Runda wiosenna Śląska – czas na odbudowę i walkę o ekstraklasę


Od chaosu po szansę na awans – wszystko o wiosennej misji WKS-u

4 lutego 2026 Runda wiosenna Śląska – czas na odbudowę i walkę o ekstraklasę

Śląsk Wrocław ma za sobą bardzo specyficzną rundę, którą ostatecznie trzeba spisać na straty. We Wrocławiu cel jest jeden – awans do PKO BP Ekstraklasy, niezależnie od wszystkiego. Po spadku z niej w Śląsku doszło do wielu zmian, nie tylko w kontekście samych piłkarzy. Do klubu ponownie przyszedł Dariusz Sztylka, który objął funkcję dyrektora sportowego. Chwilę wcześniej ogłoszono też nowego prezesa, którym został Michał Mazur. Zmiany te miały wprowadzić w Śląsku coś, czego w tym klubie nie ma od dawna: oszczędności, a także stabilizację, która dałaby awans do Ekstraklasy. Problem w tym, że plany wytyczone w lipcu mają się nijak do obecnej sytuacji.


Udostępnij na Udostępnij na

Masowe odejścia ze Śląska

Było raczej oczywiste, że większość piłkarzy z ówczesnej kadry odejdzie z klubu. Sam fakt spadku powoduje, że w klubie musi dojść do zmian w kadrze. Z klubu definitywnie odeszli Petr Pokorny, Aleks Petkov czy Rafał Leszczyński, którzy w sezonie wicemistrzowskim stanowili trzon zespołu. Mocny zjazd formy, a także zmiana trenera i co za tym idzie roszady w hierarchii dały mocno o sobie znać. Swojego miejsca w klubie nie utrzymały także „wzmocnienia” sprowadzone latem 2024 roku. Ze Śląskiem pożegnali się tacy piłkarze jak Tudor Băluță, Sylwester Jasper, Filip Rejczyk, Arnau Ortiz czy Burak İnce. Większość zawodników pożegnano bez żalu, ale byli i tacy, nad którymi mocno ubolewano.

Było to widoczne przy odejściu Aleksandra Paluszka. Był on postrzegany jako jeden z niewielu pozytywów tamtego sezonu. Do tego grona można również zaliczyć Jose Pozo, który w moment stał się jednym z ciekawszych piłkarzy w całej lidze. Hiszpan był prawdziwym liderem środka pola. Brał na siebie bardzo duży ciężar rozgrywania i dzięki niemu Śląsk zaczął wyglądać po prostu lepiej. Odejście Al Hamlawiego także na pewno osłabiło klub pod względem czysto piłkarskim, jednak sposób, w jaki do tego doszło, pozostawia wiele do życzenia.

Mieszane opinie panowały natomiast przy odejściu Mateusza Żukowskiego. Jedni nie chcieli, aby piłkarz z dużym potencjałem opuszczał klub, z drugiej strony wygasał mu kontrakt i był to ostatni moment na sprzedaż. Koniec końców chyba wszystkim ten ruch wyszedł na dobre. Doszło do wielu odejść, z których większość była uzasadniona, jednak niektóre znacząco obniżyły jakość zespołu. Kluczowe jednak było to, aby w klubie został Piotr Samiec-Talar i to się udało. Masowe odejścia stworzyły dużą przestrzeń na pozyskanie nowych piłkarzy, tym bardziej że Śląsk, oddając niechcianych zawodników, mocno oszczędzał na pensjach. Więc czas teraz na tych, którzy do klubu przyszli.

Dariusz Sztylka – próba numer 2 w Śląsku

Śląsk przed rundą jesienną postanowił dokonać zmian w swojej polityce transferowej. Rolę dyrektora sportowego stracił Rafał Grodzicki, który dobrze wywiązywał się ze swoich obowiązków. Miał za sobą chociażby udane zimowe okno transferowe i wiele wskazywało na to, że utrzyma swoją posadę. Jednak decyzją prezesa Mazura do klubu powrócił Dariusz Sztylka, który opuścił tym samym Wisłę Płock, z którą chwilę wcześniej awansował do ekstraklasy. Pomimo zmian, jakie zapanowały, Rafał Grodzicki pozostał w klubie. Został wyznaczony na nowego głównego skauta drużyny.

