„Wojskowi” w tym sezonie ekstraklasy grają bardzo nierówno. Z jednej strony potrafią wygrywać z Piastem 4:1 i z Jagiellonią 4:0, a z drugiej przegrywać 0:4 z Zagłębiem Lubin i 0:3 z Wisłą Płock. Owa nieregularność odbija się niestety na zdobyczy punktowej, która daleka jest od oczekiwań – 17 meczów, 17 punktów. Przed rozpoczęciem rundy jesiennej pojawiały się w klubie głosy, że wrocławska drużyna ma potencjał, by poważnie myśleć o czołowej ósemce. Cóż, ona nieustannie ucieka i kół ratunkowych rzucać nie będzie. Idee trenera Tadeusza Pawłowskiego wobec zespołu są górnolotne, ponieważ stawiają na przyszłość, jednak w chwili obecnej efektów nie dają. Cierpliwości ze strony właścicieli też jakby coraz mniej, ale czy słusznie?
Pomysł na przyszłość jest
Na początku tego roku WKS notował bardzo słabe wyniki i konieczna była roszada na stołku trenerskim. Jako były zawodnik, trener i dyrektor rozwoju sportowego Śląska Tadeusz Pawłowski podjął się trudnego zadania i przybył na ratunek. Z opóźnionym skutkiem – ale jednak – wyniósł drużynę na nieco wyższy poziom i zagwarantował spokój. Dziesięć ostatnich meczów sezonu 17/18 pod wodzą nowego szkoleniowca to brak porażki (8 zwycięstw, 2 remisy). Po takim finiszu wystarczyło tylko utrzymać w zespole kluczowych zawodników, wzmocnić odpowiednie pozycje, udoskonalać formułę i przystąpić do lipcowych zmagań z entuzjazmem. On oczywiście był, ale do grudnia zdążył się rozmyć. Jedynie dyrygent boiskowej orkiestry nie stracił wiary w sukces i niezmiennie pracuje nad swoją filozofią gry.
65-letni szkoleniowiec chce grać futbol, który – jak na polskie standardy – należy doceniać. Atak pozycyjny, szybka wymiana piłki, kreowanie gry, napieranie na rywala. Trzeba przyznać, że są to założenia niezwykle ambitne, lecz równie wymagające. Do ich realizacji potrzebni są wysokiej klasy wykonawcy i cierpliwość. Zarówno ta ze strony samych piłkarzy, jak i klubowego zarządu, który powinien wspomagać trenera w jego długofalowym myśleniu. W pierwszych wywiadach po objęciu posady Pawłowski mówił wprost: – Myślimy do przodu, bo nam Śląsk leży w sercu nie tylko na dziś. Nam chodzi o to, żeby to był też fajny klub za cztery, pięć lat.
Godna pochwały wizja, zwłaszcza w lidze, w której szkoleniowcy trwają na swoim stanowisku średnio 170 dni.
Stawianie na polską młodzież
Plan na następne lata jest jak najbardziej widoczny i zdążył się objawić już w letnim okienku transferowym. Dokonane wzmocnienia ewidentnie wskazywały na to, że klub mocniej postawi na utalentowaną młodzież. I co bardzo ważne – głównie z 1. ligi polskiej. Piotr Samiec-Talar (17 lat, ściągnięty z CLJ Śląska) – powoli wprowadzany do zespołu. Damian Gąska (22 lata, wcześniej Wigry Suwałki) – ważna postać w pierwszym składzie. Jakub Labojko (21 lat, wcześniej Raków Częstochowa) – dostaje minuty. W pierwszej jedenastce w miarę regularnie występuje 20-letni Pałaszewski, a na szanse może liczyć 22-letni Kamil Dankowski.










