Śląsk Wrocław wrócił do PKO BP Ekstraklasy i zastanawialiśmy się na co stać wicemistrza Betclic 1. Ligi. Podopieczni Ante Simundzy próbowali swoich sił z ligową czołówką oraz ekipą, która ma podobne cele, co Wrocławianie. Mieliśmy wzloty i upadki beniaminka oraz chwile podnoszące na duchu słoweńskiego trenera. Filary zespołu potwierdziły swoją wartość, ale brakuje jeszcze do ideału bardzo wiele. Cztery punkty zadawalają i pozostawiają niedosyt…
Trudny powrót
Śląsk Wrocław rozpoczął sezon od starcia z wicemistrzem Polski na terenie rywala. Górnik Zabrze miał za sobą pierwszy mecz w eliminacjach do Ligi Mistrzów, lecz nie darował Wrocławianom tego spotkania. Dwukrotni mistrzowie Polski weszli z animuszem i wyszli na prowadzenie w pierwszych minutach. Ujrzeliśmy drużynę, która chce wysoko pressować i wykorzystywać błędy oponenta. Takie rozwiązanie dało bramkę Przemysława Banaszaka, gdzie Piotr Samiec-Talar błysnął swoją piętką i asystował efektownie.
Ante Simundza schodził rozczarowany po tamtym spotkaniu, ponieważ jego gracze przegrali 2:1 z Zabrzanami. Wynik przechylił się w drugiej połowie po pechowym samobóju Yehora Matsenki. Piłkarze Michala Gasparika nie zatrzymali się i triumfowali za sprawą Yvana Ikia Dimiego.
Słoweński szkoleniowiec nie ukrywał, że ten mecz wymknął się spod kontroli po przeprowadzeniu zmian. Śląsk Wrocław pilnował prowadzenia i prezentował się bardzo solidnie, bo górnicy mieli kłopoty zwłaszcza w pierwszej połowie z konstruowaniem skutecznych i groźnych ataków. Jednak zmiennicy gospodarzy wnieśli zdecydowanie więcej niż nowe twarze przyjezdnych.
Malaly Dembele nie wzniecił ognia w ofensywie, gdy pojawił się za Przemysława Banaszaka. Środkowa linia nie potrafiła utrzymać piłki i dać sobie chwili wytchnienia. Eniss Shabani z Grzegorzem Tomasiewiczem odbili się od swoich przeciwników i skupili się głównie na bronieniu. Śląsk Wrocław poczuł, czym jest intensywność w PKO BP Ekstraklasie.
Zbigniew.H
Radosne powitanie
Śląsk Wrocław przywitał się z własnym stadionem z przytupem, gdy przedstawił swój charakter. Raków Częstochowa – kolejny polski reprezentant w europejskich pucharach przyjechał na Dolny Śląsk, aby pokazać miejsce w szeregu „Zielono-biało-czerwonym”. Wrocławianie skupili się w pierwszej kolejności na ochronie własnego pola karnego, co wydaje się zrozumiałe z respektu do klasy przeciwnika. Tym bardziej musiał boleć Ante Simundzę sposób straty gola, ponieważ Emreli wykorzystał prosty błąd komunikacyjny nowych graczy – Karola Niemczyckiego i Irodotosa Christodoulou.
Jednak gracze najbardziej utytułowanego trenera w lidze odrodzili się zaskakująco. Drużyna, która broniła, przypomniała sobie, jak strzelać gole i zdominować przeciwnika. Cztery zabójcze minuty obróciły się w radosne powitanie z Tarczyński Arena w polskiej elicie. Doświadczenie sprzed tygodnia zaprocentowało bardzo szybko, ponieważ Michał Mokrzycki dał impuls swoim wejściem z ławki. Zmiennicy udźwignęli ciężar trudnego momentu, a wśród tej grupy musimy wyróżnić także Malaly’ego Dembele.
Ante Simundza świętował pierwszą wygraną po powrocie, ponieważ Piotr Samiec-Talar zachował spokój i wyrachowanie w polu karnym „Medalików”. Kapitan WKS-u przyjął piłkę oraz odwrócił się w kierunku bramki i znalazł swoją lewą stopą drogę do bramki Kacpra Trelowskiego.
