę mógł zniweczyć ogromny wysiłek całego zespołu, kiedy to w 77. minucie podał piłkę wprost pod nogi Diego Costy, ale reprezentant Hiszpanii poślizgnął się i zaprzepaścił znakomitą szansę na zdobycie prawdopodobnie zwycięskiej bramki. Poza tym fatalnym zagraniem wychowanek „Świętych” niczym się nie wyróżnił (zaliczył trzy nieudane próby odbioru piłki i zablokował jeden strzał Chelsea). Pozostali rezerwowi także niewiele wnieśli do gry drużyny gospodarzy (kilka celnych podań i trzy skuteczne interwencje stopera Gardosa, ledwie osiem kontaktów z piłką Longa), ale wpływ na taki obrót spraw miała z pewnością spora przewaga londyńczyków w końcówce meczu.
Nie udało się zatem powiększyć dorobku bramkowego Graziano Pellemu, który na swoim stadionie zdobył aż siedem z ośmiu strzelonych do tej pory w Premier League goli. Włoski napastnik dzielnie walczył z defensorami Chelsea (w pierwszej połowie wygrywał nawet pojedynki główkowe z Terrym i Cahillem), ale jego mizerny dorobek zatrzymał się na jednym, w dodatku niecelnym, uderzeniu na bramkę. Gra najlepszego strzelca Southampton doskonale obrazuje postawę całego zespołu w niedzielnym spotkaniu z liderem ligi – mnóstwo fizycznej walki, dużo fauli (aż 23 całego zespołu gospodarzy), ogromna ambicja i zaangażowanie nie przełożyły się na efektywność w starciu ze świetnie zorganizowaną defensywą zespołu Mourinho. Jedyny celny strzał udało się co prawda zamienić na bramkę i biorąc pod uwagę aktualną formę „The Blues” (sześć na siedem ostatnich meczów ligowych kończyli bez straty gola), można to uznać za spory sukces. Jednak postawa „Świętych” w drugiej połowie meczu, kiedy momentami byli wręcz spychani przez zespół gości we własne pole karne, nie może cieszyć ich menedżera, który jako jeden z nielicznych ciągle wierzy w możliwość zajęcia na koniec sezonu miejsca gwarantującego grę w elitarnej Champions League.
Po meczu z Chelsea wydaje się, że holenderski trener S’oton powróci na dobre do pierwotnego ustawienia zespołu. Niepodważalne miejsce na prawej stronie obrony po wyleczeniu urazu będzie miał Nathaniel Clyne, dla którego nie ma obecnie wartościowego zmiennika na tej pozycji. Imponujący momentami w pierwszej połowie niedzielnego meczu wysoki pressing Southampton i agresywna postawa w odbiorze piłki dają „Świętym” szansę na wyrównaną walkę w meczach z teoretycznie silniejszymi rywalami. Warunkiem koniecznym w długofalowej rywalizacji Southampton z czołówką Premier League jest jednak powtarzalność i regularność (cechująca najlepsze zespoły). Jak widać, nawet na podstawie niedzielnego meczu (nierówne fragmenty gry „Świętych”), jest w tym aspekcie jeszcze sporo do poprawienia.
Chelsea Londyn (1-4-2-3-1)
Jose Mourinho rzadko zmienia ustawienie taktyczne swojego zespołu. Od początku sezonu piłkarze Chelsea konsekwentnie wychodzą na każde spotkanie ligowe w formacji 1-4-2-3-1, zmieniają się jedynie wykonawcy i poszczególne założenia meczowe (np. dotyczące krycia indywidualnego lub ustawienia przy stałych fragmentach gry). Jedyną niewiadomą przed meczem na St. Mary’s było zestawienie drugiej linii „The Blues”. W meczach na Stamford Bridge (oraz w wyjazdowych meczach z teoretycznie łatwiejszymi przeciwnikami) Mourinho przeważnie decyduje się na bardziej ofensywny wariant z jednym typowym defensywnym pomocnikiem (Matić) oraz dwoma piłkarzami kreatywnymi (Fabregas, grający na „8” i Oscar jako fałszywa „10”). W meczach z bardziej wymagającymi rywalami „The Special One” stara się mocniej zabezpieczyć środek pola, wstawiając do składu drugiego defensywnego pomocnika (Obi Mikela lub Ramiresa, który może grać fałszywego skrzydłowego) kosztem jednego z piłkarzy ofensywnych (najczęściej Williana lub Oscara).
