Trener Śląska Wrocław, Orest Lenczyk, może triumfować. Jego drużyna pokonała w arcyważnym meczu Ruch Chorzów 2:1 i przesunęła się na drugie miejsce w tabeli. Komplet punktów zgarnęli też piłkarze Korony Kielce, Widzewa Łódź i Wisły Kraków, natomiast w starciu Polonii Warszawa z PGE GKS Bełchatów padł bezbramkowy remis.
Ruch Chorzów – Śląsk Wrocław 1:2
Już w 3. minucie goście cieszyli się ze strzelenia bramki. Po rzucie rożnym, egzekwowanym przez Marka Gancarczyka, w polu karnym Ruchu doszło do olbrzymiego zamieszania. W tym tłoku najlepiej odnalazł się wychowanek chorzowskiego klubu Piotr Ćwielong, który pewnym strzałem wyprowadził Śląsk na prowadzenie.

Pół godziny później gracz wrocławskiej drużyny Rok Elsner znów udowodnił, że potrafi strzelać piękne bramki. Z rzutu wolnego zagrywał Sebastian Mila, piłka trafiła do słoweńskiego pomocnika Śląska, który zdecydował się na uderzenie przewrotką. Wybór gracza z Bałkanów okazał się niezwykle trafny, gdyż futbolówka wylądowała w bramce Michala Peskovicia.
Na pięć minut przed końcem pierwszej połowy „Niebiescy” zdobyli kontaktową bramkę. Z prawej strony boiska dośrodkowywał Paweł Lisowski, a Łukasz Janoszka z najbliższej odległości nie dał Marianowi Kelemenowi szans na skuteczną interwencję.
Druga połowa spotkania rozgrywanego na obiekcie przy Cichej również obfitowała w emocje. „Niebiescy” szturmowali bramkę strzeżoną przez Kelemena, jednak golkiper Śląska spisywał się bez zarzutu. Słowak wybronił między innymi dwa niebezpieczne uderzenia rezerwowego Sebastiana Olszara.
Zespół Oresta Lenczyka utrzymał prowadzenie do końca spotkania i ma wielką okazję na zdobycie wicemistrzostwa Polski.
Korona Kielce – Górnik Zabrze 1:0
Jako pierwszy na listę strzelców mógł wpisać Mariusz Magiera. Obrońca Górnika Zabrze był bliski pokonania własnego golkipera, Adama Stachowiaka, jednak ten wyszedł obronną ręką z niebezpiecznej sytuacji. 180 sekund przed końcem pierwszej części meczu jeszcze bliższy wpisania się na listę strzelców był Paweł Sobolewski. Pomocnik gospodarzy sfinalizował indywidualną akcję uderzeniem w poprzeczkę.
Trzy minuty po zmianie stron w sytuacji sam na sam ze Zbigniewem Małkowskim znalazł się były gracz Korony Grzegorz Bonin. Pomocnik Górnika trafił jednak wprost w bramkarza. 60 sekund później z powodu kontuzji boisko musiał opuścić Edi Andradina. Brazylijczyk, który zapowiedział, że po sezonie odejdzie z Korony, został pożegnany przez kibiców gromkimi brawami.
W 65. minucie Bonin nieprawidłowo powstrzymywał we własnym polu karnym Grzegorza Lecha i sędzia podyktował rzut karny. Okazji na zdobycie bramki z jedenastu metrów nie zmarnował Andrzej Niedzielan, który ma już na swoim koncie tuzin trafień w tym sezonie Ekstraklasy i wciąż walczy o koronę króla strzelców.












