Nie milkną echa spotkania Lechii Gdańsk z Zagłębiem Lubin. Zdaniem Franciszka Smudy sędzia główny meczu, Marcin Szulc, wypaczył wynik spotkania. Tomasz Kafarski nie chce nic mówić o sytuacji, po której jego zespół zdobył bramkę na wagę trzech punktów. Przyznaje jednak, że nie zamierza… przepraszać za zwycięstwo „Biało-zielonych”.
– Walczyliśmy dziś o jakikolwiek punkt, bo gdy jest się na dnie tabeli, każde „oczko” jest na wagę złota. Byliśmy blisko remisu, ale sędzia wypaczył wynik meczu – atakuje Szulca Franz Smuda. Przypomnijmy – w 88. minucie z lewej strony piłkę dogrywa Marcin Kaczmarek. Na piątym metrze przed bramką Aleksandra Ptaka walczą o nią Ivans Lukjanovs i Michał Łabędzki. Łotysz wyskakuje nad obrońcą Zagłębia, zaś piłka wpada do siatki lubinian. Stadion przy ul. Traugutta 29 szaleje z radości, ale… czy faktycznie gola strzelił Lukjanovs i czy czasem nie popychał byłego gracza Arki Gdynia? Smuda nie ma wątpliwości.

– Faul na Łabędzkim był ewidentny, dodatkowo Lukjanovs zagrywał piłkę ręką. Bramka więc nie powinna zostać uznana – przyznał. – W szatni po meczu dokładnie analizowałem tę sytuację z chłopakami i każdy przyznawał, że Michał faktycznie był faulowany. A jak tą sytuację ocenia Tomasz Kafarski? – Nie interesuje mnie historia bramki, która dała nam zwycięstwo – zaznacza na wstępie. – Sędziowie czasem popełniają błędy. Na pewno gdybym był w sytuacji Franciszka Smudy, czułbym się podobnie jak on. Co mam jednak teraz powiedzieć? Że jest mi przykro, że wygraliśmy? Franz, słysząc słowa Kafara, tylko się ironicznie uśmiechał, robiąc przy okazji dziwne miny. Widać było, że emocje jeszcze się w nim gotowały i aż dziw bierze, że po końcowym gwizdku sędziego nic nie zrobił arbitrowi. Wszak zaraz po zakończeniu spotkania z ogromnym impetem ruszył w kierunku Szulca, jakby chciał coś mu zrobić. Jego piłkarze zresztą też długo rozmawiali z arbitrem i z pewnością nie były to pogawędki z gatunku najprzyjemniejszych.
Na tym jednak nie koniec kontrowersji z piątkowego spotkania. Zaraz po zdobyciu bramki przez Lechię, czerwoną kartkę, za uderzenie łokciem w twarz Pawła Nowaka, dostał Piotr Świerczewski. Wcześniej piłkę do bramki gospodarzy skierował Ilijan Micanski, ale sędzia uznał, że wcześniej faulowany był bramkarz gdańszczan Paweł Kapsa. Jak na to wydarzenie zapatruje się Smuda? – Nie chcę oceniać tej sytuacji. Nie widziałem jej za dobrze, podobnie jak tej wcześniej, po której zdobyliśmy bramkę, której z kolei nie uznano. Arbiter zadecydował tak, jak chciał – stwierdził krótko. O tym, dlaczego gol dla Zagłębia nie został uznany, opowiedział za to Kapsa. – – opisał klatka po klatce tę sytuację.











