Od trzynastu spotkań między „Arkowcami” a „Wojskowymi” istniał status quo: brak wyników remisowych. Biorąc ten fakt pod uwagę, można było jedynie zakasać rękawy i czekać. Czekać na niedzielne popołudnie, które dla piłkarskiego kibica w „Wenecji Północy” zapowiadało się co najmniej interesująco. Śląsk Wrocław pragnął przełamać niemoc w postaci niewygrywania meczów, a Arka Gdynia zamierzała pokazać, że pod wodzą nowego trenera potrafi godnie punktować.
W ostatnim czasie oba kluby borykały się z większymi lub mniejszymi problemami. Zespół gospodarzy nie dość [tekst o tym], że nie potrafił zdobyć trzech punktów od ponad dwóch miesięcy, to jak na złość w drodze do przełamania zaczęły pojawiać się schody za sprawą kontuzji i wykluczeń zawodników. Po stronie przyjezdnych natomiast wydarzyło się coś zdecydowanie poważniejszego w skutkach, a mówiąc wprost: zmiana trenera. Przy fakcie, że we Wrocławiu nigdy nie padł bezbramkowy remis w rywalizacji obu tych ekip, należało spodziewać się niespodziewanego.
Jeśli z Arką wykonamy pracę, jaką sobie zaplanowaliśmy, nie mam obaw. Musimy jednak udowodnić to na boisku.Krzysztof Mączyński (kapitan Śląska Wrocław)
Śląsk Wrocław energiczny i błyskawiczny
Kibice wrocławian nie musieli długo czekać na fajerwerki. Tempo spotkania niemal od pierwszej sekundy stało na świetnym poziomie, ale nawet mimo tego chyba nikt się nie spodziewał, że gospodarze strzelą bramkę już w 2. minucie meczu. Tak szybko ekipa trenera Vitezslava Lavicki jeszcze w obecnej kampanii nie strzelała (do tej pory najwcześniej w 4. minucie).
Strzelcem bramki okazał się Michał Chrapek, który wykorzystał nieporozumienie w szeregach defensywnych Arki, oddając celny strzał (po rykoszecie) w polu karnym. Środkowy pomocnik WKS-u zanotował pierwsze trafienie w sezonie 2019/2020, tym samym trafiając do siatki po raz pierwszy od 8 marca tego roku (gol przeciwko Jagielloni).
Co ważne, na jednej bramce ekipa gospodarzy nie spoczęła. Ostatnimi czasy największym problemem Śląska był okres po wyjściu na prowadzenie. Wówczas brakowało determinacji, żeby podtrzymać ofensywne nastawienie w celu zwiększenia przewagi, a to… Cóż, mściło się nie raz i choćby przykład niedawnego spotkania z Jagiellonią Białystok jest tego potwierdzeniem. Jak natomiast wyglądało to w meczu z „Arkowcami”? Dwa słowa: nieustanny atak. Podopieczni Vitezslava Lavicki (tekst o nim ) odebrali przeciwnikom argumenty do tego stopnia, że Pavel Steinbors częściej podawał piłkę do kibiców na trybunach niż do swoich kolegów.