Na przedmeczowej konferencji prasowej portugalski menedżer bardzo komplementował drużynę „Świętych” i jak się okazało, nie były to pochwały na wyrost. Mourinho rzeczywiście obawiał się konfrontacji z rewelacją tego sezonu na jej boisku. Efektowne zwycięstwa Southampton w dwóch ostatnich kolejkach Premier League tylko utwierdziły trenera Chelsea w przekonaniu, aby od pierwszej minuty zastosować na St. Mary’s tzw. wariant bezpieczny (z dwoma nominalnymi defensywnymi pomocnikami i ustawionym przed nimi Fabregasem, który również ma pewne obowiązki w grze obronnej).
Uśredniona pozycja graczy Chelsea w meczu z Southampton
Dwójka defensywnych pomocników miała zapewnić londyńczykom zwycięstwo w walce o centralną strefę boiska. Zarówno menedżer gości, jak i sami zawodnicy nie przewidzieli jednak, że odpowiedzią gospodarzy na ustawienie środka pola „The Blues” będzie wysoki pressing i bardzo agresywny odbiór piłki w środku boiska w wykonaniu aż trzech środkowych pomocników Southampton, z których każdy posiada właściwe predyspozycje do gry defensywnej. W pierwszej połowie stanowiło to dla piłkarzy Chelsea duże zaskoczenie, ale w drugiej odsłonie meczu udało się im już na dobre przejąć inicjatywę i kontrolę nad piłką.
Ważnym elementem strategii Mourinho miały być aktywne boki obrony, dlatego też od pierwszej minuty niedzielnego spotkania oglądaliśmy na lewej stronie Filipe Luisa, który lepiej czuje się w grze ofensywnej niż Azpilicueta. Jego wycieczki na połowę przeciwnika dawały możliwość oskrzydlenia akcji (dośrodkowania piłki w pole karne lub wycofania jej przed „szesnastkę”) oraz podwojenia na flance, na której znajdował się najczęściej Hazard (akcje kombinacyjne z udziałem tej dwójki i/lub ewentualnie kogoś jeszcze). O ile na początku pierwszej połowy współpraca Hazarda z Luisem i Fabregasem wyglądała co najwyżej nieźle, o tyle z wraz z upływem minut lewa strona okazywała się najgroźniejszą bronią „The Blues”. Obrońca posiadający polskie korzenie był jednym z najaktywniejszych piłkarzy Chelsea – wykonał aż 74 podania (większość na połowie gospodarzy, przy bardzo wysokiej 88% skuteczności), zaliczył ponadto trzy odbiory i oddał jeden celny strzał (ostatecznie zablokowany przez przeciwnika).
Mniej aktywny w ofensywie niż wspomniany Filipe Luis był prawy obrońca zespołu z Londynu – Ivanović – mimo iż miał po swojej stronie piłkarskiego żółtodzioba (Targetta). W grze obronnej Serbowi nie można jednak wiele zarzucić. Dobrze się ustawiał, czytał grę, momentami grał na wyprzedzenie i skutecznie blokował wszelkie próby wstrzelenia piłki w pole karne przez Tadicia. W całym meczu prawy obrońca Chelsea zaliczył po dwa odbiory i przechwyty oraz faule (popełnione przez niego i na nim). Inna sprawa, że tego dnia po prawej flance biegał również skrzydłowy, Andre Schürrle, który nie stwarzał Ivanoviciowi zbyt wielu okazji do włączenia się do ataku i dodatkowego oskrzydlenia akcji.
Dla pary stoperów Chelsea spotkanie w Southampton okazało się niezwykle wymagającym i trudnym wyzwaniem. A rzucił je przede wszystkim potężny Włoch – Graziano Pelle – który w pierwszej połowie zawzięcie walczył w pojedynkach fizycznych (powietrznych i boiskowych) z Johnem Terrym i Garrym Cahillem, wyciągając ich często do środkowej strefy boiska. Właśnie taki sprytny manewr przyniósł gospodarzom bramkę na 1:0, kiedy to były obrońca Boltonu wyszedł wysoko za najlepszym snajperem Southampton, ale nie zdołał przeszkodzić stojącemu tyłem do bramki napastnikowi gospodarzy w skutecznym zgraniu piłki do partnera.
