Wrocławscy kibice zapewne nieustannie myślą o obecnej sytuacji swojej ukochanej ekipy. Nie bez powodu. Śląsk po udanym początku sezonu nie potrafi wygrać od… 27 listopada ubiegłego roku. Na domiar złego w dyspozycji jego piłkarzy nie widać cienia szansy na lepsze jutro. Porażka 0:1 z Legią było tylko brutalnym odzwierciedleniem panujących w dolnośląskim klubie realiów…
Jakie one są? Cóż… Trudno opisać je w kilku słowach. Jednym z nich na pewno byłaby „tragedia”, drugim zaś „bezradność”. Styl gry, mentalność zawodników, a przede wszystkim lokata w tabeli – każdy z tych czynników stoi na tym samym, mizernym do granic możliwości poziomie. Śląsk z drużyny stawiającej opór każdemu rywalowi zwyczajnie dołączył do grona najgorszych zespołów w ekstraklasie.
I nie jest to hiperbola. Zawodnicy z Tarczyński Arena jako jedyni obok Wisły Kraków nie wygrali ligowego meczu w 2022 roku. Takie stwierdzenie brzmi koszmarnie, a wygląda jeszcze gorzej, gdy zagłębimy się w szczegóły. Wspomniana konfrontacja w stolicy dobitnie to potwierdziła.
Paździerz do kwadratu!
Nawet największy koneser krajowej piłki nie doszukałby się piękna we wczorajszym spotkaniu. Obie ekipy zagrały beznadziejnie, lecz to Legia zwyciężyła. Gracze z zachodnio-południowej części Polski natomiast oddali zaledwie jeden strzał w pierwszej połowie. W dodatku niecelny.
Jedynie pierwsze 15 minut drugiej połowy miało prawo podobać się w postawie gości. Wówczas naprawdę można było pomyśleć, że Śląsk chce wygrać ten pojedynek. Szczególnie po akcji Wojciecha Golli, w której 30-latek przedryblował dwóch legionistów i oddał przyzwoity centrostrzał. Jednak optymistyczne myśli sympatyków wrocławian zostały szybko rozwiane. WKS powrócił do stanu rzeczy z pierwszej części meczu, ponownie stając się nieporadny w kreowaniu akcji.
Do tego wszystkiego gracze Magiery zaczęli popełniać coraz większe błędy w defensywie, chociażby przy wymienionej bramce dla Legii. Owszem, asysta Jouse przy bramce Wszołka była cudowna, aczkolwiek ustawienie obrony przyjezdnych w tamtym momencie też mocno pomogło gospodarzom w objęciu prowadzenia. Ponadto Śląsk nie zareagował prawidłowo także na stratę bramki, a trener Magiera nie wykonał niezwykle istotnych zmian. Pierwsza z nich nastąpiła dopiero w 71. minucie. Wynik zamknęła zatem jedna bramka, przy czym Dolnoślązacy zakończyli starcie identycznie w stosunku do pierwszej połowy… bez celnego strzału na koncie.