Wyrównanie entuzjazmu
3. kolejka pachniała zwycięstwem sprzed tygodnia i budził się entuzjazm na kolejne punktowanie. Śląsk Wrocław nie był wyraźnym faworytem potyczki z Cracovią, lecz piłkarze 54-letniego trenera mieli odrobinę większe szanse na trzy punkty. Jednak to spotkanie rozczarowało nas i usypiało coraz silniej z minuty na minutę.
Wrocławianie nie tworzyli okazji i byli apatyczni w ofensywie, co wyraża perfekcyjnie jedna statystyka. Beniaminek nie oddał ani jednego celnego strzału na bramkę Sebastiana Madejskiego przed własnymi kibicami w pierwszej połowie. Występ „Zielono-biało-czerwonych” musimy uznać za rozczarowujący.
Słoweński trener wymachiwał energicznie rękoma przez całe 90 minut, lecz znów zmiany ożywiły poczynania Śląska Wrocław. Luka Marjanac męczył się z Gustavem Henrikssonem w pojedynkach fizycznych i po raz pierwszy w sezonie opuszczał plac gry prędzej od Przemysława Banaszaka. Bośniak miał świetną sytuację po dograniu od Piotra Samca-Talara, ale zawiodła koncentracja u gracza z numerem „11” na plecach.
Ante Simundza podsumował to spotkanie bardzo trafnie, mówiąc, że kibice nie zobaczyli bardzo interesującego meczu. To spotkanie było taktyczne i interesowało trenerów z racji poziomu tej potyczki. Śląsk Wrocław rósł z biegiem czasu jako drużyna, ale zabrakło udokumentowania tych słów golem. Oczywiście zadanie utrudniło się po tym, jak Lamine Ba obejrzał czerwoną kartkę, a Michał Mokrzycki zszedł po paru minutach z powodu kontuzji. Ostatecznie oba zespoły podzieliły się punktami po nudnym 0:0.
Mają swój styl
Śląsk Wrocław przypomina o sobie w PKO BP Ekstraklasie, mając styl Ante Simundzy. Czujemy pieczęć słoweńskiego trenera, który szuka gry agresywnej z doskokiem do przeciwnika. Wrocławianie faulują i nie są pasywni w defensywie. Dodatkowo dobrze organizują się i ciężko przebić się przez szyki obronne, gdzie lideruje Lamine Ba. Mauretańczyk stabilizuje cały pięcioosobowy blok.
Beniaminek nie szuka samej gry długimi podaniami i budowania ataków najprościej, jak się da. Mecz z Rakowem Częstochowa obrazuje nam „Zielono-biało-czerwonych” jako drużynę, która konstruuje akcje podaniami po ziemi. Grzegorz Tomasiewicz przemieszcza się momentalnie po całej murawie i odzyskuje piłkę spod nóg rywala. Wahadłowi biegają do przodu i stwarzają zagrożenie. Ekipa jest kompaktowa i skonstruowana wokół Piotra Samca-Talara.
Kapitan WKS-u ma na swoim koncie gola i asystę, ale nie możemy powiedzieć samych komplementów o tym graczu. 24-latek zanotował wiele niedokładnych zagrań czy prostych strat za sprawą złych przyjęć piłki. Wydaje się, że 24-latek zwalnia niektóre sytuacje i za długo przetrzymuje piłkę. Jednak ten chłopak nie musi być najlepszym zawodnikiem w swoim zespole, lecz on decyduje o wizerunku Śląska Wrocław. Wychowanek klubu notuje decydujące podania oraz biega po lewej i prawej stronie, bo angażuje się w każdą akcję swojej ekipy. Nie wyobrażamy sobie beniaminka bez tego piłkarza, a wspominał niedawno Rafał Grodzicki, że wpływały oferty za lewonożnego zawodnika.
Zbigniew.H
Plany na przyszłość
Śląsk Wrocław nie bije się z najłatwiejszymi rywalami na początku sezonu. Derby z Zagłębiem Lubin są następnym wyzwaniem na terenie rywala, a następnie Widzew Łódź odwiedzi Wrocław. Legia Warszawa zamyka sierpniowe granie dla graczy Ante Simundzy.
