Sofyan Amrabat do niedawna był najbardziej kojarzony przez fanatyków Serie A i Eredivisie. Mundial w Katarze jednak znacznie podniósł jego renomę. 26-letni reprezentant Maroka spisywał się tam znakomicie i był nie tylko kluczową postacią swojej drużyny, ale i jednym z najlepszych zawodników całego turnieju. Wysoka forma nie mogła przejść bez echa i od razu przykuła uwagę większych klubów. Wiele wskazuje na to, że Amrabat zimą opuści Fiorentinę i spróbuje swoich sił w znacznie lepszej drużynie. Czy jest na to gotowy?
Wielkie turnieje przyzwyczaiły nas do tego, że potrafią wykreować nowe gwiazdy z krajów nienależących do topu. Nie każdy chwilowy wyskok kończy się później udaną karierą, ale mimo to duże kluby bardzo chętnie sięgają po takich zawodników. Podczas bardzo emocjonującego mundialu w Katarze wielu mocnym drużynom wpadli w oko Marokańczycy. To powoduje, że zimowe okienko może przynieść ciekawe transfery z ich udziałem.
Najbardziej interesującym zawodnikiem ekipy Walida Regraguiego jest Sofyan Amrabat. Chyba nikt nie powinien podważyć opinii, że 26-latek rozegrał perfekcyjny turniej. Bez wątpienia można uznać go nawet za najlepszego defensywnego pomocnika mundialu. Jego praca była kluczowa i miała olbrzymi wkład w sukces, jakim jest wywalczenie czwartego miejsca na świecie. Wiele portali sportowych, w tym oczywiście nasz, umieściło Amrabata w najlepszej jedenastce turnieju, w pełni doceniając jego nienaganną postawę.
Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że Sofyan Amrabat według portalu WyScout wygrał ponad 70% pojedynków w defensywie. Dodatkowo stoczył ich najwięcej ze wszystkich zawodników na całym turnieju. W samej reprezentacji Maroka miał na koncie między innymi najwięcej sprintów czy wykonanych pressingów. Gracz z taką wydolnością, kompletnie nie do zdarcia jest niezbędny w każdej drużynie. Szczególnie jeśli taka forma ma olbrzymi wpływ na postawę całej drużyny.
We Włoszech pokazuje jakość
Sofyan Amrabat pierwsze kroki w dorosłej piłce stawiał w Utrechcie i był tam uznawany za dosyć ciekawego zawodnika. Z początku był nieco leniwy, jednak gdy mocniej postawił na ciężką pracę, zdołał przebić się do pierwszej drużyny i udowadniał, że drzemie w nim spory potencjał. Zaledwie dwa lata wystarczyły, by trafił na radar lepszych klubów. Wtedy jednak Marokańczykowi przytrafił się jak do tej pory najsłabszy czas w karierze. Najpierw niezbyt udany rok po transferze do Feyenoordu, a potem jeszcze gorszy po przenosinach do belgijskiego Club Brugge. Co prawda grywał tam regularnie, ale niewiele więcej pozytywnego można do tego dodać.











