W pierwszym meczu 3. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Śląsk Wrocław pokonał 1:0 Ruch Chorzów. Mecz ten był typowym spotkaniem na remis, ale wrocławianie mają w swych szeregach kogoś takiego jak Cristian Omar Diaz, który rozstrzygnął losy pojedynku na korzyść wicemistrzów Polski.
Chociaż Śląsk Wrocław rozegrał już sporo meczów w tym sezonie, to spotkanie z Ruchem było w pewnym sensie niewiadomą. Kibice klubu z Oporowskiej zastanawiali się pewnie, czy w pierwszym ligowym wyjazdowym starciu powtórzy się sytuacja z dwumeczu z Lokomotiwem Sofia (wrocławianie byli rażąco nieskuteczni), czy raczej z pojedynku z ŁKS-em, kiedy to rozbili beniaminka aż 4:0.
W pierwszej połowie z boiska raczej wiało nudą. Trener Ruchu, Waldemar Fornalik – świadomy potencjału Śląska w drugiej linii – wystawił pięciu pomocników, rezygnując tym samym z Pawła Abbota. W efekcie środek pola był bardzo zagęszczony, dominowała walka o piłkę, a mniej było sytuacji. Te można policzyć na palcach jednej ręki. 3. minuta – z prawej dośrodkował Wojciech Grzyb, Kelemen wypiąstkował przed siebie, piłka trafiła pod nogi Igora Lewczuka, lecz obrońca uderzył bardzo niecelnie.17. minuta – strzał Arkadiusza Piecha z dystansu nie przyniósł żadnego skutku. Dwie minuty później pierwszą sytuację miał Śląsk, lecz bardzo ładne uderzenie ze skraju pola karnego Sebastiana Mili poleciało minimalnie nad poprzeczką.
Ruch Chorzów grał jednak dobrze agresywnym pressingiem, przez co Śląskowi trudno było rozwinąć skrzydła. Udało im się to poniekąd w ostatnim kwadransie pierwszej części, kiedy to kilka razy próbkę swoich możliwości musiał pokazać Matko Perdijić. Dwukrotnie o mało nie zaskoczył go kolega z drużyny – Rafał Grodzicki, ale chorwacki golkiper dwukrotnie stanął na wysokości zadania – najpierw wybronił strzał po rzucie rożnym, następnie po rykoszecie, a na koniec z dystansu Mili. Pod koniec pierwszej połowy na prowadzenie mogli wyjść „Niebiescy” – w 42. minucie Gabor Straka wyłożył piłkę Malinowskiemu, a ten uderzył obok bramki. To była najlepsza okazja na strzelenie gola w pierwszych 45. minutach.
Po zmianie stron obraz gry diametralnie nie uległ zmianie. Trzy sytuacje miał Śląsk – najpierw (najgroźniejszą) Johan Voskamp, który w akcji sam na sam nieudanie próbował lobować bramkarza gospodarzy, potem Dariusz Sztylka uderzył z dystansu, ale Chorwat obronił ten strzał, a potem po dośrodkowaniu Madeja z prawej strony niecelnie próbował strzelać głową Sebastian Mila.
Przez kolejne minuty na boisku nic się nie działo. Dopiero wejście Cristiana Omara Diaza wniosło coś do gry wrocławian. Po podaniu Mili Argentyńczyk miał świetną okazję, lecz jego strzał był niecelny.
To, co nie udało się wcześniej, udało się w 87. minucie, kiedy to zdobył kapitalną bramkę – w starciu z Grodzkim Diaz położył obrońcę Ruchu i spokojnie technicznym strzałem pokonał golkipera miejscowych. Ruch nie stworzył żadnych sytuacji i mecz zakończył się skromnym zwycięstwem gości.










