Pojedynek mistrza i wicemistrza kraju zapowiadano jako starcie drużyn szukających formy. Obie ekipy w słabym stylu rozpoczęły sezon i odpadły z europejskich pucharów. Trener Tomasz Fornalik zaskoczył wszystkich, sadzając na ławce Piecha i Jankowskiego. Szkoleniowiec Ruchu postawił na szybkość – wypuścił na szpicy Niedzielana, za nim Szultesa, a na skrzydłach Zieńczuka i Janoszkę. Zwolnionego Oresta Lenczyka zastępował na ławce Śląska Paweł Barylski.
Mecz lepiej zaczęli wrocławianie – dłużej utrzymywali się przy piłce i oddali pierwszy strzał na bramkę rywali już w drugiej minucie, gdy z dystansu pomylił się Rok Elsner. Trzy minuty później Pesković niemal wypuścił piłkę pod nogi Diaza, ale zdołał ją złapać, nim przejął ją napastnik Śląska. Ruch starał się wysoko grać pressingiem i czyhał na kontrataki. Jeden z nich zakończył się uderzeniem Kikuta, które zostało na czas zablokowane przez obrońców strzegących bramki Kelemena. W 11. minucie Waldemar Sobota zagrał dobrą, pomysłową piłkę górą, ale golkiper gości doszedł do niej pierwszy. Bramkarz Ruchu starł się przy tym z Patejukiem i musiał otrzymać pomoc medyczną. Patejuk ujrzał za ten niecelowy faul żółtą kartkę. To nie odebrało mu ochoty do gry – kilkadziesiąt sekund później zdecydował się na solową akcję, ale uderzył niecelnie.

Mistrzowie Polski mieli przewagę w posiadaniu piłki, częściej przedostawali się na połowę rywali, a Ruch ograniczał się do przeszkadzania i zagrywania długich podań do Niedzielana. Napastnikowi trudno było jednak uwolnić się spod opieki przeciwników, był też łapany na spalonym.
Śląsk najbardziej zagrażał chorzowianom przy stałych fragmentach gry. Pod nieobecność Mili wykonywał je Christian Omar Diaz. Amir Spahić groźnie wrzucał piłkę z autów. Najbardziej pod bramką Peskovicia kotłowało się jednak przy rożnych – po główce jednego z obrońców chorzowian omal nie padła bramka samobójcza. Wicemistrzowie kraju radzili sobie coraz słabiej, spychani do defensywy przez ekipę z Wrocławia. Przy kolejnym kornerze Przemysław Kaźmierczak uderzał głową, ale przeniósł piłkę nad poprzeczką.
Śląsk dominował, ale stałe fragmenty i szybka gra skrzydłami to za mało. Do przerwy nie udało się wrocławianom strzelić żadnej bramki.
W przerwie Tomasz Fornalik musiał zrugać swój zespół, gdyż Ruch zaczął grać z o wiele większym animuszem. W końcu chorzowianie przedostali się pod bramkę rywali – najpierw ich akcja została przerwana przy dośrodkowaniu, a później niecelnie strzelał Szultes. Aktywny był reprezentant Polski, Arkadiusz Piech, który zastąpił Niedzialana w 51. minucie. Śląsk starał się znów przejąć kontrolę nad meczem – świetną sytuację zmarnował Christian Diaz, który dobrze urwał się przeciwnikom, doszedł do piłki, ale uderzył wysoko ponad bramką. Trener Barylski wpuścił na boisko Ćwielonga, a do szatni zszedł Patejuk.