Już od pierwszych tygodni było wiadomo, że transfery będą szły na konto Sztylki. Lato we Wrocławiu było owocne w ruchy transferowe, jak na sytuację finansową, jaka panowała w klubie. Do zespołu dołączyło 13 nowych piłkarzy, z czego większość na papierze wyglądała naprawdę obiecująco. W dodatku Dariusz Sztylka miał duży kredyt zaufania zarówno od działaczy, jak i kibiców, głównie ze względu na to, że jego pierwsza kadencja według wielu była bardzo dobra. Wtedy do klubu trafili m.in. Erik Expósito, Nahuel Leiva czy Przemysław Płacheta, na którym Śląsk zarobił spore pieniądze. Nadzieje więc były duże i wśród kibiców panował szeroki optymizm. Czas więc ocenić, które transfery ostatecznie okazały się trafione, a o których lepiej zapomnieć.

Marko Dijaković – GKS Tychy – brak odstępnego

Austriak okazał się pierwszym transferem przychodzącym do Śląska Wrocław. Był znany kibicom śledzącym Betclic 1. Ligę z solidnych występów w GKS-ie Tychy. Kolejnym plusem jest to, że Marko został pozyskany za darmo, gdyż jego kontrakt wygasł wraz z końcem sezonu 2024/25. Dijaković był ściągany z myślą, że jest to piłkarz do podstawowego składu i na początku sezonu tak właśnie było.

Jednak dwa pierwsze mecze, w których sprokurował rzut karny i obejrzał czerwoną kartkę, dały trenerowi do myślenia. Były piłkarz GKS-u stracił tym samym miejsce w podstawowym składzie i większość rundy przesiedział na ławce rezerwowych. Pomimo wielu błędów, jakie popełniała obrona, Dijaković nie otrzymał realnej szansy na ponowne pokazanie się. Mimo to uważam, że ten transfer jak najbardziej może się jeszcze obronić.

Michał Szromnik – Górnik Zabrze – bez odstępnego

Powrót Szromnika do Śląska okazał się naprawdę dobrym pomysłem. Kibice zapamiętali go jako co najmniej solidnego bramkarza, który nie raz potrafił w pojedynkę uratować wynik spotkania. Teraz wygląda to bardzo podobnie. Niewielka liczba czystych kont w dużej mierze wynika ze słabej gry obrony. Można mieć zastrzeżenia do jego gry na przedpolu oraz do wychodzenia do wrzutek, ale ogólnie każdy kibic Śląska zgodzi się, że ten transfer jak najbardziej się obronił. Widocznie miejsce Szromnika jest po prostu we Wrocławiu.

Patryk Sokołowski – Cracovia – brak odstępnego

Tutaj trzeba się trochę rozpisać, jeśli chodzi o „Sokoła”. Pierwsze tygodnie to była rewelacja. Wyglądał jak ktoś, kto zdecydowanie nie powinien tu trafić, bo było po nim widać jakość ponad tę ligę. Sokołowski już od pierwszego spotkania pokazywał niespotykany luz i klasę. W dodatku świetnie przecinał podania i był nawet skuteczny pod polem karnym przeciwnika. Działacze klubu oraz trener Šimundža byli nim wprost zachwyceni.

Jednak im dalej w las, tym entuzjazm spadał. Sokołowski zjechał z formą, jednak nie na tyle, aby określić go niewypałem. Zdarzały mu się momenty totalnej beznadziei, jak chociażby w drugim meczu z Wieczystą. Doszły do tego pauzy za nadmiar kartek oraz drobne urazy. Stracił rozpęd z początku sezonu, ale nie można powiedzieć, że Śląsk na nim traci. Wręcz przeciwnie, myślę, że w rundzie wiosennej dalej będzie ważnym elementem zespołu. Forma 30-latka pozostaje jednak pewną zagadką. Jeśli wróci do dyspozycji z początku sezonu, może być najlepszym letnim transferem.

Adriana Ficek

Besar Halimi – SV Sandhausen – brak odstępnego

Tutaj mamy do czynienia ze sporym zawodem. Halimi przychodził jako zastępca Jose Pozo, który rozkochał w sobie wrocławską publiczność. Przed reprezentantem Kosowa stało więc bardzo trudne zadanie, którego niestety nie udźwignął. Pierwsze mecze dawały jednak sporo optymizmu. W szczególności domowe spotkanie z Ruchem, w którym zagrał niczym wspomniany wyżej Pozo. Świetna kreacja, dobra orientacja boiskowa oraz bardzo dobra technika sprawiły, że stał się kluczowym elementem ofensywy Śląska.

W późniejszym czasie stał się cieniem samego siebie. Brak polotu w rozegraniu, częste hamowanie dobrych sytuacji Śląska (szczególnie z kontry) oraz brak jakichkolwiek konkretów boiskowych. Miał kilka wejść z ławki, ale poza świetnym strzałem z Polonią Bytom nie dawał zespołowi zbyt wiele. Z początkiem roku jego kontrakt został rozwiązany za porozumieniem stron. Transfer zdecydowanie na minus, a szkoda, bo zapowiadał się na kogoś, kto mógł wnieść atak WKS-u na wyższy poziom.

