Robert Pich – to jedyny pozytywny akcent meczu Śląska Wrocław z Zawiszą Bydgoszcz. Oprócz niego wszyscy inni zawiedli: pozostali piłkarze, kibice i sędziowie. Beznadziejność pierwszej połowy przyćmiły trzy bramki, w tym jedno cudowne trafienie Picha. Schemat był prosty: co Zawisza zaczął lepiej grać, to Śląsk szybko temperował golem. Pierwszy strzał to popis beznadziejności Silvy i Samuela, którzy nie zablokowali podania ze skrzydła Zielińskiego, a całość ze spokojem wykończył Pich. Słowak miał tyle miejsca, że właściwie mógł sobie przyjąć piłkę, poprawić, rozejrzeć się, pomachać koledze na trybunach i jeszcze spytać bramkarza, w który róg ma uderzyć. Zdecydował się jednak na uderzenie w pierwszym kontakcie, co wcale nie zmniejsza winy defensywy gości. W odpowiedzi na to, fatalną stratę w środku pola zaliczył Droppa, ale podania Vasco nie wykorzystał Carlos, który w tej sytuacji sam na sam trafił w Pawełka. Trzeba jednak wspomnieć, że dwaj wymienieni piłkarze Zawiszy zaliczali się do najlepszych w swoim zespole. Irytował Alvarinho, długimi momentami z radarów znikał Wagner, a tyle co zwykle zespołowi nie dawał Drygas. Z drugiej strony bardzo dobrze prezentowali się środkowi obrońcy, którzy nie dawali miejsca Vasco. Generalnie Śląsk nie prezentował niczego specjalnego, ale błysk Picha wystarczył na strzelenie drugiego gola. Słowak otrzymał bardzo dobre, długie podanie od Hołoty, a potem świetnie przymierzył z dystansu. Tym razem jednak goście szybko doskoczyli do rywali. Alvarinho na skrzydle odjechał Dudu niczym TGV towarowemu, a po zamieszaniu w polu karnym ładnym szczupakiem popisał się Drygas, który wpisał na swoje konto bramkę. Do przerwy to Zawisza przeważał, ale jedynie na optycznym wrażeniu się skończyło. Druga połowa to już kompletna kopanina bez ładu i składu, o czym świadczy chociażby fakt, że nie oddano w niej ani jednego celnego strzału. Nie popisał się też sędzia. W pierwszej połowie za bardzo ostre wejście w Drygasa nie ukarał Droppy, a w 53. minucie za o wiele mniej groźne wejście ukarał Carlosa, co poskutkowało wykluczeniem z gry kilka minut później. W międzyczasie powinien wyrzucić z boiska Dudu, który ewidentnie chciał sprawdzić wytrzymałość mięśni brzucha Portugalczyka. Problem w tym, że zrobił to korkami, czego jednak sędzia nie zauważył. Albo zauważyć nie chciał, jak zapewne będzie twierdził Radosław Osuch, znany ze swoich animozji do panów z gwizdkami. Grając jeszcze w jedenastu, Zawisza mógł wyrównać, ale Alvarinho z kilku metrów uderzył ponad bramką, czym podsumował swój żałosny występ. Od momentu zejścia Carlosa z boiska, piłkarze obu drużyn już zupełnie stracili jakąkolwiek ochotę do gry i tylko człapali po boisku pozorując grę. Warto odnotować, że Jorge Paixao dał szansę zadebiutować Jakubowi Łukowskiemu, 18-letniemu wychowankowi bydgoskiego klubu. Młody pomocnik nic ciekawego jednak nie pokazał, podobnie zresztą jak w przeciągu całego spotkania Sebastian Mila, który jednak w samej końcówce po błędzie (kolejnym) Samuela potężnym strzałem obił poprzeczkę. Zawisza przegrał, co oznacza kolejne chwile chwały dla krytyków portugalskiego trenera i zaciągu zagranicznych piłkarzy. Nie należy jednak zapominać, że bydgoski zespół nadal jest osłabiony brakiem kilku kluczowych piłkarzy. Z kolei Śląsk bardzo dobrze wszedł w sezon i na pewno zgłasza poważną kandydaturę do walki o pierwszą ósemkę.
Słaby sędzia, słaba frekwencja, słaby mecz
Artur Dylewski· 3 min czytania