Wiemy, że Wrocławianie nie zagrali równego meczu i ich forma faluje w ciągu jednych 90 minut. To jest pierwsze zadanie dla słoweńskiego szkoleniowca, aby wyrównać dyspozycję swoich podopiecznych. Jednak ta misja jest utrudniona, skoro Lamine Ba będzie pauzował w derbowym starciu i nie wiemy, ile potrwa absencja Michała Mokrzyckiego. Pole manewru zmniejsza się i młodsi gracze WKS-u mogą zostać wzięci pod uwagę.
Rywalizacja o pierwszy skład układa się bardzo dobrze u Ante Simundzy i z tygodnia na tydzień możemy spodziewać się jakiejś zmiany. Michał Szromnik bronił w Zabrzu, lecz dwa następne mecze oglądał na ławce rezerwowych. Karol Niemczycki spisał się bez większych minusów, szczególnie przeciwko Cracovii. Jorge Yriarte, Grzegorz Tomasiewicz i Michał Mokrzycki rywalizują o wyjściową „11”, a Eniss Shabani daje coraz więcej dobrych akcentów.
Malaly Dembele chciałby rozdzielić duet Luki Marjanaca i Przemysława Banaszaka, ale rodzi się pytanie, za kogo miałby wejść. Francuz przyda się do gry fizycznej, a takie starcie szykuje się przeciwko Leszkowi Ojrzyńskiemu już w sobotę. Śląsk Wrocław wrzuca piłki często, więc miejsce Bośniaka wydaje się wątpliwe.
Jednak to Ante Simundza widzi całą grupę w mikrocyklu treningowym, dostosowuje taktykę i dobiera najmocniejszy skład, jaki może wystawić. Cztery punkty nie cieszą w pełni, ponieważ inauguracja zwieńczyła się porażką. Wydaje się, że Śląsk Wrocław rozpoczął optymalnie kampanię 2026/2027 i swoim powrotem zawiał ligową stawką, ale nie wzniecił huraganu. Pierwsze zdobycze punktowe uspokajają, aniżeli niepokoją.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Śląsk Wrocław wrócił do PKO BP Ekstraklasy i zastanawialiśmy się na co stać wicemistrza Betclic 1. Ligi. Podopieczni Ante Simundzy próbowali swoich sił z ligową czołówką oraz ekipą, która ma podobne cele, co Wrocławianie. Mieliśmy wzloty i upadki beniaminka oraz chwile podnoszące na duchu słoweńskiego trenera. Filary zespołu potwierdziły swoją wartość, ale brakuje jeszcze do ideału bardzo wiele. Cztery punkty zadawalają i pozostawiają niedosyt…
Trudny powrót
Śląsk Wrocław rozpoczął sezon od starcia z wicemistrzem Polski na terenie rywala. Górnik Zabrze miał za sobą pierwszy mecz w eliminacjach do Ligi Mistrzów, lecz nie darował Wrocławianom tego spotkania. Dwukrotni mistrzowie Polski weszli z animuszem i wyszli na prowadzenie w pierwszych minutach. Ujrzeliśmy drużynę, która chce wysoko pressować i wykorzystywać błędy oponenta. Takie rozwiązanie dało bramkę Przemysława Banaszaka, gdzie Piotr Samiec-Talar błysnął swoją piętką i asystował efektownie.
Ante Simundza schodził rozczarowany po tamtym spotkaniu, ponieważ jego gracze przegrali 2:1 z Zabrzanami. Wynik przechylił się w drugiej połowie po pechowym samobóju Yehora Matsenki. Piłkarze Michala Gasparika nie zatrzymali się i triumfowali za sprawą Yvana Ikia Dimiego.
Słoweński szkoleniowiec nie ukrywał, że ten mecz wymknął się spod kontroli po przeprowadzeniu zmian. Śląsk Wrocław pilnował prowadzenia i prezentował się bardzo solidnie, bo górnicy mieli kłopoty zwłaszcza w pierwszej połowie z konstruowaniem skutecznych i groźnych ataków. Jednak zmiennicy gospodarzy wnieśli zdecydowanie więcej niż nowe twarze przyjezdnych.
