Ruch Chorzów w ćwierćfinałowym pojedynku REMES Pucharu Polski skromnie 1:0 (0:0) pokonał Legię Warszawa, która ostatnimi czasy przeżywa „śląską klątwę”. Co po meczu mówił bohater chorzowian Artur Sobiech?

– Na połowie dostałem piłkę od Maćka Sadloka, rozpędziłem się, minąłem Dicksona Choto, przymierzyłem w długi róg i futbolówka wpadła do siatki – powiedział Sobiech o zdobytej bramce.
– Może jest jakiś patent śląskich drużyn na Legię. Odra, Polonia i my pokonaliśmy Legię po 1:0. Wykonaliśmy dopiero pierwszy krok w kierunku półfinału, bo za tydzień czeka nas ciężka przeprawa przy Łazienkowskiej. Trudno określić, czy jednobramkowa zaliczka nam wystarczy – uważa młody napastnik Ruchu.
Pod koniec spotkania Sobiech zderzył się z Janem Muchą. Obaj musieli skorzystać z usług medycznych. Czy snajper Ruchu zdoła się wykurować do piątkowego meczu z PGE GKS Bełchatów?
– Mam spuchnięte kolano, ale myślę, że nasz sztab lekarski wywiąże się z tego zadania. Kolejne diagnozy wykażą, co mi konkretnie dolega – stwierdził. – Jesteśmy podbudowani zwycięstwem i chcemy pójść za ciosem – dodał na zakończenie.











