Śląsk Wrocław – gra lepsza niż wyniki


Wrocławian od strefy spadkowej oddziela tylko jeden punkt. Czy taka lokata w tabeli w pełni oddaje rzeczywistość?

7 grudnia 2018 Śląsk Wrocław – gra lepsza niż wyniki
Paweł Andrachiewicz / PressFocus

"Wojskowi" w tym sezonie ekstraklasy grają bardzo nierówno. Z jednej strony potrafią wygrywać z Piastem 4:1 i z Jagiellonią 4:0, a z drugiej przegrywać 0:4 z Zagłębiem Lubin i 0:3 z Wisłą Płock. Owa nieregularność odbija się niestety na zdobyczy punktowej, która daleka jest od oczekiwań – 17 meczów, 17 punktów. Przed rozpoczęciem rundy jesiennej pojawiały się w klubie głosy, że wrocławska drużyna ma potencjał, by poważnie myśleć o czołowej ósemce. Cóż, ona nieustannie ucieka i kół ratunkowych rzucać nie będzie. Idee trenera Tadeusza Pawłowskiego wobec zespołu są górnolotne, ponieważ stawiają na przyszłość, jednak w chwili obecnej efektów nie dają. Cierpliwości ze strony właścicieli też jakby coraz mniej, ale czy słusznie?


Udostępnij na Udostępnij na

Pomysł na przyszłość jest

Na początku tego roku WKS notował bardzo słabe wyniki i konieczna była roszada na stołku trenerskim. Jako były zawodnik, trener i dyrektor rozwoju sportowego Śląska Tadeusz Pawłowski podjął się trudnego zadania i przybył na ratunek. Z opóźnionym skutkiem – ale jednak – wyniósł drużynę na nieco wyższy poziom i zagwarantował spokój. Dziesięć ostatnich meczów sezonu 17/18 pod wodzą nowego szkoleniowca to brak porażki (8 zwycięstw, 2 remisy). Po takim finiszu wystarczyło tylko utrzymać w zespole kluczowych zawodników, wzmocnić odpowiednie pozycje, udoskonalać formułę i przystąpić do lipcowych zmagań z entuzjazmem. On oczywiście był, ale do grudnia zdążył się rozmyć. Jedynie dyrygent boiskowej orkiestry nie stracił wiary w sukces i niezmiennie pracuje nad swoją filozofią gry.

65-letni szkoleniowiec chce grać futbol, który – jak na polskie standardy – należy doceniać. Atak pozycyjny, szybka wymiana piłki, kreowanie gry, napieranie na rywala. Trzeba przyznać, że są to założenia niezwykle ambitne, lecz równie wymagające. Do ich realizacji potrzebni są wysokiej klasy wykonawcy i cierpliwość. Zarówno ta ze strony samych piłkarzy, jak i klubowego zarządu, który powinien wspomagać trenera w jego długofalowym myśleniu. W pierwszych wywiadach po objęciu posady Pawłowski mówił wprost: – Myślimy do przodu, bo nam Śląsk leży w sercu nie tylko na dziś. Nam chodzi o to, żeby to był też fajny klub za cztery, pięć lat.

Godna pochwały wizja, zwłaszcza w lidze, w której szkoleniowcy trwają na swoim stanowisku średnio 170 dni.

        Stawianie na polską młodzież

Plan na następne lata jest jak najbardziej widoczny i zdążył się objawić już w letnim okienku transferowym. Dokonane wzmocnienia ewidentnie wskazywały na to, że klub mocniej postawi na utalentowaną młodzież. I co bardzo ważne – głównie z 1. ligi polskiej. Piotr Samiec-Talar (17 lat, ściągnięty z CLJ Śląska) – powoli wprowadzany do zespołu. Damian Gąska (22 lata, wcześniej Wigry Suwałki) – ważna postać w pierwszym składzie. Jakub Labojko (21 lat, wcześniej Raków Częstochowa) – dostaje  minuty. W pierwszej jedenastce w miarę regularnie występuje 20-letni Pałaszewski, a na szanse może liczyć 22-letni Kamil Dankowski.

Część młodych graczy wróciła również z wypożyczeń i czeka na zaistnienie w kadrze, a kilku kolejnych ogrywa się poza Wrocławiem. To jest właśnie polityka z przyszłością, która niebawem może okazać się niezwykle lukratywna. Na polu i sportowym, i finansowym. Śmiało można powiedzieć, że pod tym względem Śląsk funkcjonuje bardzo dobrze. Patrząc na najmocniejsze ogniwa drużyny, musi, ponieważ kilka z nich chodzi już po świecie z „trójką z przodu”. Zmiany pokoleniowe i kadrowe (pod wpływem reform PZPN-u) w końcu przecież nastąpią, wobec czego Śląsk może być jednym z tych klubów ekstraklasy, które na tę ewentualność będą doskonale przygotowane.

