Sławomir Peszko to wyróżniający się piłkarz Lecha podczas dwumeczu z Manchesterem City. Tuż po spotkaniu w Poznaniu popularny „Peszkin” zdradził dziennikarzom, dlaczego trener Bakero zdjął go z boiska w drugiej połowie.

Pierwsze miejsce w grupie A po czterech kolejkach to więcej, niż mogliście się spodziewać przed startem rozgrywek.
Dokładnie. Remis przed meczem każdy z nas brałby w ciemno, a jednak udało się wygrać. Pomogli nam w tym wszyscy – kibice oraz zaangażowanie całego zespołu. Cieszą zarówno bramki, jak i dobra gra w defensywie. Teraz nie możemy spocząć na laurach. Zostały nam dwa mecze w Lidze Europejskiej, ale nie możemy być zbyt pewni siebie, bo to nas zgubi.
Dobra wiadomość to wynik Juventusu z Salzburgiem. Pewne jest jedno, że Lech nie straci szans na awans przed ostatnią kolejką.
Zgadza się. Kluczowym spotkaniem wydaje się mecz z Juventusem. Gdyby udało się go wygrać w takim stylu jak dzisiaj, to moglibyśmy świętować już po piątej kolejce.
Jesteś sympatykiem Juventusu i bardzo chcesz zagrać w tym meczu. Byłeś dzisiaj zagrożony kartkami, czy specjalnie uważałeś, żeby nie zobaczyć kolejnej, wykluczającej z gry przeciw „Juve”?
Tak, momentami o tym myślałem. Jednak gdy piłka była stykowa, to nie zamierzałem odkładać nogi. Gdyby przydarzyła się kartka, to trudno, po prostu nie zagrałbym w następnym meczu.
Czym była podyktowana Twoja zmiana w drugiej połowie?
Chorowałem dwa dni. Byłem po lekkim urazie, miałem skurcz mięśnia. Trener mnie oszczędził, gdyż przed nami dużo spotkań. Będziemy grać co trzy dni. Najpierw Ruch Chorzów, później Polonia Warszawa. Jest o co grać, a liga jest naszym celem numer jeden.
Notował: Damian Jursza