Luka Marjanac – ND Gorica – brak odstępnego

Piłkarz z Bałkanów o imieniu Luka może dawać spore nadzieje. Przechodząc jednak do samego transferu, jest on dość ciężki do jednoznacznej oceny. Marjanac w lidze słoweńskiej notował świetne statystyki. 12 goli i 7 asyst w 26 spotkaniach wygląda bardzo dobrze. Do tego mówimy o młodym, zaledwie 22-letnim skrzydłowym, więc potencjał sprzedażowy również jest wysoki. Rzeczywistość we Wrocławiu okazała się jednak co najwyżej średnia. Nie jest to zły piłkarz, widać po nim spore umiejętności, ale jest mocno nieregularny. Potrafi zagrać bardzo dobre spotkanie, dokumentując je asystą, po to, by w trzech kolejnych przejść bez większego echa. Na pewno jest lepszym skrzydłowym niż Arnau Ortiz, głównie ze względu na to, że potrafi dostrzec innych kolegów z zespołu. Mimo wszystko można uznać go za mały zawód.

Spodziewałem się po nim czegoś ekstra, ale widocznie na razie nie jest w stanie tego dać. Ante Šimundža musi nad nim popracować, bo nie jest to gracz stracony. Potrzebny jest mu jednak rozwój mentalny, co dobrze widać po jego boiskowych decyzjach. Z kwestii stricte piłkarskich do poprawy jest jedna, dosyć istotna rzecz — strzelanie. Po ostatnim meczu ze Stalą Rzeszów można było zadawać pytania, jakim cudem Marjanac tyle strzelał w poprzednim sezonie. Ostatecznie wstrzymuję się z oceną i czekam na jego grę w tej rundzie.

Przemysław Banaszak – Górnik Łęczna

Jest to jeden z nielicznych transferów gotówkowych przeprowadzonych przez Śląsk w poprzednim oknie transferowym. Banaszak przychodził do WKS-u jako jeden z najlepszych strzelców Betclic 1. Ligi i był bezpośrednim zastępstwem za Assada Al Hamlawiego, który odszedł ze Śląska po spadku. Od chwili dołączenia do klubu jest bezapelacyjnie pierwszym napastnikiem i nie ma co się temu dziwić. Napastnik ma na swoim koncie osiem goli i samą swoją postawą prezentuje się dobrze. Nie jest to typ zawodnika, który sam sobie coś wykreuje, ale w samej grze bardzo dużo daje Śląskowi. Gra na przysłowiową „ścianę”, potrafi oddać groźny strzał z dystansu, a przy wrzutkach trzeba na niego szczególnie uważać. To inny profil niż wspomniany Palestyńczyk, ale generalnie trudno powiedzieć o nim coś złego.

Goli mogło być więcej, ale i tak mam wrażenie, że część bramek z innym napastnikiem mogłaby po prostu nie paść. Gdy dostanie odpowiednią piłkę w polu karnym, w 99,9% kończy się to golem. Warto nadmienić, że tego typu napastnik żyje z kreacji innych piłkarzy, a z tym obecnie bywa różnie. Niemniej jednak jest to bardzo przyzwoity piłkarz i bardzo się cieszę, że jest we Wrocławiu. Transfer jak najbardziej na plus.

Damian Warchoł – Górnik Łęczna

Sytuacja Damiana Warchoła w Śląsku to istny fenomen. Jest on trzecim najlepszym strzelcem zespołu, zaraz po Banaszaku i Samcu-Talarze, a mimo to pełni rolę rezerwowego. Warchoł jest bardzo uniwersalnym piłkarzem. Potrafi zagrać na wielu pozycjach i przy tym wyglądać dobrze. Jednak Ante Šimundža widzi w nim napastnika, a z racji tego, że Śląsk gra na jedną „9”, były piłkarz Górnika najczęściej siedzi na ławce. Jest to dość dziwna sytuacja, zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie ostatni sezon, w którym Warchoł i Banaszak grali razem w klubie z Lubelszczyzny.

Relacja na linii Šimundža – Warchoł jest dość chłodna i nie wiadomo, czy ten drugi zostanie w klubie. Umiejętności ma, skuteczność również jest na miejscu. Skąd więc takie decyzje trenera, by z niego nie korzystać? — ciężko stwierdzić. Gdy pada pytanie o duet Warchoł – Banaszak, szkoleniowiec dostaje wręcz białej gorączki i udziela bardzo wymijających odpowiedzi. Czy na wiosnę coś się zmieni? Dopóki Śląsk nie ściągnie drugiego napastnika, wątpię, aby obecny stan rzeczy uległ zmianie.