Styl jest, brakuje konkretów i wzmocnień

Oglądając mecz z trybun, śmiało można stwierdzić, że w grze „Wojskowych” drzemie jakiś potencjał. Tak jak wcześniej wspominałem, idea trenera Pawłowskiego opiera się na szybkim operowaniu piłką. Niewiele długich, a sporo krótkich zagrań. Polski szkoleniowiec nie raz z dumą podkreślał, że atak pozycyjny jego drużyny jest jednym z najlepszych w lidze. Częściowo deklaracja słuszna, częściowo nie. W składzie Śląska Wrocław są oczywiście piłkarze, którym nie brakuje inklinacji do polskiego odpowiednika „tiki-taki”, ale jest ich zdecydowanie za mało, by w pełni korzystać z dobrodziejstw tego systemu. Chrapek, Ahmadzadeh, Pałaszewski czy nawet Robak to przykłady postaci, które się w tej taktyce odnajdują.

Nie nadążają natomiast ci, którzy najlepsze lata mają już za sobą. Mowa tutaj o pozycjach, które odpowiedzialne są za dynamizowanie akcji. Tego elementu na pewno nie zapewniają boki obrony, czyli Cotra z Broziem. O lepsze obsadzenie prosi się również skrzydło. Takie, które przyniesie większe korzyści w statystykach. Zdobycze bramkowe nie mogą opierać się tylko na 36-letnim Robaku.

Jak widać, przebudowa trwa, a zmiany są potrzebne, bo szwankuje kilka trybików. Trener WKS-u mówi: – Atakiem pozycyjnym wszystkim drużynom w Polsce gra się trudno. Trzeba mieć doskonale wyszkolonych technicznie zawodników, potrafiących grać na małej przestrzeni, w trójkątach. My przebudowujemy drużynę, by właśnie tak grać w piłkę.

Właśnie. Ciężka praca i kilka przetasowań w składzie jest potrzebnych, by Śląsk nabrał odpowiednich obrotów. Mecze, w których wrocławska ekipa deklasuje swoich rywali, nie są przypadkiem, a bardziej próbką tego, co ta drużyna może osiągnąć w perspektywie dłuższego czasu. Adam Nawałka przed meczem obu drużyn w Poznaniu również powiedział, że wyniki „Wojskowych” nie oddają tego, co zespół oferuje na murawie. Dla Pawłowskiego to tylko bodziec do jeszcze bardziej wytężonej pracy, ale obawiam się, że jego stery są w tym momencie poddane dużym wątpliwościom. Co prawda na stanowisku prezesa wrocławskiego klubu zaszła zmiana, jednak zmian w określaniu teraźniejszości nie ma. – Ten zespół powinien plasować nas w górnej części tabeli, a nie powodować walkę o utrzymanie – Piotr Waśniewski.

Komentarze
molnar (gość) - 2 dni temu

W Pilke gra sie na wyniki,licza sie gole,a nie stwarzane okazje czy duza ilosc posiadanej pilki.Wrazenia artystyczne to sa dobre w jezdzie figurowej,a w pilce chodzi oto by strzelac gole i Slask ma z tym problem.Pawlowski pokazuje,ze nie jest w stanie ogarnac druzyny i druzyna nie potrafi wygrywac meczow,ani strzelac gola.Wielka hanba jest,ze Wroclaw liczacy blisko 600 tys ludnosci nie potrafi miec druzyny walczacej o mistrzostwo,Jedno wiem Pawlowski to zbyt slaby trener i Slask musi poszukac innego trenera i tylko wtedy wyniki beda lepsze.

Odpowiedz
Autor tekstu (gość) - 2 dni temu

Zgadzam się, aczkolwiek trzeba Pawłowskiego doceniać na pójście pod prąd. Stawianie na młodzież to naprawdę fajna sprawa w dzisiejszych czasach ekstraklasy. To nie funkcjonuje jak trzeba, a nowy trener rzeczywiście mógłby odmienić wyniki. Są już pogłoski, że co do zwolnienia brakuje oficjalki. I tak na koniec: może kiedyś uda się zapełnić stadion chociaż w 50%

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze