Czasem wiemy, że właśnie kończy się pewna epoka. Czasem wraz z odejściem piłkarza kończy się pewna era, którą ten zawodnik symbolizował. W Wiśle Kraków właśnie taka era się zakończyła, z klubu odszedł bowiem Radosław Sobolewski. Nostalgia, a nawet łzy były jak najbardziej na miejscu, gdyż jego pożegnanie oznacza, że Kraków zamyka za sobą pewien rozdział. Rozdział naznaczony sukcesami, wielkimi meczami i legendarnymi piłkarzami.
Radosław Sobolewski spędził na stadionie przy ulicy Reymonta dziewięć lat. Zdobył cztery tytuły mistrzowskie, rozegrał niemal 200 spotkań ligowych, ale… pal licho jego statystyki. To był człowiek, który wymuszał w swoich boiskowych partnerach maksymalne zaangażowanie. Nie musiał na nich krzyczeć czy jakoś specjalnie mobilizować, wystarczy, że na kogoś spojrzał, wystarczyło, że był. Czy nie taki powinien być przywódca? Autorytet. Jeśli ktoś nie wie, co znaczy autorytet kapitana na boisku, powinien spojrzeć na Sobolewskiego. Niby nie poprawia kondycji, nie niweluje umiejętności technicznych, ale mimo wszystko robi różnicę.

Zresztą odejście Sobolewskiego to coś więcej niż pożegnanie jednego piłkarza. Wraz z „Sobolem” odchodzą Żurawski, Frankowski, Kalu Uche, Marcin Baszczyński, Arek Głowacki i wielu innych zawodników, którzy tworzyli legendę Wisły pierwszej dekady XXI wieku. Odchodzi jedno z ostatnich ogniw łączących erą wielkich sukcesów z obecnym zespołem Wisły Kraków. Nic dziwnego, że na konferencji prasowej wielokrotny reprezentant Polski zalał się łzami. Stało się tak zapewne nie dlatego, że jest to dla niego koniec pewnego etapu. Jest to koniec epoki dla czegoś większego niż jednostka, to definitywny koniec ery dominacji Wisły Kraków.
Ale przecież Sobolewski to nie tylko Wisła Kraków. „Sobol”, podobnie jak Tomasz Frankowski, zaczynał swoją niezwykle bogatą karierę w Jagiellonii Białystok. W 1998 roku trafił do Wisły Płock, w której w dużym stopniu wypromował swoje nazwisko. Może osiągnąłby w tym klubie więcej, gdyby nie poważna kontuzja. Co ciekawe, klub potraktował go jak intruza w momencie, kiedy piłkarz domagał się należnych mu pieniędzy za okres, w którym nie mógł wykonywać swojego zawodu ze względów zdrowotnych, więc doszło do konfliktu. Występujący wówczas na pozycji obrońcy bądź pomocnika zawodnik został odesłany do rezerw i tam spokojnie czekał na rozwój wypadków. Z odsieczą przybyła Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski, która najpierw wypożyczyła, a później definitywnie wykupiła białostoczanina z Wisły Płock. W Grodzisku „Sobol” został wicemistrzem Polski, zdobył puchar kraju, a także uczestniczył w legendarnych bojach grodziszczan w europejskich pucharach. Jego dobra postawa została zauważona przez selekcjonera reprezentacji Polski i działaczy Wisły Kraków. W kadrze zadebiutował 20 sierpnia 2003 roku w meczu z Estonią i od razu uczcił swój debiut zdobyciem gola. Łącznie rozegrał w biało-czerwonej koszulce 32 spotkania, był też podstawowym zawodnikiem reprezentacji Polski na mistrzostwach świata w 2006 roku.