Jorge Yriarte – SD Eibar

Piłkarz sprowadzony z Hiszpanii. Grywał tam w niższych ligach, ale za to jest regularnie powoływany do reprezentacji Wenezueli. To po prostu solidny ligowiec, który w niektórych spotkaniach potrafi dać coś ekstra. Rozegrał kilka meczów po 90 minut, jednak nie kupił sobie tymi występami miejsca w podstawowej jedenastce. Yriarte najlepiej czuje się jako typowa „6” od zadań defensywnych. Ante Šimundža nie ma jednak takiej pozycji w swojej formacji, przez co Wenezuelczyk nie pokazuje pełni swoich możliwości. Trudno go długofalowo krytykować, bo wejścia na 30–40 minut mogą dawać błędny obraz. Warto też zwrócić uwagę na to, że trener ma swoich „żołnierzy”, którzy grają, choćby miało się palić i walić. Yriarte takim żołnierzem nie jest, więc głównie siedzi na ławce. Również w tym przypadku wstrzymuję się z oceną.

Mariusz Malec – Pogoń Szczecin 

Malec przychodził do Śląska z myślą o odbudowaniu się. Pomimo wielu lat spędzonych w Szczecinie ostatni sezon nie był zbyt udany dla doświadczonego obrońcy. Rozegrał zaledwie trzy spotkania i stało się jasne, że musi poszukać nowego pracodawcy. Zgłosił się Śląsk, który poszukiwał obrońcy zbliżonego profilem do Serafina Szoty. W założeniach obrona WKS-u miała grać bardzo wysoko i jednocześnie mieć podstawowe pojęcie o rozegraniu piłki. Malec wpisywał się w tę filozofię, więc sytuacja wydawała się korzystna dla obu stron. Śląsk zyskiwał obrońcę z doświadczeniem, a Malec miejsce, gdzie mógł regularnie grać. Dość szybko wskoczył do wyjściowej jedenastki w miejsce Dijakovicia. Początkowo ta taktyka zaczęła się sprawdzać i Śląsk dość regularnie punktował. Do czasu.

Do listopada, w którym wszystko zaczęło się sypać. Obrona z meczu na mecz popełniała coraz więcej błędów. Najczęściej obrywał Szota, ale Malec też miał swoje momenty słabości (chociażby w meczu z Pogonią Grodzisk Mazowiecki). Generalnie każdy z obrońców w tym sezonie popełnił większy błąd prowadzący do straty gola. Problem w tym, że Malec ma już na swoim koncie co najmniej trzy takie sytuacje. Widzę dla niego miejsce raczej jako rezerwowego, bo doświadczenie na pewno coś wnosi. Jednak na grę w pierwszym składzie, przynajmniej na razie, nie zasługuje. Na ten moment transfer jest niestety na minus.

Michał Rosiak – Arsenal – brak odstępnego

Nie wiem, jakim cudem on tu trafił. Rosiak pod względem umiejętności to już jest piłkarz na Ekstraklasę i to raczej do lepszego zespołu. Zdarzy mu się błąd, jak chociażby w spotkaniu z ŁKS-em, gdzie sprokurował rzut karny, ale to naturalne w tym wieku. Zdążył już zaliczyć bardzo ważny moment, dając wrocławianom trzy punkty w meczu z Pogonią Siedlce. Przyszedł do klubu najpóźniej i jedyne, kiedy było to widoczne, to końcówka rundy, gdzie obniżył formę (zresztą jak cały zespół). Arsenal chciał z nim podpisać nowy kontrakt, więc samo to powinno już dużo mówić. Czy pełniłby tam znaczącą rolę? Raczej nie, ale nie umniejsza to jego talentowi. Jeśli dobrze poprowadzi swoją karierę, widzę go w przyszłości w ligach TOP 10.

Jest to typowy nowoczesny prawy obrońca (bardzo wybiegany i dobry z piłką przy nodze). Do poprawy na pewno są dośrodkowania, bo te wyglądają słabo. Jako usprawiedliwienie trzeba jednak dodać, że w młodszych drużynach Arsenalu grał jako pomocnik. Z automatu wygryzł Tommaso Guercio z pierwszego składu i raczej nie zapowiada się na to, aby to miejsce oddał. Kapitalny transfer i jak najbardziej należy zaliczyć go do plusów.

Maksymilian Dziuba – wypożyczenie z Lecha Poznań

Tutaj niewiele do powiedzenia, bo Dziuba rozegrał ledwie 51 minut w pierwszej drużynie. Dużo częściej występował w rezerwach, ale tam również nie zachwycił. Nie widzę sensu, dlaczego został ściągnięty. Zarówno klub, jak i sam Dziuba stracili na tym wszystkim tylko czas. Życzę mu powodzenia w dalszej karierze, ale jego przygoda w Śląsku musi zostać oceniona negatywnie.

