Mało kto spodziewał się tego, że Wisła po dwóch zremisowanych spotkaniach odniesie zwycięstwo nad Lechem Poznań na stadionie przy ulicy Bułgarskiej. Lech podniósł się z kolan, by zadać decydujący cios. Ale w ostatnich fragmentach meczu rzutem na taśmę zwycięskiego gola zdobyli podopieczni Franciszka Smudy, ustalając wynik na 3:2.
Lech Poznań przegrał pierwszy raz w meczu ligowym od września ubiegłego roku, kiedy to poległ w spotkaniu przeciwko Pogoni Szczecin. Franciszek Smuda dokonał cudów, bo w końcu udało mu się pokonać swoją byłą drużyną na jej terenie. Nie przyszło to z łatwością, bo dopiero na trzy minuty przed końcem zwycięską bramkę zdobyła Wisła Kraków. Mecz w stolicy Wielkopolski nie był jednostronnym widowiskiem, gdyż każda ze stron popełniała wiele karygodnych pomyłek. Jednak mniej popełnili ich gracze przyjezdnych, którzy pierwszy raz w tym sezonie zdobyli komplet punktów.
Podopieczni Mariusza Rumaka od kilku dni nie łapią wiatru w żagle, bo po przegranym meczu z islandzkim Stjarnanen drugi raz zawiedli. Wielu zaczyna wątpić, czy ten zespół będzie w stanie zdobyć mistrzostwo, a także awansować do fazy grupowej Ligi Europy. Zbyt wiele kombinacji ze strony szkoleniowca Lecha spowodowało, że niedzielny mecz z Wisłą Kraków został przegrany, a błędy były widoczne gołym okiem.
Do trzech razy sztuka
Franciszek Smuda jako trener Wisły dwukrotnie poległ w Poznaniu. W obu spotkaniach „Kolejorz” odstawał umiejętnościami od „Białej Gwiazdy”, lecz tym razem nie było powtórki z rozrywki. Przyjezdni mimo słabego początku objęli prowadzenie po prostych błędach defensywy drużyny prowadzonej przez Mariusza Rumaka. To spotkanie odzwierciedlało duże nieporadności w obronie obu drużyn, ale to ekipa z Krakowa objęła prowadzenie po trafieniu Łukasza Garguły, który dwukrotnie znalazł patent na bardzo słabo grających poznaniaków. Można śmiało stwierdzić, że kompletnie nie wypalił plan taktyczny szkoleniowca gospodarzy na mecz z Wisłą. Mariusz Rumak posadził na ławce rezerwowych swoich bocznych obrońców, stawiając na Douglasa oraz Wołąkiewicza. Ten drugi rozegrał bardzo słabe zawody, bo przy dwóch trafieniach zawinił i nie zachował się tak, jak powinien. Rywale nie mieli z nim absolutnie żadnych problemów. Doskonale wywiązuje się on ze swoich obowiązków jako środkowy obrońca. Jednak kiedy występuje na boku obrony, nie daje tyle jakości Lechowi co na swojej nominalnej pozycji. Do tego bardzo niepewnie grał duet środkowych obrońców Wilusz-Arajuuri, co powodowało coraz większe spustoszenie w grze Lecha na boisku. Najlepiej z całej obrony zagrał Barry Douglas, który zdobył bramkę z rzutu wolnego dającą wynik remisowy. Choć i tak nie zanotował dobrego meczu, bo parokrotnie po jego stronie boiska Wisła napędzała akcje, a sam wielokrotnie był spóźniony.
Wyróżniającym się zawodnikiem w zespole gości był Semir Stilić , który doskonale zna otoczkę spotkania przy Bułgarskiej. Brał ciężar gry na swoje barki, a co najważniejsze, miał udział przy pierwszych dwóch trafieniach dla Wisły, bo klarownym podaniem potrafił otworzy drogę kolegów do bramki. Pomimo dobrej gry Bośniaka trener Franciszek Smuda znalazł zastrzeżenie do jego gry. powiedział po meczu trener Wisły Kraków. Za kreatywność w formacji ofensywnej warto pochwalić także Rafała Boguskiego, bo podobnie jak Stilić ciężko pracował na boisku, notując dwie asysty.