W tej sytuacji spory błąd popełnił także kapitan „The Blues”, który złamał linię spalonego. Poza tą jedną wpadką prezentował się jednak dość solidnie – zaliczył tylko dwa niecelne podania oraz trzy ważne wybicia piłki z własnego pola karnego. Pod bramką rywala nie był już tak skuteczny jak w dwóch poprzednich spotkaniach, ale trzeba w tym miejscu zaznaczyć, iż rzuty rożne wykonywane prze Fabregasa na St. Mary’s nie były już tak precyzyjne jak centry na Stamford Bridge i Britannia Stadium. Mimo sześciu okazji dośrodkowania piłki z narożnika Chelsea nie udało się stworzyć prawie żadnego zagrożenia pod bramką Forstera.
Środkowi pomocnicy lidera Premier League musieli w niedzielne popołudnie stoczyć zaciętą walkę o dominację w tej newralgicznej strefie boiska. Udało im się uzyskać przewagę pod koniec pierwszej połowy i udokumentowali ją strzelonym już w doliczonym czasie gry golem. W drugiej odsłonie udało się już wyraźnie zdominować środek pola, dzięki czemu więcej swobody mieli Hazard i Fabregas. A to głównie zasługa dwójki defensywnych pomocników – skupiającego się niemal wyłącznie na defensywie Johna Obiego Mikela oraz harującego w odbiorze piłki na całej długości i szerokości boiska Nemanji Maticia. Serb w niemal każdym spotkaniu należy do najskuteczniejszych piłkarzy swojego zespołu w grze defensywnej, a czasami potrafi również podłączyć się do akcji ofensywnej, jednak w niedzielnym meczu rzadko wbiegał w pole karne rywala. Mimo swoich wielu zadań obronnych pozyskany z Benfiki pomocnik nie był jednak przywiązany w spotkaniu ze „Świętymi” do koła środkowego (jak Mikel), co pokazuje poniższa infografika:
Kontakty z piłką Nemanji Maticia w meczu z Southampton
W grze defensywnej całego zespołu musiał częściowo uczestniczyć także Cesc Fabregas, który nominalnie ustawiony był na pozycji rozgrywającego. W całym meczu wykonał 69 podań (85% skuteczności), z których dwa zasługują na szczególną uwagę. Pierwsze to oczywiście kapitalna asysta (już 13. w BPL!) przy golu Hazarda, natomiast drugie to chyba jeszcze bardziej efektowne podanie lobem z drugiej połowy meczu do Belga, które ostatecznie asystą się nie stało. W końcówce spotkania Hiszpan pełnił funkcję fałszywego defensywnego pomocnika (kiedy Mikela zastąpił Drogba) i rozpoczynał kolejne akcje swojego zespołu już z głębi boiska.
Najlepszym aktorem niedzielnego starcia w Southampton był niewątpliwie Eden Hazard. Belg w swoim stylu próbował wielu pojedynków indywidualnych (siedem udanych na dziesięć podjętych prób) i często zmieniał wyjściową pozycję (z lewego skrzydła schodził do środka pola, a sporadycznie – nawet na prawą flankę). Jego znakomite umiejętności techniczne (kontrola piłki i przyspieszenie na krótkim dystansie) pozwoliły na skuteczne zakończenie akcji bramkowej z doliczonego czasu gry pierwszej połowy. Sposób strzelania goli przez błyskotliwego pomocnika często jest bardzo podobny – wygrany pojedynek indywidualny, wejście z piłką wzdłuż linii pola karnego i mocny, płaski strzał (przeważnie po ziemi). W premierowej odsłonie Hazard wielokrotnie musiał mierzyć się z podwajanym (a nawet potrajanym) kryciem i agresywnym pressingiem ze strony Southampton. Nie miał wówczas zbyt wiele miejsca na rozpędzenie się z piłką przy nodze czy nawet wykonanie prostopadłego zagrania w kierunku napastnika. W drugiej połowie, także dzięki wsparciu kolegów z drugiej linii, Belg zyskał więcej boiskowej swobody. Współpraca z Fabregasem, Luisem i Costą mogła przynieść jeszcze jedną bramkę, ale strzały Hazarda były niecelne albo blokowane. Spore zagrożenie pod bramką „Świętych” stwarzały również (zwłaszcza w ostatnich 30 minutach meczu) jego zejścia do boku pola karnego i płaskie dośrodkowania, mocno bite wzdłuż linii końcowej boiska. Przez dziennikarzy stacji SkySports (nota 8 w 10-stopniowej skali) i portalu WhoScored.com (średnia ocena: 8,7 /10) Hazard został uznany za piłkarza meczu.