Miłosz Kozak – Ruch Chorzów

Piłkarz z gigantycznym ego, który miał wyprowadzać przeciwników z równowagi podczas spotkań, a przy okazji dawać coś zespołowi na boisku. Na papierze transfer wyglądał dobrze, a jego wielkim fanem był Dariusz Sztylka. Niestety w klubie takim jak Śląsk Wrocław nie patrzy się wyłącznie na charakter zawodnika. Ten u Kozaka jest dość specyficzny i niestety skończyło się to klapą. Na boisku w większości przypadków nie pokazywał niczego. Jedyne, co jest warte zapamiętania, to bramka z rzutu wolnego przeciwko ŁKS-owi. Poza tym trudno znaleźć jakiekolwiek pozytywy. Tu głupia strata, tam przeciągnięte dośrodkowanie, a na koniec niepotrzebna żółta kartka — dramat. Spodziewałem się po nim dużo więcej, a wyszła totalna klapa.

Antoni Klimek – wypożyczenie z Puszczy

Chłopak z regionu w takim klubie jak Śląsk zawsze cieszy. Klimek dołączył do Śląska chwilę przed zamknięciem okna transferowego. Jego rola była raczej oczywista — rezerwowy. Jednak z czasem dostawał coraz więcej szans i je wykorzystywał. Nie jest to piłkarz na pierwszy skład, ale wydaje się być idealnym zawodnikiem na ławkę.

Założenia więc spełnił, choć musi popracować nad kilkoma elementami, aby w pełni przekonać klub do siebie. Czy ma szansę na pozostanie na stałe? Według mnie tak. Transfer na plus.

Dariusz Sztylka – osąd bohatera

Okno transferowe mimo wszystko oceniam pozytywnie. Nie było to okno, które przejdzie do historii klubu, ale bywały gorsze. W dodatku klub był świeżo po spadku, a mimo to dokonał aż tylu transferów przychodzących. Być może faktycznie coś można było zrobić lepiej, ale jak na Śląsk nie można powiedzieć złego słowa. Brakuje kilku pozycji do uzupełnienia kadry, ale trzeba pamiętać, że pozycja negocjacyjna nie była sprzymierzeńcem WKS-u. W skali szkolnej Sztylka za to okno otrzymuje ode mnie 4.

Śląsk i jego boiskowa dyspozycja – Ante Simundža pod lupą

Śląsk potrafił wypracować kilka pozytywów, jak odważne wyprowadzanie piłki z własnego pola karnego. Trener Simundža wyraźnie chce grać otwartą piłką, która nie nudzi kibiców. Niestety defensywa wciąż jest największym problemem. Piłkarze tacy jak Szota czy Malec popełniają dziecinne błędy, które kosztują drużynę bramki. Oglądając mecze, ma się wrażenie, że obrona istnieje tylko formalnie, a atak może nieco ratować sytuację. Częste rotacje w drugiej linii też budzą wiele wątpliwości. Samiec-Talar na pozycji „8” w meczu z Wisłą to tylko jeden z przykładów. W ostatnich pięciu spotkaniach Śląsk pięciokrotnie występował z innym środkiem pola. Częste zmiany zawodników sprawiają, że drużyna nie może wypracować stabilnej gry. Trener musi wybrać piłkarzy, którzy będą regularnie występować w podstawowej jedenastce, zamiast ciągle eksperymentować.

Atak wygląda zdecydowanie lepiej. Piotr Samiec-Talar jest głównym motorem napędowym zespołu i nowym kapitanem, choć zdarzają mu się słabsze momenty. Banaszak prezentuje się solidnie, choć czasami skrzydłowi blokują jego możliwości. Pochwałę należy również przyznać Damianowi Warchołowi, który mimo ograniczonych minut potrafi zrobić różnicę. Ante Simundža to trener z charyzmą i ciekawym pomysłem na grę. Potrafi „kupić” piłkarzy swoim podejściem, a jego taktyka daje efekty w niektórych meczach. Problem pojawia się, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli — brak planu B i uzależnienie od indywidualności zawodników kosztuje punkty. Nie winię jednak tylko trenera. Problemy Śląska są złożone i sięgają wyżej niż ławka trenerska, a ograniczenia kadrowe i finansowe dodatkowo komplikują sytuację.