Malaly Dembele nie wzniecił ognia w ofensywie, gdy pojawił się za Przemysława Banaszaka. Środkowa linia nie potrafiła utrzymać piłki i dać sobie chwili wytchnienia. Eniss Shabani z Grzegorzem Tomasiewiczem odbili się od swoich przeciwników i skupili się głównie na bronieniu. Śląsk Wrocław poczuł, czym jest intensywność w PKO BP Ekstraklasie.
Zbigniew.H
Radosne powitanie
Śląsk Wrocław przywitał się z własnym stadionem z przytupem, gdy przedstawił swój charakter. Raków Częstochowa – kolejny polski reprezentant w europejskich pucharach przyjechał na Dolny Śląsk, aby pokazać miejsce w szeregu „Zielono-biało-czerwonym”. Wrocławianie skupili się w pierwszej kolejności na ochronie własnego pola karnego, co wydaje się zrozumiałe z respektu do klasy przeciwnika. Tym bardziej musiał boleć Ante Simundzę sposób straty gola, ponieważ Emreli wykorzystał prosty błąd komunikacyjny nowych graczy – Karola Niemczyckiego i
Jednak gracze najbardziej utytułowanego trenera w lidze odrodzili się zaskakująco. Drużyna, która broniła, przypomniała sobie, jak strzelać gole i zdominować przeciwnika. Cztery zabójcze minuty obróciły się w radosne powitanie z Tarczyński Arena w polskiej elicie. Doświadczenie sprzed tygodnia zaprocentowało bardzo szybko, ponieważ Michał Mokrzycki dał impuls swoim wejściem z ławki. Zmiennicy udźwignęli ciężar trudnego momentu, a wśród tej grupy musimy wyróżnić także Malaly’ego Dembele.
Ante Simundza świętował pierwszą wygraną po powrocie, ponieważ Piotr Samiec-Talar zachował spokój i wyrachowanie w polu karnym „Medalików”. Kapitan WKS-u przyjął piłkę oraz odwrócił się w kierunku bramki i znalazł swoją lewą stopą drogę do bramki Kacpra Trelowskiego.
Wyrównanie entuzjazmu
3. kolejka pachniała zwycięstwem sprzed tygodnia i budził się entuzjazm na kolejne punktowanie. Śląsk Wrocław nie był wyraźnym faworytem potyczki z Cracovią, lecz piłkarze 54-letniego trenera mieli odrobinę większe szanse na trzy punkty. Jednak to spotkanie rozczarowało nas i usypiało coraz silniej z minuty na minutę.
Wrocławianie nie tworzyli okazji i byli apatyczni w ofensywie, co wyraża perfekcyjnie jedna statystyka. Beniaminek nie oddał ani jednego celnego strzału na bramkę Sebastiana Madejskiego przed własnymi kibicami w pierwszej połowie. Występ „Zielono-biało-czerwonych” musimy uznać za rozczarowujący.
Słoweński trener wymachiwał energicznie rękoma przez całe 90 minut, lecz znów zmiany ożywiły poczynania Śląska Wrocław. Luka Marjanac męczył się z Gustavem Henrikssonem w pojedynkach fizycznych i po raz pierwszy w sezonie opuszczał plac gry prędzej od Przemysława Banaszaka. Bośniak miał świetną sytuację po dograniu od Piotra Samca-Talara, ale zawiodła koncentracja u gracza z numerem „11” na plecach.
Ante Simundza podsumował to spotkanie bardzo trafnie, mówiąc, że kibice nie zobaczyli bardzo interesującego meczu. To spotkanie było taktyczne i interesowało trenerów z racji poziomu tej potyczki. Śląsk Wrocław rósł z biegiem czasu jako drużyna, ale zabrakło udokumentowania tych słów golem. Oczywiście zadanie utrudniło się po tym, jak Lamine Ba obejrzał czerwoną kartkę, a Michał Mokrzycki zszedł po paru minutach z powodu kontuzji. Ostatecznie oba zespoły podzieliły się punktami po nudnym 0:0.
Mają swój styl
Śląsk Wrocław przypomina o sobie w PKO BP Ekstraklasie, mając styl Ante Simundzy. Czujemy pieczęć słoweńskiego trenera, który szuka gry agresywnej z doskokiem do przeciwnika. Wrocławianie faulują i nie są pasywni w defensywie. Dodatkowo dobrze organizują się i ciężko przebić się przez szyki obronne, gdzie lideruje Lamine Ba. Mauretańczyk stabilizuje cały pięcioosobowy blok.
Beniaminek nie szuka samej gry długimi podaniami i budowania ataków najprościej, jak się da. Mecz z Rakowem Częstochowa obrazuje nam „Zielono-biało-czerwonych” jako drużynę, która konstruuje akcje podaniami po ziemi. Grzegorz Tomasiewicz przemieszcza się momentalnie po całej murawie i odzyskuje piłkę spod nóg rywala. Wahadłowi biegają do przodu i stwarzają zagrożenie. Ekipa jest kompaktowa i skonstruowana wokół Piotra Samca-Talara.
Kapitan WKS-u ma na swoim koncie gola i asystę, ale nie możemy powiedzieć samych komplementów o tym graczu. 24-latek zanotował wiele niedokładnych zagrań czy prostych strat za sprawą złych przyjęć piłki. Wydaje się, że 24-latek zwalnia niektóre sytuacje i za długo przetrzymuje piłkę. Jednak ten chłopak nie musi być najlepszym zawodnikiem w swoim zespole, lecz on decyduje o wizerunku Śląska Wrocław. Wychowanek klubu notuje decydujące podania oraz biega po lewej i prawej stronie, bo angażuje się w każdą akcję swojej ekipy. Nie wyobrażamy sobie beniaminka bez tego piłkarza, a wspominał niedawno Rafał Grodzicki, że wpływały oferty za lewonożnego zawodnika.
Zbigniew.H
Plany na przyszłość
Śląsk Wrocław nie bije się z najłatwiejszymi rywalami na początku sezonu. Derby z Zagłębiem Lubin są następnym wyzwaniem na terenie rywala, a następnie Widzew Łódź odwiedzi Wrocław. Legia Warszawa zamyka sierpniowe granie dla graczy Ante Simundzy.
Wiemy, że Wrocławianie nie zagrali równego meczu i ich forma faluje w ciągu jednych 90 minut. To jest pierwsze zadanie dla słoweńskiego szkoleniowca, aby wyrównać dyspozycję swoich podopiecznych. Jednak ta misja jest utrudniona, skoro Lamine Ba będzie pauzował w derbowym starciu i nie wiemy, ile potrwa absencja Michała Mokrzyckiego. Pole manewru zmniejsza się i młodsi gracze WKS-u mogą zostać wzięci pod uwagę.
Rywalizacja o pierwszy skład układa się bardzo dobrze u Ante Simundzy i z tygodnia na tydzień możemy spodziewać się jakiejś zmiany. Michał Szromnik bronił w Zabrzu, lecz dwa następne mecze oglądał na ławce rezerwowych. Karol Niemczycki spisał się bez większych minusów, szczególnie przeciwko Cracovii. Jorge Yriarte, Grzegorz Tomasiewicz i Michał Mokrzycki rywalizują o wyjściową „11”, a Eniss Shabani daje coraz więcej dobrych akcentów.
Malaly Dembele chciałby rozdzielić duet Luki Marjanaca i Przemysława Banaszaka, ale rodzi się pytanie, za kogo miałby wejść. Francuz przyda się do gry fizycznej, a takie starcie szykuje się przeciwko Leszkowi Ojrzyńskiemu już w sobotę. Śląsk Wrocław wrzuca piłki często, więc miejsce Bośniaka wydaje się wątpliwe.
Jednak to Ante Simundza widzi całą grupę w mikrocyklu treningowym, dostosowuje taktykę i dobiera najmocniejszy skład, jaki może wystawić. Cztery punkty nie cieszą w pełni, ponieważ inauguracja zwieńczyła się porażką. Wydaje się, że Śląsk Wrocław rozpoczął optymalnie kampanię 2026/2027 i swoim powrotem zawiał ligową stawką, ale nie wzniecił huraganu. Pierwsze zdobycze punktowe uspokajają, aniżeli niepokoją.