Na godnego przeciwnika trafił na St. Mary’s także Diego Costa. Przez większą część spotkania musiał rywalizować z dobrym znajomym z Atletico – Tobym Alderwiereldem – który świetnie radził sobie z kryciem jednego z najlepszych napastników w Europie (przez długi okres pierwszej części meczu Belg był niemalże przyklejony do Costy i często wychodził za nim w głąb boiska, wywierając presję i próbując agresywnie odebrać mu piłkę). Urodzony w Brazylii reprezentant Hiszpanii w całym spotkaniu zaliczył co prawda 43 kontakty z piłką, ale większość udanych zagrań napastnik Chelsea wykonał poza polem karnym „Świętych”. Dopiero w drugiej połowie, kiedy Alderweireld został przestawiony na prawą stronę obrony, a jego miejsce na środku defensywy zajął Jose Fonte (półprawy stoper, rezerwowy Gardos ustawiony został na pozycji półlewego środkowego obrońcy), najlepszy snajper „The Blues” zyskał nieco więcej swobody, czego efektem były dwie próby wejścia z dryblingiem w pole karne oraz zablokowany strzał z odległości ok. 10 metrów od bramki „Świętych”. Ogromne słowa uznania należą się zatem całej defensywie gospodarzy, której (jako nielicznej w tym sezonie PL) udało się powstrzymać bramkostrzelnego napastnika Chelsea. Dla ambitnie walczącego Costy był to z pewnością jeden z najtrudniejszych meczów na Wyspach ze względu na wzmożoną intensywność działań w grze obronnej zespołu przeciwnika. Były zawodnik „Los Colchoneros” w niedzielnym meczu nie miał już tak wiele wolnej przestrzeni, aby wejść z piłką przy nodze w pole karne przeciwnika, jak miało to miejsce w poprzedniej konfrontacji ligowej z West Hamem (gol na 2:0). Powiększenie dorobku strzeleckiego w Premier League może być dla niego w najbliższym czasie niezwykle trudnym zadaniem – kolejnymi przeciwnikami Chelsea będą bowiem Tottenham, Newcastle, Swansea oraz Manchester City, a więc, podobnie jak „Święci”, zespoły z górnej połówki tabeli.
Mimo usilnych starań Jose Mourinho (wprowadzenie w końcówce spotkania aż dwóch nominalnych napastników, w tym jednego w miejsce klasycznego defensywnego pomocnika) wynik niedzielnego meczu na St. Mary’s nie uległ już zmianie. Obrona Southampton po raz kolejny w tym sezonie spisała się naprawdę dobrze, chociaż seria błędów pod koniec pierwszej połowy uniemożliwiła Forsterowi zachowanie (już po raz dziewiąty) czystego konta. Piłkarze Chelsea mieli sporo problemów ze sforsowaniem defensywy gospodarzy – brakowało większej liczby prostopadłych podań w pole karne do napastnika, dośrodkowań w pole karne i uderzeń z dystansu. W tym sezonie nie zdarzyło się jeszcze, aby londyńczycy oddali w całym spotkaniu tak niewielką liczbę strzałów na bramkę (zaledwie siedem prób).
***
Konfrontacja pierwszej z czwartą aktualnie siłą Premier League częściowo potwierdziła klasę obydwu zespołów. Dla mierzącej w tytuł mistrzowski Chelsea wynik remisowy może stanowić pewne rozczarowanie, ale tego dnia podopieczni Mourinho trafili na bardzo dobrze zorganizowaną w tyłach drużynę Koemana. Potencjał piłkarzy ofensywnych „The Blues” nie został w niedzielnym spotkaniu optymalnie wykorzystany, ale jest to ogromną zasługą kompaktowej i agresywnie grającej defensywy S’oton. Gospodarze na tle lidera angielskiej ekstraklasy wypadli, szczególnie w pierwszej połowie, naprawdę dobrze. Z ich napastliwym pressingiem i podwajaniem krycia mogą mieć problemy wszystkie zespoły na Wyspach, pod warunkiem że wysoka intensywność gry „Świętych” będzie utrzymywana przez większą część meczu.
Mourinho na własnej skórze przekonał się zatem o wysokim poziomie wtajemniczenia trenerskiego Koemana, o którym zresztą sam wspominał w przedmeczowych wypowiedziach. Tym razem komplementy pod adresem przeciwnika nie okazały się jedynie zasłoną dymną, ale realną oceną możliwości zespołu z St. Mary’s Stadium. Southampton po niedzielnym meczu ciągle może realnie myśleć o zajęciu wymarzonego czwartego miejsca na koniec sezonu, natomiast Chelsea (także dzięki kolejnemu potknięciu Manchesteru City) niezmiennie pozostaje głównym kandydatem do końcowego triumfu w Barclays Premier League.