Niekończąca się telenowela właścicielska – Wrocław „sprzedaje” Śląsk

Sytuacja z prywatyzacją Śląska to jeden wielki kabaret. Klub już od kilku lat jest teoretycznie na sprzedaż, a w praktyce nie trafił się jeszcze nabywca, który zadowoliłby władze miasta. Prowadzono wielomiesięczne rozmowy z Mariuszem Iwańskim, bardzo zainteresowanym kupnem WKS-u. Proces prywatyzacji musi trwać długo, aby klub trafił w kompetentne ręce, co jest zrozumiałe.

Problem pojawia się jednak w szczegółach. Radni miasta Wrocławia dokonali aż dwóch audytów dotyczących Iwańskiego, a wyniki były sprzeczne. Takie zamieszanie, które ostatecznie nic nie zmienia, działa bardzo niekorzystnie na klub. Śląsk już w tym sezonie miał dziurę w budżecie sięgającą około 40 milionów złotych, więc napięta atmosfera wokół drużyny nie powinna dziwić. Po raz kolejny władze miasta zaszkodziły klubowi, nie biorąc za to żadnej odpowiedzialności. Jeden z polityków próbował odpowiadać na krytyczne komentarze kibiców, ale wyszło to kiepsko dla wizerunku miasta. Z odpowiedzi wynika, że pierwszy audyt został przeprowadzony nieprawidłowo, co tylko podsyca poczucie chaosu i braku stabilności w Śląsku.

Przygotowanie do rundy wiosennej – „Banda Kopaczy nie leci do Hiszpanii”

Śląsk Wrocław planowo miał odbyć przygotowania do rundy wiosennej w jednym z hiszpańskich ośrodków. Cała organizacja wyjazdu była praktycznie dopięta. Klub znalazł odpowiedni obiekt spełniający wszystkie potrzeby, a nawet dogadano rywali do sparingów. Jednak w ostatniej chwili wyjazd nie doszedł do skutku. Problemem okazał się być budżet, którego nie było. Klub musiał na szybko znaleźć alternatywę i ostatecznie pozostał w Polsce. Była to kuriozalna sytuacja, która pokazała, jakie problemy ma Śląsk z organizacją. Nie brakowało też komentarzy od polityków miasta. Jeden z nich zamieścił wpis, który lekko mówiąc pokazał sporego rodzaju ignorancję:

,,Żeby mierzyć się w sparingach w Hiszpanii z kolegami z ekstraklas zachodnich, trzeba najpierw nauczyć się radzić sobie z takimi tuzami jak Polonia Bytom, która również przygotowuje się w Polsce (podobnie jak większość drużyn). Uważam, że kolejne 0,5 miliona z budżetu na obóz w Hiszpanii dla kopaczy zarabiających ekstraklasowe stawki, którzy nie dowożą wyniku w pierwszej lidze, to nie jest właściwy wydatek. Praca, pokora, umiar.”Robert Suligowski na swoim X

W efekcie Śląsk większość sparingów rozgrywał z drużynami z niższej półki w Polsce. Mimo to nie można powiedzieć, że przygotowania przebiegały spokojnie. Wyniki również nie napawają optymizmem – porażka z Podbeskidziem czy remis w derbach Wrocławia można traktować w kategoriach kompromitacji.

Nowy rok, nowy Śląsk – gwałtowne zmiany na kluczowych stanowiskach

12 stycznia do mediów zaczęły trafiać informacje o potężnych roszadach na najważniejszych stanowiskach w klubie. Z funkcji prezesa odwołano Michała Mazura. Zmienił się także szef akademii i dyrektor sportowy. Na to ostatnie stanowisko ponownie wrócił Rafał Grodzicki, co oznaczało, że przygoda Dariusza Sztylki w Śląsku trwała zaledwie pół roku. Zmiana nastąpiła w trakcie okna transferowego, w którym Śląsk nie miał być aktywny. Klub dalej zmagał się z bardzo trudną sytuacją finansową, co ograniczało możliwości na rynku transferowym. Jednak te roszady były dopiero początkiem zmian na najwyższych stanowiskach. Nowym prezesem klubu został Remigiusz Jezierski – znany biznesmen i były piłkarz Śląska Wrocław.

Jezierski miał otrzymać wolną rękę w prowadzeniu klubu, ale Śląsk nadal bardzo liczy na wsparcie miasta – a miasto chętnie pomagało. Kilka przelewów już wpłynęło, głównie na pensje, bo nawet tu pojawił się realny problem niewypłacalności. Wcześniejsze transfery finansowe od miasta były spore, jednak nikt nie spodziewał się, co wydarzy się około półtora tygodnia później.

