Może nie ma w swoich szeregach wybitnych piłkarzy, może nie gra pięknej dla oka piłki, wreszcie – może obce mu są europejskie sukcesy. Ale ma trenera, który z niejednego pieca chleb już jadł i przygodę Śląska w pucharach traktuje zupełnie serio.
– Wysłaliśmy jednego z naszych trenerów do Sofii, by dostarczył nam informacje o tym zespole, dając tym samym do zrozumienia, przede wszystkim sobie, jak poważna jest to sprawa. Chcemy uniknąć sytuacji, w której, po szczęśliwym czwartkowym wieczorze, pierwszą myślą następnego dnia będzie: „Boże, co nas czeka w następnym meczu? Przecież my nic nie wiemy o naszym rywalu”. Oczywiście, ktoś może dać w gazecie tytuł: „Zwariowali! Myślą o trzeciej fazie, jeszcze nie konsumując do końca drugiej”. To jest nasz obowiązek – mówił jeszcze przed spotkaniem z Dundee Orest Lenczyk. To pokazuje, że drużyna do swojej gry w eliminacjach podchodzi zupełnie poważnie, jest w pełni skoncentrowana i zorientowana tylko i wyłącznie na awans.

W pierwszym meczu z Dundee, również rozgrywanym u siebie, to Śląsk był stroną przeważającą. To właśnie wrocławianie mieli inicjatywę, częściej byli przy piłce, to oni kreowali akcje ofensywne. Niewykluczone, że ten stan rzeczy powtórzy się w czwartkowym spotkaniu, chociaż… innego zdania jest Maciej Terlecki, ekspert telewizyjny stacji Canal+. – Śląsk to drużyna, która gra bardzo asekuracyjny futbol. Jak na polskie warunki jest znakomicie przygotowana fizycznie i to jest jej atut. Zawodnicy zaatakują dopiero, kiedy wybadają rywala, zobaczą, że można wyjść trochę wyżej, zaryzykować. Wszystko będzie zależeć od dyspozycji dnia i… odrobinki szczęścia – uważa jeden z najbardziej zmarnowanych talentów w historii polskiej piłki.
Na trasę wyścigu o awans do Ligi Europy Lokomotiw Sofia dołączył wtedy, co Śląśk – na drugim etapie. W poprzedniej kolejce uporał się z Metalurgiem Skopje. Lekko nie było. W pierwszym meczu na stadionie rywala padł bezbramkowy remis, drugie spotkanie było zaś przeznaczone tylko dla kibiców o mocnych nerwach. Macedończycy dwukrotnie obejmowali prowadzenie w tym meczu, ale ostatecznie, rzutem na taśmę, Bułgarzy zdołali w ostatnich pięciu minutach przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę za sprawą dwóch trafień Presława Jordanowa, na którego Polacy muszą zwrócić uwagę. Podobne okoliczności towarzyszyły meczowi Śląska. Ale emocje już opadły, przynajmniej wśród Polaków. – To, co można zauważyć wśród zawodników, to trochę inna atmosfera. Przed meczem ze Szkotami była pełna mobilizacja z każdej strony, a już na najwyższym poziomie u zawodników. Teraz jest nieco inaczej, być może dlatego, że opadły emocje. Dla nas to przygotowanie do kolejnego pojedynku i chcemy sprostać temu wyzwaniu – opowiadał na konferencji prasowej Lenczyk.