Czy się stoi, czy się leży – przelew od miasta się należy: Śląsk dostaje 30 milionów złotych

Śląsk ma naprawdę dużo szczęścia, że ma takiego bogatego właściciela. Radni miasta Wrocław zdecydowali się wesprzeć klub w trudnej sytuacji kwotą 30 milionów złotych. Dotacja mogłaby być budżetem niejednego klubu w Ekstraklasie. Cel jest jeden i wszyscy o nim mówią we Wrocławiu – powrót do Ekstraklasy. Bez niej Śląsk nie ma racji bytu według wielu, więc trzeba mu pomóc, aby tam wrócił. Klub, który jeszcze kilka miesięcy temu miał nieciekawą sytuację finansową, teraz staje się ligowym potentatem. Nic dziwnego, że inni kibice klubów z pierwszej ligi są oburzeni takimi praktykami. Niestety, taka rzeczywistość we Wrocławiu utrzymuje się od lat i ciężko znaleźć z niej wyjście.

Pomimo wielu prób sprzedaży, Śląsk za każdym razem pozostawał w rękach miasta. Sposób, w jaki kończyły się te rozmowy (nagła zmiana wysokości oferty czy kolejny audyt z odmiennym wynikiem) raczej nie zachęcał do zakupu klubu. W tym roku ma się ponownie rozpocząć cykl sprzedaży Śląska, ale wiarygodność miasta w tym temacie jest zerowa.

Nowe transfery do i z Śląska Wrocław

Odchodząc od spraw politycznych, Śląsk otrzymał pieniądze, które w pewnym stopniu może przeznaczyć na nowych piłkarzy. Pierwszy zimowy transfer ogłoszono 23 stycznia – jest nim Michał Mokrzycki. Kapitan ŁKS-u Łódź trafił do WKS-u za około pół miliona złotych. To doświadczony pomocnik, ograny na poziomie pierwszej ligi, więc transfer można uznać za udany. Piłkarzowi wygasał kontrakt po sezonie, a sam zainteresowany nalegał na zmianę klubu.

Do Wrocławia dołączył również Lamine Ba, 28-letni reprezentant Mauretanii. Środkowy obrońca przeszedł do Śląska na zasadzie transferu definitywnego za około 150 tysięcy euro. Nie wykluczone, że to nie są jedyne ruchy transferowe w tym oknie. Ściągnięcie nowego środkowego obrońcy było konieczne po dużych odejściach. Kapitan Śląska, Serafin Szota, przeniósł się kilka dni wcześniej do gdyńskiej Arki. Z klubu odszedł także Jakub Jezierski, który został wytransferowany do Sigmy Ołomuniec za około 300 tysięcy euro. Ze Śląska pożegnali się również Besar Halimi i Michał Wróblewski, natomiast Tommaso Guercio i Aleksander Wołczek zostali wysłani na wypożyczenie.

Zmiana systemu gry Śląska – Ante Simundza dokonuje sporych zmian

Śląsk w trakcie przygotowań do rundy wiosennej sprawdzał nowe możliwości taktyczne. Trener Simundza ma postawić na system z typowymi wahadłami, który ma być odpowiedzią na zbyt dużą ilość traconych goli. Gra z trójką środkowych obrońców jest ryzykowna i wymaga szerokiej kadry, której Śląsk nie ma. Jednak nagłe zmiany planów na to okienko sprawia, że klub ma możliwość wzmocnienia słabo obsadzonych pozycji. Formacja 5-2-3 może dać sporo atutów na skrzydłach i raczej tam trener Simundza może szukać swoich mocnych stron.

Jedynie co może martwić to wygląd drugiej linii. Pewne jest, że Mokrzycki będzie grać ze względu na to że profilem pasuje do takiej gry. Problem jest jednak z drugim pomocnikiem. Yriarte i Sokołowski to piłkarze głównie nastawieni na defensywę. Braki też można dostrzec w obronie. Brakuje tam jeszcze jednego piłkarza, który mógłby wskoczyć w przypadku kontuzji lub zawieszenia. Niewykluczone więc jest to, że swoje szanse dostaną piłkarze wyróżniający się w rezerwach. II zespół Śląska gra w 2 lidze więc przeskok nie byłby bardzo pokaźny. A jest tam kilka nazwisk z dużym potencjałem bądź są w świetnej dyspozycji

Adam Ciućka

Młody talent Śląska zdołał zaliczyć kilka minut w pierwszej drużynie. W meczu z Miedzią popisał się kilkoma świetnymi zagraniami, które zdobyły popularność na Twitterze. Od tamtej pory nie pojawił się w pierwszym zespole, ale w drugiej drużynie gra regularnie, notując bramki i asysty. Jest uznawany za spory talent, więc decyzja o podpisaniu nowej umowy nie dziwi – 18-latek związał się ze Śląskiem do 2028 roku. Ciućka to zawodnik głównie ofensywny, choć z możliwością gry w środku pola. Można przypuszczać, że właśnie w tej strefie dostanie szansę w pierwszej drużynie na wiosnę.

Łukasz Gerstenstein

Zaskakująco, sporą szansę na powrót do kadry może mieć Gerstenstein. Piłkarz, który latem był praktycznie jedną nogą poza klubem, może wrócić do łask pierwszego zespołu. Głównym powodem jest zmiana systemu gry Śląska, która idealnie pasuje pod jego profil. Gerstenstein najlepiej spisywał się w roli wahadłowego w Stali Mielec. Do tego dochodzi odejście Tommaso Guercio na wypożyczenie, co otwiera lukę po tej stronie boiska. To może być przełomowy moment w jego karierze we Wrocławiu.

Wiktor Niewiarowski

Niewiarowski może zaliczyć obecny sezon do udanych. W 17 spotkaniach zdobył już 8 goli i dorzucił 2 asysty jako skrzydłowy, co czyni go mocnym punktem drugiej drużyny Śląska. Ante Simundza sprawdził go również w meczach kontrolnych, gdzie prezentował wysoki poziom. Skreślenie Miłosza Kozaka otwiera miejsce w pierwszej drużynie na skrzydle, więc przy takiej formie Niewiarowski praktycznie na pewno otrzyma swoje minuty.

Przewidywany skład Śląska

Śląsk w tym momencie testuje nowy system gry, ale mimo zmian w ustawieniu można mniej więcej przewidzieć, jaką jedenastką wyjdzie na niedzielny mecz z Ruchem. Pomimo braku kilku kluczowych piłkarzy z rundy jesiennej, trzon zespołu nie powinien ulec znaczącym zmianom.

 

Bramkarz

Wątpię, aby Michał Szromnik stracił miejsce w bramce. Pomimo kilku błędów popełnionych jesienią, wciąż jest pewnym punktem w składzie. Na Głogowskiego jeszcze przyjdzie czas, jednak Szromnik bez dwóch zdań pozostanie numerem 1.

Środek obrony

Pomimo słabszej dyspozycji Mariusza Malca, prawdopodobnie zachowa miejsce w pierwszym składzie. Dijaković i Ba również powinni wskoczyć do składu przynajmniej na początku rundy. O miejsce w obronie powalczy także Yegor Matschenko, który pod koniec rundy grywał znacznie częściej niż wcześniej. Zmiana systemu na trójkę środkowych obrońców zwiększa liczbę zawodników mogących grać w defensywie, a w tej formacji na pewno jeszcze pojawi się jakiś transfer do klubu.

Wahadła

Ta pozycja może wydawać się „nowym startem”, jednak nie przewiduję tutaj większych zmian. Rosiak i Llinares są wręcz stworzeni do gry na wahadłach – mają dużą chęć do gry do przodu i potrafią wnieść coś od siebie. Jedyny problem, jaki widzę, to ewentualne rotacje. Testowany na tej pozycji jest Antoni Klimek, naturalnie skrzydłowy. Nie mniej jednak obecna liczba piłkarzy powinna spokojnie wystarczyć do końca sezonu.

Środek pola

Osobiście uważam, że rundę zacznie duet Mokrzycki – Yriarte. O swoje minuty będą jednak walczyli również Patryk Sokołowski i Adam Ciućka. Najważniejsze, aby trener Simundza w końcu zdecydował się na stały duet w środku pola, co pozwoli wprowadzić stabilizację w tym sektorze boiska. Jakość piłkarska na pewno jest, ale ciągłe rotowanie pomocnikami może nie przynieść pożądanych efektów.

Skrzydłowi

Na tej pozycji również nie powinno być większych znaków zapytania. Luka Marjanac na tę chwilę daje zespołowi więcej niż Sharabura. Bośniak, pomimo kilku momentów słabości w rundzie jesiennej, pozostaje istotny dla Ante Simundzy. Co do Piotra Samca Talara, to raczej nie ma co dużo mówić. Nowy kapitan Śląska Wrocław zawsze ma miejsce w składzie, a swoją dyspozycją tylko to udowadnia.

Napastnik

Najbardziej jakościowa pozycja w Śląsku Wrocław. Do wyboru mamy dwóch dobrych piłkarzy o zupełnie innym profilu. Wiadome jest, że trener woli stawiać na Banaszaka, ale niekorzystanie z Warchoła również jest błędem. Na miejscu Simundzy spróbowałbym zmieścić ich obu w pierwszym składzie. Jeśli jednak trzeba wskazać jednego, który będzie grał, to jest nim Banaszak.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze